fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Bogusław Chrabota: Dziadersi ruszają do boju

Twitter/Dorota Olko
Oczywiście, po zaskakującym poparciu PiS przez lewicę w głosowaniu nad Europejskim Funduszem Odbudowy w powietrzu musiało zawisnąć pytanie, czy lewica wyjdzie tym ruchem na swoje, czy też strzeliła sobie w kolano? Czy zostanie przez partię Jarosława Kaczyńskiego ograna, skompromitowana, a nawet wyłączona z polityki? Czy może odwrotnie, wspierając uchwalenie EFO, wybiła się na suwerenność, wyrwała spod skrzydeł KO, rozpoczęła odbudowywanie miałkiego do niedawna wizerunku? I ile było w tym ideowości, a ile pragmatyzmu? Ile słusznych racji, ile cynizmu?

To wszystko fundamentalne pytania, na razie bez pewnych odpowiedzi. Recenzję tego niespodziewanego ruchu liderów lewicy przyniesie dopiero historia, zapewne nieodległa. Ale mimo to nie jesteśmy przecież w tej kwestii intelektualnie bezradni. Możemy próbować zrekonstruować na swój użytek motywacje, bilans zysków i strat, a przede wszystkim – powinienem napisać o tym w pierwszej kolejności – mapę polskiej polityki z udziałem wszystkich nurtów lewicy.

Czy jestem jej wielbicielem? Z pewnością nie. Dojrzewałem politycznie w latach 80., w skompromitowanym stanem wojennym nominalnie lewicowym państwie. Ówczesna lewica nie tylko pobrudziła sobie ręce krwią współobywateli po 13 grudnia, ale też zafundowała totalne bankructwo systemu. Jeśli nawet w cieniu jej sztandarów tliły się gdzieś jeszcze jakieś przebłyski dawnych wartości, to przykrył je brutalny sowiecki bolszewizm, zbrodnie w Afganistanie, a w Polsce bankructwo gospodarki, ucieczka Polaków na Zachód czy tępa prop...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA