fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomatyczne zalety pandy i Denisa Rodmana

Co może zrobić izolowany kraj, by przekonać Amerykanów, że nie jest tak groźny, jak się wydaje, i nie dąży do wojny nuklearnej? Może zaprosić jakiegoś celebrytę, na przykład koszykarza Denisa Rodmana, który na własne oczy zobaczyłby, że Kim Dzong Un to normalny człowiek, z którym można się dogadać i napić
VICE Media/AP/east news/Jason Mojica
Dziwaczne prezenty, takie jak żywy krokodyl czy słoik z żywą przynętą? Posługiwanie się celebrytami czy sportowcami do nawiązania kontaktów? W polityce zagranicznej niekonwencjonalne działania są częstsze, niż może nam się wydawać. I bywają zadziwiająco skuteczne.

Gdy koszykarz Dennis Rodman w 2013 r. odwiedzał Koreę Północną, niemal nic nie wiedział o tym kraju. – Myślałem, że będę tam grał w kosza lub dawał autografy – przyznał niedawno w internetowym programie boksera Mike'a Tysona. Północnokoreański przywódca Kim Dzong Un powiedział mu otwarcie, że w pierwszej kolejności chciał sprowadzić inną koszykarską sławę – Michaela Jordana, ale nic z tego nie wyszło. Kim zaprosił Rodmana na kolację, mówiąc: „Będzie trochę karaoke i pieprzona wódka i gorące laski". – Następną rzeczą, jaką pamiętam, było to, że byliśmy na kolacji, byliśmy w ch... pijani, on zaczął śpiewać karaoke, a ja nie miałem pojęcia o czym on k..wa śpiewa. Potem wszedł zespół złożony z 18 kobiet, które były bardzo gorące, a potem one przez 15 minut grały jedną piosenkę. To był pieprzony temat z serialu „Dallas" – wspominał Rodman.

Większość ludzi uzna pewnie, że opisane zdarzenie to tylko przejaw kapr...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA