fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Donald Trump znów na trybunie

AFP
Wpływ Donalda Trumpa na konserwatywne skrzydło Partii Republikańskiej wciąż jest bardzo silny, a może nawet decydujący.

W przeciwieństwie do swoich poprzedników, którzy po odejściu z Białego Domu usuwali się z oczu opinii publicznej, Trump nadal jest mocno obecny w konserwatywnych kręgach republikańskich i był głównym gościem tegorocznego zjazdu Konserwatywnej Akcji Politycznej (CPAC). Miał wygłosić przemówienie w niedzielę, już po zamknięciu tego wydania gazety. To będzie jego pierwsze takie wystąpienie po odejściu z Białego Domu albo nawet od dnia wyborów.

Konferencja Akcji kiedyś była zjazdem republikańskich libertarian i konserwatystów. W ostatnich czterech latach przesiąknęła jednak ideologią i zwolennikami Trumpa.

– Jest wiele głosów w Waszyngtonie, które chcą wymazać ostatnie cztery lata. Ale Donald Trump wciąż jest z nami – mówił senator Ted Cruz z Teksasu.

Na tegorocznym zjeździe widać było czerwone czapeczki z napisem „Make America Great Again". Nie było natomiast republikanów, którzy otwarcie odwrócili się od byłego prezydenta, czyli senatorów Mitta Romneya czy Bena Sasse'a oraz kongresmenki Liz Cheney, którzy głosowali za impeachmentem. Zabrakło też wiceprezydenta Mike'a Pence'a, który naraził się Trumpowi, bo nie uległ jego presji, by zmienić wyniki wyborów, ani byłej ambasador USA w ONZ Nikki Haley, która stwierdziła, że dla Trumpa nie ma miejsca w przyszłej Partii Republikańskiej.

Jak przewidują komentatorzy, obecność byłego prezydenta nada kształt kolejnym, republikańskim prawyborom prezydenckim, a wcześniej wyborom połówkowym do Kongresu. – Trump jest niezaprzeczalnym liderem Partii Republikańskiej w tym momencie i w najbliższej przyszłości – pisze Politico. Komentatorzy tego portalu uważają, że były prezydent trzyma na wodzy elektorat republikański oraz kandydatów do Białego Domu tak mocno, że ich szanse na nominację partii w wyborach zależą od lojalności wobec niego.

Widoczne to było w przemówieniach republikańskich polityków, którzy mają ambicje polityczne, takich jak gubernator Florydy Ron De Santis, zaliczany do konserwatywnych gwiazd. Odstawało od tradycyjnego republikańskiego światopoglądu, który opierał się na obronie wolnego rynku, a teraz buduje się wokół ideologii wprowadzonej przez Trumpa. Współczesny konserwatyzm De Santis określił jako: „przeciwny wolnej wymianie handlowej, dużym firmom technologicznym, imigracji, Chinom i lockdownom". Czyli doktryna Trumpa w pigułce.

– Nie możemy, nie będziemy wracać do czasów nieudanego republikańskiego establishmentu – mówił de Santis, nazywając Florydę, która stroni od związanych z pandemią zakazów, „oazą wolności w kraju cierpiącym od jarzma uciskających go lockdownów".

– Musimy głośno tłumaczyć Amerykanom, że jesteśmy jedynymi, którzy ich szanują jako istoty ludzkie (...). Nie musimy mówić Amerykanom, jak mają żyć, my nie traktujemy ich jak kryminalistów, bo chodzą do kościoła albo bronią swoich praw – mówiła gubernator Dakoty Południowej Kristi Noem, idąc śladami Trumpa i krytykując guru kontroli nad pandemią dr. Anthony'ego Fauciego oraz usuwanie pamiątek po konfederatach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA