Prawo karne

Europejski nakaz aresztowania - coraz popularniejszy

Fotorzepa, Krzysztof Lokaj
Europejski nakaz aresztowania zyskuje na popularności. Coraz częściej przekonują się o tym przestępcy uciekający z kraju przed sprawiedliwością.

Marian D. skazany za gwałty na dziesięć lat więzienia, zamiast stawić się w kryminale, uciekł z kraju. Wystarczyły dwa dni, by zatrzymano go w Anglii. Do Polski wrócił dzięki europejskiemu nakazowi aresztowania. Podobnie jak 64 innych poszukiwanych przez nas tam w 2016 r. przestępców. Równie szybko z Malty ściągnięto Kajetana P. podejrzanego o brutalne zabójstwo na Woli. – Koniec z bezkarnością przestępców – mówią prokuratorzy, chwaląc instytucję ENA.

Przy stosowaniu europejskiego nakazu aresztowania (ENA) Polska najczęściej korzysta ze współpracy z Niemcami. Z najnowszych statystyk Prokuratury Krajowej za 2016 r. wynika, że w ubiegłym roku najwięcej ściganych przez polską policję i prokuraturę zostało przekazanych właśnie z Niemiec – aż 70 osób. Druga na liście jest Wielka Brytania – 64 osoby, potem Holandia – 22. W drugą stronę sytuacja wygląda podobnie. Aż 218 razy występowała o wydanie przestępców policja i prokuratura niemiecka; 23 razy z Wielkiej Brytanii i 22 z Czech i Włoch.

Nic się nie stanie

Polscy karniści bardzo chwalą skuteczność ENA, chociaż zgodnie twierdzą, że zdarza się, że prokuratorzy zbyt często sięgają po niego w drobnych sprawach. Na liście zarzutów są kradzież roweru, niespłacona karta kredytowa, wyłudzenie ubezpieczenia czy jazda na rowerze po pijanemu. Z roku na rok, ich zdaniem, jest jednak coraz lepiej. Dziś ponad 50 proc powodów wystąpień o wydanie w drodze nakazu stanowią czyny przeciwko zdrowiu i życiu, m.in. zabójstwa i gwałty.

Lecą do kraju

– Przy stosowaniu ENA w grę wchodzą spore koszty – mówi adwokat Jerzy Postulski i wylicza koszty tłumaczeń czy prawnika. – Godzina pracy obrońcy z urzędu na Wyspach Brytyjskich kosztuje 150 funtów. Polska wysyła jedynie samolot i odbiera poszukiwanych. W ostatnich latach tych samolotów było kilka – dodaje. Cennik podobnie wygląda w Niemczech. – Miałem w Niemczech kilku klientów, wobec których stosowany był ENA – mówi adwokat Jan Paszko. I dodaje, że w takich sprawach liczy się czas. Organy ścigania działają bardzo szybko. O tym, że ENA staje się coraz popularniejszy, świadczyć mogą specjalne transporty ściąganych do kraju przestępców.

Ostatni transport z Wielkiej Brytanii w marcu 2016 r. przywiózł w dwóch samolotach 44 osoby, w większości poszukiwane ENA. Przestępcy są przewożeni do różnych zakładów karnych. Do transportu ludzi zatrzymanych dzięki ENA z państw położonych bliżej wystarczą konwoje samochodowe. Przy większych odległościach organizowane są zbiorowe transporty. W 2015 r. do ojczyzny wróciło w ten sposób ponad tysiąc poszukiwanych. W 2016 r. było ich więcej – 1,1 tys.

Szybciej niż przy ekstradycji

ENA miał ułatwiać sądzenie poważnych przestępstw, takich jak akty terrorystyczne, morderstwa, gwałty, handel żywym towarem, przestępczość zorganizowana – trzy lata temu zwracała nam uwagę Komisja Europejska. I ostrzegała: „ENA nie powinny być wystawiane mechanicznie, za przestępstwa, które nie mają poważnego charakteru, takie jak kradzież roweru". Tak powoli się dzieje.

Problem dostrzegła też Prokuratura Generalna. Organizowała warsztaty, w trakcie których uczyła stosować ENA jedynie do sprawców przestępstw poważnych. Wydawała także krajowe wytyczne wyjaśniające znaczenie zasady proporcjonalności przy ENA.

Od kilkunastu lat ENA wygrywa z ekstradycją, jeśli chodzi o czas trwania postępowania. Przy ekstradycji wynosi on średnio 314 dni. Gdy my wydajemy przestępcę, postępowanie ekstradycyjne trwa średnio 293 dni (najdłuższe zajęło 1219 dni, a najkrótsze – 62 dni). A gdy to my występujemy z wnioskiem, średnia wynosi 320 dni (najdłużej realizowano wniosek przez 1576 dni, a najkrócej 12 dni).

@ masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, a.lukaszewicz@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL