fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rosja

Fiodor Łukjanow: Resetu z USA nie będzie

Fiodor Łukjanow
premier.gov.ru
W relacjach z Waszyngtonem nie mamy nic oprócz nagromadzonej nieprzyjaźni – mówi Fiodor Łukjanow, szef rosyjskiej Rady ds. Polityki Zagranicznej i Obronnej.

Joe Biden zostanie 46. prezydentem Stanów Zjednoczonych. Jakie nastroje panują w Moskwie po amerykańskich wyborach?

W zasadzie nie ma żadnych nastrojów. Nic istotnie się nie zmieni, stosunki rosyjsko-amerykańskie są stabilnie złe i niespecjalnie zależą od postaci politycznych. Jedyny pozytywny postęp, którego można oczekiwać, dotyczy porozumienia o dalszej redukcji i ograniczenia zbrojeń strategicznych (New Strategic Arms Reduction Treaty – przyp. red.). Cała reszta pozostanie bez zmian, albo się nawet pogorszy. Zwłaszcza jeżeli chodzi o przestrzeń postradziecką, Biden tu raczej będzie aktywniejszy od Trumpa. A to oznacza, że pojawia się kolejny element drażniący Rosję. Negatywnie może się też rozwijać sytuacja w Syrii, demokratyczna administracja Białego Domu będzie raczej chciała zwiększyć tam swoje wpływy, a to dodatkowe utrudniania dla Rosji. Poza tym Moskwa nie oczekuje nic od amerykańskich wyborów.

Mówi pan, że rosyjsko-amerykańskich relacje nie zależą od konkretnych polityków. To co ma na nie wpływ?

Od lat te relacje były budowane wokół doktryny odstraszania. Teraz ten temat przestaje być trzonem naszych stosunków. Nowej agendy nie mamy oprócz nagromadzonej nieprzyjaźni. To wszystko przekłada się na to, że wyczerpuje się potencjał konstruktywnej współpracy.

Na czym według pana miałaby polegać aktywizacja prezydenta Bidena w krajach postradzieckich? O jakie dokładnie kraje chodzi?

Demokraci, o wiele bardziej niż Trump, przywiązują uwagę do przekonania, że Rosja próbuje odbudowywać Związek Radziecki. Można więc oczekiwać zmiany retoryki Białego Domu wobec Rosji, ale też wzmożenia aktywności dyplomatycznej, gospodarczej i politycznej na Ukrainie, Białorusi, Mołdawii, a może nawet w państwach Azji Środkowej. Konflikt z Rosją się zaostrzy i to chyba najbardziej bolesne.

W trakcie kampanii Joe Biden zapowiadał kolejne sankcje wobec Rosji.

O sankcjach mówił Obama, mówił też Trump. Rosja przyzwyczaiła się do sankcji, już tyle ich wprowadzono, że nikogo to nie wzrusza. Oczywiście wszystko zależy od skali.

Mają wpływ na gospodarkę?

Oczywiście, że mają, ale nie wpływają na politykę Rosji. Stany mogą wpłynąć na każdy kraj na świecie i mają prawie nieograniczone możliwości, łącznie z wprowadzeniem ostrej blokady finansowej. Teoretycznie to możliwe, ale praktycznie ryzykowne. Rosja to nawet nie Iran. Myślę, że administracja Bidena będzie zachowywała się ostrożnie, ale kolejnych sankcji wykluczyć się nie da.

Przed wygraną Trumpa w 2016 r. były nadzieje w Rosji na reset w relacjach z USA. Dlaczego się nie udało?

Trump miał cztery lata ostrej wojny z Kongresem. Rosja była wykorzystywana do wewnętrznej walki politycznej. To, że do resetu nie dojdzie, było wiadomo niedługo po wygranej Trumpa. Za jego rządów rosyjsko-amerykańskie relacje znacząco się pogorszyły. Nie twierdzę, że to wina Trumpa, ale w żaden sposób temu nie zapobiegł.

Czy z odejściem obecnego gospodarza Białego Domu relacje z Moskwą już nie będą tematem wewnętrznej walki politycznej?

Ten temat całkiem nie zniknie, ale na pewno będzie znacznie mniej widoczny. Może Rosji będzie mniej w amerykańskiej polityce, może nie będą nas wplątywać do wszystkiego, do czego się tylko da. Ale jakościowo naszych relacji nie zmieni.

A co z Nord Stream 2?

Od tego będzie zależała przyszłość naszych relacji. Na razie nie wiadomo, jaki dokładnie stosunek do tego ma Biden. Ale warto pamiętać, że demokraci odgrywali bardzo aktywną rolę w rezolucjach dotyczących sankcji wobec Nord Stream 2.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA