– Nie złamałem prawa podczas mojej działalności. Ponieważ jednak opinia publiczna negatywnie ocenia moje postępowanie, uznałem, że nie będę mógł dłużej pełnić tej funkcji – tak, odczytanym z kartki oświadczeniem, marszałek Sejmu Marek Kuchciński pożegnał się ze stanowiskiem. Rezygnację formalnie złoży w piątek.
Decyzja o dymisji zapadła w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej po serii narad i spotkań, które Jarosław Kaczyński prowadził ze swoimi współpracownikami przez całą środę.
Losy marszałka ważyły się do ostatniej chwili. W PiS byli zwolennicy zarówno jego pozostania na stanowisku, jak i szybkiej dymisji. To wszystko po chaotycznych dwóch tygodniach, gdy sprawa lotów marszałka stała się politycznym tematem numer jeden. Nasi rozmówcy z PiS przekonują, że w partii od kilku dni narastała dezorientacja i niedowierzanie, że przywództwo partii pozwalało, by sprawa toczyła się z taką intensywnością. Dlatego wielu polityków dymisję marszałka przyjęło z ulgą.
– Będziemy się z tego tłumaczyć do października – mówi jednak jeden z polityków.
Prezes PiS Jarosław Kaczyński tłumaczył na czwartkowej konferencji, że Kuchciński nie złamał wprawdzie prawa ani istniejących obyczajów, ale skoro „poważna część opinii publicznej ma inne zdanie", a PiS słucha Polaków, to marszałek odejdzie. Kolejnym krokiem ma być opracowanie rygorystycznych przepisów dotyczących lotów VIP-ów.
Kaczyński stwierdził, że warto byłoby, żeby media zajęły się lotami... Donalda Tuska. Wyliczył, że były premier latał do Gdańska 281 razy. Wicerzecznik PiS Radosław Fogiel rzucił zaś w trakcie konferencji długim wykazem lotów Tuska i Ewy Kopacz.
Opozycja zapowiada, że to nie koniec sprawy, a wymiana marszałka Sejmu nic nie zmieni. PiS nie zdecydowało jeszcze, kto będzie następcą Kuchcińskiego. Typowana jest Małgorzata Wassermann i wicemarszałek Małgorzata Gosiewska. Z informacji „Rzeczpospolitej" wynika, że to Gosiewska jest faworytką.
Partia rządząca liczy na to, że uda się wkrótce wyjść z politycznej defensywy, a kampania zacznie się w pełni na początku września, gdy do Polski przyjedzie Donald Trump. Za PiS ciągną się wciąż jednak sprawy z przeszłości, jak np. kwestia tego, czy ministrowie Beaty Szydło rzeczywiście oddali swoje premie. Z ankiety „Rzeczpospolitej" wynika, że co najmniej dwoje unika odpowiedzi na pytanie czy dokonało wpłat na Caritas.