fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Jolanta Nowaczyk. Ala ma kota. A Ali?

Jolanta Nowaczyk „Ala ma kota. A Ali?” Dwie siostry, 2016
materiały prasowe
Ala ma kota. A jeśli nie ma, bo jest uczulona lub najzwyczajniej w świecie woli psy? Cóż, obawiam się, że niewiele może w tej kwestii zrobić. Dzięki Marianowi Falskiemu i jego „Elementarzowi" z 1930 roku kot będzie się za nią ciągnął do końca życia. Ala i kot zrośli się ze sobą do tego stopnia, że w świadomości zwykłych ludzi są już na dobrą sprawę nierozerwalni.

A jak to wygląda w innych krajach? Jakie zdanie jako pierwsze poznają dzieci w Danii, Portugalii, Macedonii czy Iranie? Jolanta Nowaczyk po rozmowie z zaprzyjaźnionym Gruzinem postanowiła dokładnie to sprawdzić. W swojej debiutanckiej książeczce „Ala ma kota. A Ali?" zabiera kilkuletnich czytelników na wyprawę dookoła świata. Po drodze odwiedzą kilkadziesiąt państw i poznają tyle samo zdań wyjętych z podręczników. Każdemu z nich, zapisanemu w oryginalnym języku, często za pomocą lokalnego alfabetu, towarzyszy tłumaczenie. Towarzyszy im też kilka innych lokalnych słów. Wszystko po to, by dzieci mogły się czegoś nauczyć podczas tej niezwykłej podróży.

Okazuje się, że autorzy elementarzy mają słabość do czworonogów. W Anglii też pojawia się kot – niejaki Wilf założył mu właśnie kapelusz. Z kolei australijski futrzak usiadł sobie na wycieraczce. W Rosji dzieci dowiadują się, że „Roma mył ramę", a w Portugalii odkrywają, że „Ojciec to tatuś". Są jednak kraje, w których pierwsze zdania podręczników zmuszają do zastanowienia się nad lokalną sytuacją polityczną bądź gospodarczą. To chociażby afgańskie: „Bóg jest jeden", marokańskie: „Flaga naszego kraju jest piękna", i etiopskie: „Pora deszczowa bardzo zelżała". Jakże inny to świat od tego, w którym Ala po prostu ma kota.

Każdej stacji na trasie podróży towarzyszy rysunek Darii Solak. Prosty, jakby namalowany dziecięcą ręką, stanowi doskonały punkt wyjścia do rozmowy o kraju, jego kulturze i tradycji. Ten związek trudno bowiem przeoczyć. Przecież nie przez przypadek mali Japończycy uczą się, że „Wiśnie, wiśnie, wiśnie zakwitły"! W dobie kurczącego się świata oraz rosnącego apetytu na podróże taka lekcja wielokulturowości jest trudna do przecenienia. Stanowi nie tylko próbę wzbudzenia ciekawości u najmłodszego czytelnika, ale i pochwałę odmienności. Dowód na to, że choć jesteśmy inni, naprawdę wiele nas łączy.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA