fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Strzelał do pacjentów w Ostrawie, nie wiadomo dlaczego

Policja przed głównym wejściem do szpitala uniwersy-teckiego w Ostrawie
AFP
W szpitalu 15 kilometrów od polskiej granicy napastnik zabił sześć osób, po czym, ścigany przez policję, popełnił samobójstwo.

Do strzelaniny doszło tuż po siódmej rano we wtorek, w szpitalu uniwersyteckim w Ostrawie. Zidentyfikowany później jako 42-letni Ctirad V. nagle wstał z ławki w poczekalni w ambulatorium i bez ostrzeżenia zaczął strzelać.

Celując w kark lub głowę stojących obok ludzi, zabił pięć osób, jedna zmarła na oddziale reanimacji. Trzy kolejne zostały ranne. Tak wydarzenia wtorkowego ranka przedstawił szef policji w regionie Tomaš Kužel. Portal czeskiej telewizji Nova twierdzi, że nim Ctirad V. zaczął strzelać, kazał dzieciom wyjść z poczekalni.

Gdy zmieniał opróżniony magazynek pistoletu, reszta czekających rzuciła się do panicznej ucieczki. Słysząc nadjeżdżającą policję (a pojawiła się ona w szpitalu już po pięciu minutach), morderca wyszedł z budynku, wsiadł do samochodu i – jak później ustalono – pojechał do rodziców. Tam powiedział matce, co zrobił oraz że sam zamierza popełnić samobójstwo. Tak też uczynił w swoim samochodzie w wiosce Dehylov (pięć kilometrów na północny zachód od Ostrawy i dziesięć od granicy z Polską).

Strzelił sobie w głowę, gdy usłyszał policyjny helikopter krążący nad swoim samochodem. Policjanci rozpoznali go dzięki kamerom w helikopterze i właśnie szykowali się do ataku.

Jak się jednak okazało, strzał z bliskiej odległości w głowę z dziewięciomilimetrowego pistoletu nie był śmiertelny. Lekarze poinformowali, że morderca, nim zmarł, był przez pół godziny reanimowany i „był z nim kontakt". Nie wiadomo, czy i co powiedział w tym czasie.

Czeskie media szybko odkryły tożsamość zabójcy. Był technikiem budowlanym i pracował w miejscowej firmie. Grał w amatorskiej drużynie piłkarskiej, lubił jeździć na nartach, ale też chodził na strzelnicę. Jego znajomi, którzy nazywali go Cygan i mówili o nim „swój chłop", nie wiedzieli, że nielegalnie posiada pistolet. Legalnie zaś nie mógł go dostać, gdyż wcześniej miał trzy sprawy karne o „akty przemocy i drobne przestępstwa przeciw mieniu" – jak poinformowała policja.

Prawo posiadania broni w Czechach jest jednym z najbardziej liberalnych w Unii, ale podstawowym warunkiem uzyskania pozwolenia jest niekaralność. Nie wiadomo, jak Ctirad V. zdobył pistolet CZ-75B – jeden z najpopularniejszych w Europie, bo najtańszych pistoletów produkowanych od lat 80. przez Česką Zbrojovkę. Pistolet, z którego strzelał morderca, produkowany jest w zakładach w Uhorskym Brode (100 km na południowy zachód od Ostrawy). W tym mieście zaś, w lutym 2015 roku, 63-letni bezrobotny elektryk w miejscowej restauracji zastrzelił za jego pomocą osiem osób – to najkrwawszy mord w Czechach.

Mimo takich kłopotów czeskie władze nie zamierzają zaostrzać prawa do posiadania broni, a ostatnio nawet spierały się z UE o możliwość legalnego sprzedawania broni automatycznej.

Motywy ostrawskiej zbrodni pozostają niejasne. Początkowo pojawiły się plotki, że morderca mścił się za śmierć swojego dziecka w szpitalu. Szybko jednak okazało się, że był bezdzietny.

– Wbił sobie do głowy, że jest ciężko chory i nikt nie chce go leczyć. Chodził wszędzie (do lekarzy – red.) – wyjaśniał jego były szef z firmy AZ-Intergips Aleš Zygula. Jednocześnie przyznał, że cały zeszły miesiąc morderca miał wolne (udzielone „na słowo"), a dopiero pod koniec listopada przyniósł zwolnienie lekarskie.

„To uczucie, gdy przez 14 dni kontaktujesz się z facetem przez mesendżera, a on nagle zabija ludzi. F...k" – napisał na Facebooku Dawid Stypka, śpiewak i muzyk z pobliskiego miasta Frydek-Mistek. Jak się okazało, Ctirad V. znalazł go w sieci społecznościowej, gdy przeczytał, iż przechodzi on chemioterapię. „Napisał, że na 99 proc. ma tę samą chorobę" – dodał Stypka (który w 2017 roku zdobył nagrody czeskiej Akademii Muzyki Popularnej m.in. za duet z polsko-czeską piosenkarką Ewą Farną).

„Prosił mnie, bym potwierdził, że on ma raka. (...) Nasza korespondencja była właśnie o tym, że lekarze nie chcą go leczyć. Był niezbyt zdrowy (psychicznie), ale nie sądziłem, że aż tak" – opisał artysta ostatnią wymianę korespondencji.

Jednocześnie jednak okazało się, że Citrad V. naprawdę był pacjentem oddziału hematoonkologii w szpitalu uniwersyteckim. Ale mimo tego oraz mimo oskarżeń rzucanych pod adresem lekarzy zabójca strzelał w poczekalni tylko do pacjentów – nikt z personelu medycznego nie padł jego ofiarą.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA