fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Jan Bończa-Szabłowski: W słowach kilku o Pilchu

Fotorzepa/Magda Starowieyska
Tadeusz Różewicz w wierszu „W świetle lamp filujących" poświęconym Brunonowi Schulzowi napisał następujące zdanie: „Życie przeżywa się idąc, spotykając". Lubię przywoływać tę myśl, bo przecież dotyczy ona ludzi, z którymi spotkanie nie pozostało obojętne dla nas, naszych życiowych wyborów, a często nawet zweryfikowało nasz sposób myślenia, postrzegania świata i bliźnich.

Moja znajomość z Jerzym Pilchem bynajmniej nie była intensywna, ale dla mnie wyjątkowa i bardzo znacząca. Pierwszy raz spotkaliśmy się przy okazji promocji którejś z jego książek, kilkanaście lat temu. Niby niedawno, a jednak teraz myślę, że były to czasy dość odległe. Wystarczy wspomnieć, że było to wtedy, gdy nazwisko Pawłowicz kojarzono wyłącznie z pysznymi pączkami wypiekanymi w dziewięciu smakach, nazwisko Tarczyński przywodziło na myśl znakomite kabanosy, a Rachoń kojarzyło się jednoznacznie z wysoką kulturą. Naprawdę były takie czasy.

Pamiętam, że Jerzego Pilcha zapytałem o to, o co zwykle lubię pytać literatów, czyli o ulubionych pisarzy. Pytanie wydaje się podszyte prowokacją, ale odpowiedź daje mi sporo do myślenia. I tak było z Pilchem. W przeciwieństwie do niektórych swych kolegów po piórze wcale się nie żachnął, tylko po krótkim namyśle przyznał, że ma taką specjalną półkę, gdzie odkłada zwykle osiem do dziesięciu książek, do których...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA