Plus Minus

Joanna Szczepkowska: Uzasadnienie

Fotorzepa
Myśląc o sądach uniezależnionych politycznie, mówimy jednocześnie o niezależnych sędziach. Rzecz oczywiście dotyczy wszelkich rozpraw: i cywilnych, i tych, które ocierają się o politykę. W wielu komentarzach, w dyskusjach, które prowadzę w internecie, pojawiają się pytania, czy nigdy za poprzednich rządów nie słyszałam o naciskach.

Zwykle towarzyszy temu zdanie: „to były te wasze wolne sądy!". Otóż staram się zwykle odpowiadać tak: wolność to całkiem inne pojęcie niż uczciwość. Jeśli zależność sędziego nie jest usankcjonowana ustawami, tylko wynika z jego słabego charakteru albo z mocnego charakteru osoby wyżej stojącej, to wolny sędzia zachowuje się po prostu nieuczciwie w warunkach wolności. Jeśli natomiast ustanawia się prawa, które z góry uzależniają sędziego od wyższych instancji, to ogranicza się jego niezależność, nawet jeśli to człowiek z gruntu uczciwy i kierujący się tylko przepisami prawa.

Czy jednak jest możliwe, żeby sędzia pozostał bezstronny w sprawie, która ociera się o politykę? Jesteśmy podzieleni światopoglądowo tak silnie i jednoznacznie, że trudno sobie wyobrazić, by choćby sympatie sędziowskie do stron nie wynikały z ich własnych poglądów. W 2013 roku, w czasie rządów PO, na którą zresztą zawsze głosowałam, zapowiedziałam wytoczenie stacji TVN procesu o naruszenie dóbr osobistych. Chodziło o przekłamania, dynamizację i porównanie do Holokaustu, dotyczące mojego tekstu „Homo dzieciństwo". Oburzona manipulacją, jakiej dokonał felietonista, użyłam słowa „homolobby". Tekst wywołał burzę, jakiej się nie spodziewałam, ale też stopień manipulowania jego intencjami przekroczył moją wiedzę o mediach. Przez całe lata byłam gościem TVN, więc tym bardziej zszokował mnie stopień przekłamań, jakich się tam dopuszczono. Zdecydowałam się wtedy na wytoczenie procesu.

Oczywiste jest, że zdecydowałabym się na to samo wobec każdej stacji, która przypisywałaby mi nie moje poglądy i dynamizowałaby je do zjawisk na skalę zbrodni masowych. Moja decyzja nie była polityczna, lecz jedynie moralna, i traktowałam ją jako swego rodzaju misję w sprawie granic interpretacji dziennikarskich, trudno więc się dziwić, że dziennikarze o tym niewiele pisali, choć środowisko prawnicze uznało sprawę za „fascynującą". Od złożenia pozwu do rozprawy minęło wiele czasu. Kiedy się zaczęła, byłam już autorką felietonu skierowanego do ks. Oko, za który usunięto mnie z feministycznych „Wysokich Obcasów", deklarowałam się też jako przeciwniczka zapisów o „płci kulturowej" w konwencji antyprzemocowej.

W ten sposób, cały czas uważając się za liberałkę, dla wielu stałam się piątą kolumną prawicy, a w tej sytuacji proces z TVN stał się czystą konsekwencją poglądów. Kto uwierzy, że osoba, która procesuje się ze stacją polityczną, ma w zasadzie podobny światopogląd? Proces wygrałam, ale też miałam wrażenie, że wyraźnie sprzyjająca mi sędzia utożsamia mnie z walką z TVN-owskim światopoglądem. Stacja złożyła apelację, a w czasie oczekiwania na sprawę zdarzyło się wiele rzeczy, m.in. moja rezygnacja z udziału w honorowym komitecie Bronisława Komorowskiego. Uznałam po prostu, że nie mogę ręczyć honorem za kogoś, kto ewidentnie kompromituje się w kampanii wyborczej. Decyzja ostra, która przysporzyła mi wielu wrogów, zwłaszcza kiedy w 2015 r. wybory wygrał PiS.

I właśnie w tym samym roku odbyła się rozprawa w sądzie apelacyjnym. Miałam nieodparte wrażenie, że jeden z trzech sędziów należy do tych, którzy uważają mnie za „mohera". Z wyjątkową zapiekłością wypowiadał moje nazwisko i czuło się od razu, że sprawa jest przegrana. I była. Wychodząc z sądu, miałam wrażenie, że została osądzona nie sama sprawa, tylko ja i całość moich działań. Złożyłam kasację do Sądu Najwyższego. W tym czasie już weszli tam sędziowie nominowani przez prezydenta Dudę. Moja sprawa została nad wyraz szybo rozpatrzona i zwieńczona pozorną wygraną, a więc odesłaniem sprawy z powrotem do sądu apelacyjnego.

Najważniejsze jest jednak uzasadnienie wyroku. Z niego bowiem tylko może wynikać, czy rzecz dotyczy prawnego drobiazgu, czy też niekorzystny dla mnie wyrok został skasowany. W tym czasie wielokrotnie wystąpiłam na demonstracjach przeciw rządowi PiS, byłam jedną z przemawiających i potępiających PiS-owską politykę, jak zawsze zgodnie z sumieniem. A uzasadnienia jak nie było, tak nie ma. Ten pozornie prosty akt ma nadspodziewanie długą, już półroczną, przerwę. Wreszcie przychodzi pismo: „Uzasadnienie w sprawie nie zostało jeszcze sporządzone. Sędzia Roman Trzaskowski korzysta ze zwolnienia lekarskiego, przez co sporządzenie i oddanie uzasadnienia może się wydłużyć". Sędzia Roman Trzaskowski to jeden z powołanych przez prezydenta Dudę. Powoli tracę nadzieję na korzystne zakończenie sprawy, ciekawa tylko jestem, gdzie to uzasadnienie się znajduje.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL