Publicystyka

Niech wolna niedziela nie dzieli

Fotorzepa/ Michał Walczak
Wolna niedziela to szansa, byśmy budowali wspólnotę.

Wraz ze zbliżaniem się 1 marca, gdy w życie wejść ma ustawa ograniczająca w Polsce niedzielny handel, nasilają się w tej sprawie różne spekulacje, spory i polemiki. Z jednej strony, do głosów krytykujących ograniczenie niedzielnego handlu dołączają te mówiące o nieskuteczności i możliwości obchodzenia nowych przepisów, co wywołać ma chaos i zamieszanie. Z drugiej strony, mamy determinację inicjatorów zmian i deklarację, że „rząd nie zawaha się znowelizować ustawy ograniczającej handel w niedzielę, jeśli taka potrzeba wystąpi".

Jednym słowem, możemy zakładać, że społeczna batalia o ochronę w Polsce niedzielnego święta 1 marca się nie zakończy, tylko wejdzie w swą praktyczną, decydującą być może fazę. Nie powtarzając tu dobrze znanych argumentów obu stron niedzielnego sporu, a także nie przesądzając o jego rozstrzygnięciu, dziś warto wspólnie zastanowić się jednak nad możliwymi scenariuszami, jakie czekają nas w pierwszych tygodniach i miesiącach obowiązywania nowych przepisów.

Dwa scenariusze

Wybór, przed którym stoimy, rysuje się dość jasno. Z jednej strony możliwa wydaje się niestety perspektywa zaogniania sporu, próby jego politycznego dyskontowania czy obchodzenia przepisów i goniących w ślad za tym przepisów nowych. Jednym słowem, możliwy jest scenariusz uciążliwego dla wszystkich zamieszania, niejasności, rosnącego napięcia i jednego jeszcze źródła polsko- polskiego sporu.

Ale – jak wolno wierzyć – na stole jest także scenariusz drugi, czyli jakieś modus vivendi, zgoda na to, by podjąć wspólną próbę skorzystania z doświadczeń najbardziej rozwiniętych państw Europy, które szanując wolność swych obywateli i dbając o swój rozwój gospodarczy jednocześnie, mniej lub bardziej ograniczają niedzielny handel.

Różnica jest taka, że o ile scenariusz pierwszy może narzucić się niejako sam, siłą politycznej rywalizacji, deficytem informacji czy logiką szukania krótkookresowego zysku, o tyle scenariusz drugi wymaga rozsądku, empatii i myślenia długofalowego każdej ze stron niedzielnego sporu.

Zwolennicy ochrony niedzieli, przy wszystkich ich racjach, winni zatem dobrze zdać sobie sprawę, że zamknięcie w niedzielę dużych sklepów dla niejednego Kowalskiego, który przez długie lata, np. przy okazji rodzinnego spaceru, mógł tego dnia zrobić zakupy, może być trudną zmianą rytuałów i przyzwyczajeń. Dlatego respektując społeczne emocje, unikać powinni oni retoryki zwycięstwa czy tym bardziej pokonania kogokolwiek. W wolną od handlu niedzielę nikt z powodu swych przekonań czy sposobu świętowania nie może poczuć się obywatelem drugiej kategorii.

Wesprzeć niedzielę

Warto zatem zadbać o przemyślaną kampanię informacyjną na temat skali i kalendarza nadchodzących zmian. Warto też zabiegać o to, by wraz z zamykaniem w niedziele wielkopowierzchniowych sklepów bardziej dostępne, także cenowo, mogły być – zwłaszcza publiczne – instytucje rekreacji, sportu i kultury.

Od wspierających niedzielne ograniczenia rządzących polityków oczekiwać możemy, że nowych regulacji nie będą obchodzić przedsiębiorstwa i spółki państwowe lub częściowo państwowe. Politycy zaś wszyscy niedzielne święto wesprzeć mogą innym w tym dniu sposobem uprawiania polityki. Dojrzalszym, poważniejszym i życzliwszym niż na co dzień traktowaniem i nas wyborców, i siebie nawzajem.

Z kolei przeciwnicy nowych przepisów rozważyć powinni poważnie, czy także ich argumenty, i te gospodarcze, i te polityczne, nie przemawiają jednak za tym, by nowej niedzielnej formule – oczekiwanej przecież przez wielu z nas – dać szansę i czas na sprawdzenie się. A zwłaszcza, czy stabilności gospodarki, uczciwej konkurencji i wolności obywateli lepiej służyć będzie ewentualne kontestowanie lub obchodzenie nowych przepisów i związany z tym chaos (a w konsekwencji zapewne przepisy nowe)? czy też wspólne sprawdzenie w ciągu dwóch–trzech lat drogi, jaką wybrało w tym zakresie wiele państw Unii Europejskiej?

Wspólny ogród

Projekt ograniczenia w Polsce niedzielnego handlu nie jest rzecz jasna – bo być nie może – doskonały. Nie dotyczy wszystkich pracowników, nie zamyka szczelnie wszystkich możliwości jego obejścia, uderza w nasze nawyki i przyzwyczajenia. Ale warto, jak się wydaje, dać mu szansę, a w każdym razie warto za wszelką cenę uniknąć możliwego związanego z nim zamieszania.

Aby było to możliwe, aby wokół ochrony niedzieli mogła wytworzyć się szeroka społeczna zgoda, ciągle szukać trzeba języka, w jakim jako pluralistyczne społeczeństwo możemy o niedzieli wspólnie rozmawiać.

Warto więc zauważyć, że ograniczanie niedzielnego handlu jest – poza wszystkim innym – także wyborem kulturowym i formą swego rodzaju społecznej ekologii. Wydzielając ze skomercjalizowanej i zaganianej codzienności wspólną przestrzeń na oddech i refleksję, inwestujemy bowiem w coś na kształt wspólnego ogrodu w centrum wielkiego nowoczesnego miasta. Każdy może korzystać z niego na swój sposób: modląc się i z wdzięczności spoglądając w niebo, odpoczywając z najbliższymi, spotykając znajomych, słuchając koncertów, czytając czy uprawiając sport. Tym samym jednak wszyscy szukać w nim mogą dystansu wobec codzienności i właściwej miary codziennych problemów, odkrywając przy tym, że są w życiu sprawy ważne i te najważniejsze.

Wolna (czy też wolniejsza) do handlu niedziela to także szansa, byśmy, przy wszystkich między nami różnicach, odświętnym strojem, modlitwą, obiadem u znajomych czy zwykłym uśmiechem podczas niespiesznego niedzielnego spaceru okazywali sobie, że obok prawdy o naszej pełnej napięć codzienności jest też prawda o wspólnocie, którą gotowi jesteśmy, pomimo wszystko, z poświęceniem budować. Warto w tę szansę wspólnie zainwestować.

Autor jest dr. hab., pracownikiem Instytutu Politologii UKSW

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL