Wielkie oburzenie w mijającym tygodniu wywołała decyzja gdańskiej prokuratury o odmowie wszczęcia postępowania wobec osoby, która znieważyła prezydent Aleksandrę Dulkiewicz, wysyłając jej mailem dwa obrazki – na jednym prezydent miała na głowie hełm SS i była podpisana „piąta kolumna w Gdańsku", drugi przedstawiał komika pukającego się w czoło z podpisem „o tu się pier...". Obraźliwe? Niewątpliwie. Sprawa dla prokuratora? Niekoniecznie.

Abstrahując od sensu angażowania prokuratury w sprawie zachowania, jakich codziennie doświadcza każda osoba publiczna – a nawet skromne felietonistki z ostatniej strony magazynu – takie regularne generowanie zbiorowego oburzenia dosłownie wszystkim (praktykowane przez obie strony politycznego sporu) jest naprawdę męczące. Gdyby ktoś ze zgodnie oburzonych zainteresował się bliżej brzmieniem i zastosowaniem paragrafu, z którego pani prezydent chciała ścigać internetowego chama, wiedziałby, że decyzja prokuratury jest spójna z orzecznictwem Sądu Najwyższego, który dawno orzekł, iż użyte w art. 226 kodeksu karnego sformułowanie „podczas pełnienia obowiązków służbowych" oznacza „zbieżność czasową i miejscową zachowania sprawcy i wykonywania obowiązków służbowych przez funkcjonariusza publicznego". Nie można znieważyć funkcjonariusza publicznego po godzinach jego pracy.

Decyzja prokuratury nie jest więc żadną szykaną wobec pani prezydent, która nadal może skorzystać z możliwości obrony swojego dobrego imienia w postępowaniu cywilnym. Z punktu widzenia obywatela natomiast takie ograniczenie przestępstwa znieważenia funkcjonariusza publicznego do czynu dokonanego w czasie i w związku z wykonywaniem obowiązków nie jest wcale złe, bo władza – żadna – nie powinna mieć zbyt wielu narzędzi wykorzystywania prokuratury do ścigania obywateli za słowo czy – jak tu – obrazek.

Nie chciałabym żyć w państwie, w którym prezydent, minister czy prokurator ściga z oskarżenia publicznego w każdym przypadku, gdy poczuje się znieważony, nawet jeśli miało to miejsce po godzinach jego pracy lub bez związku z nią. Przestępstwo, z którego Dulkiewicz chciała ścigać internetowego chama, jest zagrożone wysoką karą – można za to nawet iść do więzienia. Jesteśmy gotowi aż tak chronić władzę przed dyskomfortem? Bo o tym powinna być ta dyskusja.