fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Katar odcięty od świata

Tamim bin Hamad as-Sani, emir Kataru, rok temu na spotkaniu z przywódcami innych państw Zatoki w stolicy Bahrajnu, Manamie. Teraz takie spotkanie byłoby niemożliwe.
AFP/Stringer
Licząc na wsparcie nowej administracji USA, Saudyjczycy robią porządek w rejonie Zatoki Perskiej.

Arabia Saudyjska, Bahrajn, Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA), Egipt oraz uznany międzynarodowo rząd Jemenu zerwały relacje dyplomatyczne z Katarem. Informacja podana do wiadomości w poniedziałek rano wywołała polityczne trzęsienie ziemi na Bliskim Wschodzie. To nie wszystko.

Linie lotnicze tych krajów zawiesiły loty do Ad-Dauhy. Arabia Saudyjska zdecydowała się zablokować drogi prowadzące do państwa położonego na półwyspie, odcinając je od wszelkich lądowych połączeń ze światem. Obywatele Kataru muszą w ciągu dwóch tygodni opuścić ZEA.

Media zwracają uwagę, że w 2022 roku Katar będzie gospodarzem mundialu, czemu może przeszkodzić długotrwały konflikt. Jego wybuch odbił się na giełdach natychmiastowym wzrostem cen ropy.

Pod pretekstem terroryzmu

W oficjalnych komunikatach uczestnicy bojkotu Kataru podają różne przyczyny nieoczekiwanej decyzji, jednak we wszystkich pobrzmiewa oskarżenie o wspieranie terroryzmu. Po Londynie ma to swój dodatkowy wydźwięk.

– Podjęte działania są niesprawiedliwe i oparte na fałszywych przesłankach. Ich celem jest podporządkowanie Kataru i tym samym pogwałcenie jego suwerenności – czytamy w opublikowanym oświadczeniu katarskiego MSZ.

Przebywający w Australii szef amerykańskiego Departamentu Stanu Rex Tillerson wezwał państwa Zatoki, aby jak najszybciej doszły do porozumienia i rozwiązały problem, gdyż powstała sytuacja utrudnia walkę z międzynarodowym terroryzmem. W końcu USA mają w Katarze jedną z największych baz lotniczych w regionie.

– Decyzja o bojkocie Kataru nie jest zaskoczeniem, biorąc pod uwagę napięcia w ostatnich latach. Obecnie mamy do czynienia ze wzmocnieniem politycznej pozycji Arabii Saudyjskiej, co jest wynikiem niedawnej wizyty prezydenta Donalda Trumpa i zacieśnienia więzi z USA. W takiej sytuacji Rijad postanowił w sposób przesadny przypomnieć Katarowi, że ma nadal wiele pretensji – tłumaczy „Rzeczpospolitej" Yzid Sayagh, politolog z biura Fundacji Carnegie w Bejrucie.

Katar był od dawna krytykowany w regionie z powodu wsparcia, którego udzielał takim islamistom, jak Bractwo Muzułmańskie, palestyński Hamas czy nawet szyicki Hezbollah.

Kontrolującemu Strefę Gazy Hamasowi pomagała także Arabia Saudyjska. Tyle że Katar był bardziej zaangażowany i zaoferował schronienie Chaledowi Meszalowi, przywódcy Hamasu. Są też mało wiarygodne oskarżenia o pomoc dla walczącego w Syrii przeciwko prezydentowi Asadowi Frontu an-Nusra uchodzącego za przybudówkę Al-Kaidy (od roku nosi nazwę Front Podboju Lewantu).

Arabii Saudyjskiej nie podoba się jednak przede wszystkim wsparcie Kataru dla egipskiego Bractwa Muzułmańskiego. W Rijadzie jego działalność na Bliskim Wschodzie postrzega się jako bezpośrednie zagrożenie dla systemu politycznego królestwa. Arabia Saudyjska oraz inspirowane przez nią państwa Zatoki Perskiej wycofały nawet trzy lata temu ambasadorów z Kataru na znak protestu przeciwko poparciu przez to państwo Bractwa Muzułmańskiego. Kryzys trwał osiem miesięcy.

Al-Dżazira kością niezgody

Pod koniec maja tego roku na stronie katarskiej agencji informacyjnej (QNA) pojawił się artykuł, w którym była mowa o krytyce krajów sąsiednich ze strony emira Kataru Tamima bin Hamada as-Saniego. Co więcej, chwalił on Iran jako państwo, które przyczynić się miało do stabilizacji w całym regionie.

Tymczasem Iran jest w Rijadzie postrzegany jako największy wróg królestwa saudyjskiego na Bliskim Wschodzie, bardziej obecnie krytykowanym niż państwo żydowskie. Wprawdzie katarskie MSZ wyjaśniło, że strona QNA została zhakowana, jednak niesmak pozostał.

– Można się spodziewać, że problem zostanie rozwiązany na drodze dyplomatycznej. Katar jest gotów do ustępstw, ale nie zgodzi się na zamknięcie Al-Dżaziry, co może być jednym z warunków Rijadu normalizacji sytuacji – mówi Yezid Sayigh z Fundacji Carnegie.

Al-Dżazira z siedzibą w Ad-Dausze od ponad dwóch dziesięcioleci, czyli od początku swego istnienia, jest na celowniku Saudyjczyków. Jej otwartość oraz niezależność w przedstawianiu wydarzeń na Bliskim Wschodzie, a także neutralność wobec Bractwa Muzułmańskiego czy nawet Iranu wywołuje nieskrywaną wrogość islamskich ortodoksów w Arabii Saudyjskiej. Z kolei Al-Dżazira jest niejako wizytówką Kataru, który stara się być krajem zdecydowanie bardziej otwartym niż sąsiedzi.

– Mamy do czynienia z kampanią oczerniania Kataru w USA – głosiła w poniedziałek Al-Dżazira. Mają o tym świadczyć ujawnione właśnie e-maile ambasadora Zjednoczonych Emiratów Arabskich w Waszyngtonie. Miał w nich namawiać amerykańskich polityków do zamknięcia bazy USA w Katarze i przeniesienia jej do ZEA, państwa, które nie wspiera Bractwa Muzułmańskiego czy Hamasu. ©?

—Katarski gaz

nie jest zagrożony? >B4

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: p.jendroszczyk@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA