fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

NATO zyska na bazach

Amerykańscy żołnierze na Pikniku NATO w Piotrkowie Trybunalskim
Rzeczpospolita/Marian Zubrzycki
Stała obecność wojskowa USA w naszym kraju to dobre rozwiązanie nie tylko dla Polski, ale też dla regionu i wspólnoty euroatlantyckiej – przekonuje minister spraw zagranicznych.

Ostatnio polscy dyplomaci dość często spotykają się z pytaniami ze strony kolegów z państw sojuszniczych oraz dziennikarzy o nasze stanowisko w sprawie polskiej oceny zagrożeń. Pytania są następujące: Czy naprawdę wierzycie, że Rosja wam zagraża? Po co wam amerykańscy żołnierze skoro NATO zadbało o bezpieczeństwo wschodniej flanki? Po co dodatkowo prowokować Rosję? Czy nie widzicie, że prawdziwe zagrożenie to terroryści nadciągający z Południa?

Rozmawiamy o bezpieczeństwie

Oczywiście na te i podobne pytania cierpliwie odpowiadamy, ale ich powtarzalność skłania do ponownego wyjaśnienia tego, jak współczesne wyzwania i zagrożenia wyglądają z perspektywy Polski. Tę perspektywę przedstawiłem w poniedziałek w Brukseli podczas rozmowy z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem. Będziemy informować sojuszników o naszych działaniach. Chcemy, by proces ten był w pełni transparentny.

Dla Polski sojusz północnoatlantycki to najważniejszy element europejskiej architektury bezpieczeństwa. To organizacja łącząca potencjały 27 państw europejskich i dwóch północnoamerykańskich w jedną, euroatlantycką wspólnotę gwarantującą swoim członkom bezpieczeństwo w oparciu o kolektywną obronę.

Kluczową gwarancją skuteczności tej obrony jest zaangażowanie USA. Szczyty NATO w Newport w 2014 r. i w Warszawie w 2016 r. zaowocowały zaangażowaniem wojskowym na flance wschodniej, a tegoroczny szczyt w Brukseli potwierdził zasadność tego zaangażowania.

Realne zagrożenie ze Wschodu

Z naszej perspektywy Rosja jest supermocarstwem dysponującym naprawdę potężnym potencjałem wojskowym, który konsekwentnie powiększa i utrzymuje w stanie wysokiej gotowości bojowej. Świadczą o tym chociażby ubiegłoroczne manewry „Zapad" czy ostatnie ćwiczenia „Wostok".

Rosja ma bogate zasoby surowcowe, rozwiniętą gospodarkę i chłonny rynek, mogłaby więc być wspaniałym partnerem we wszechstronnej współpracy, w tym współpracy w sferze bezpieczeństwa. Mogłaby, ale już od wielu lat nie jest.

Sojusz północnoatlantycki uczynił wiele, aby mieć jak najlepsze relacje z Rosją. Niestety bez powodzenia. Nasze przekonanie, że każde suwerenne państwo ma prawo do decydowania o sobie, w tym do wyboru sojuszy, i nasz brak akceptacji dla rosyjskiej doktryny stref wpływów nie znalazły zrozumienia w Moskwie.

Na początku 2014 r. Rosja dokonała agresji na Ukrainę i zaczęła okupować część terytorium tego państwa. Nie możemy też przejść do porządku dziennego nad rosyjską agresją na Gruzję czy też trwającą de facto okupacją mołdawskiego Naddniestrza. Rosja nie waha się naruszać zasad Karty Narodów Zjednoczonych i umów międzynarodowych, w tym traktatu o konwencjonalnych siłach zbrojnych w Europie i aktu stanowiącego relacje NATO–Rosja. Czasami słyszymy pytanie, czy rozmieszczenie dodatkowych wojsk USA w Polsce nie naruszy zapisów tego ostatniego dokumentu. Odpowiadamy na nie z całym przekonaniem, że nie można złamać czegoś, co już zostało złamane. Syria, Salisbury, Haga, ingerencja w wybory w państwach zachodnich – to kolejne przykłady zachowania Rosji wbrew regułom obowiązującym w stosunkach międzynarodowych.

Polska nie lekceważy zagrożeń dla Europy na południu i solidarnie bierze udział w ich zwalczaniu. Szanujemy obawy państw sojuszniczych leżących geograficznie bliżej Morza Śródziemnego, oczekujemy jednak od sojuszników zrozumienia dla naszej percepcji zagrożeń. Zagrożenie płynące ze Wschodu jest realne i ma charakter egzystencjalny, o czym świadczy przykład Ukrainy.

Przyjęta praktyka

Polsko-amerykańska współpraca obronna nie startuje od zera. Amerykańskie wojska są już w Polsce obecne. Od 2012 r. stacjonuje u nas pododdział sił powietrznych, którego zadaniem jest obsługa cyklicznych ćwiczeń.

W 2020 r. zdolność operacyjną osiągnie baza obrony przeciwrakietowej w Redzikowie, która będzie wymagała stałego stacjonowania wojsk amerykańskich w liczbie większej aniżeli obecnie.

W ramach amerykańskiej Inicjatywy na rzecz Odstraszania w Europie w Polsce stacjonuje około 3 tys. amerykańskich żołnierzy. Stany Zjednoczone są także państwem ramowym batalionowej grupy bojowej NATO, do której wydzielają 900 żołnierzy. W obu tych wypadkach amerykańska obecność ma charakter rotacyjny, a żołnierze często przemieszczają się, biorąc udział w różnego rodzaju ćwiczeniach.

Silniejsza współpraca w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony jest filarem polsko-amerykańskiego partnerstwa strategicznego. W deklaracji podpisanej przez prezydentów Andrzeja Dudę i Donalda Trumpa 18 września tego roku w Waszyngtonie obie strony zobowiązały się do zbadania opcji dla zwiększonej militarnej roli Stanów Zjednoczonych w Polsce.

Dodajmy, że stacjonowanie żołnierzy amerykańskich na mocy umów dwustronnych to przyjęta praktyka. Jest tak m.in. we Włoszech, w Hiszpanii, Norwegii, Portugalii, Grecji oraz w Niemczech. Niedawno Kongres USA zaakceptował wysłanie do Niemiec kolejnych 1500 żołnierzy w ramach tworzenia nowego związku taktycznego, na skutek czego amerykańska obecność w tym państwie wzrośnie do 37 tys. żołnierzy.

Zwiększona, stała obecność wojskowa USA w Polsce przyczyni się do umocnienia zdolności do obrony i odstraszania, zniweluje podwójne standardy i umocni zasadę niepodzielności bezpieczeństwa europejskiego. To dobre rozwiązanie dla Polski, dla regionu i dla całej wspólnoty euroatlantyckiej. Liczymy na zrozumienie naszych intencji i życzliwość ze strony członków tej wspólnoty. ©?

Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA