fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Orzeł innowacji

W globalnym wyścigu innowacji regulacje UE wiążą nogi jednorożcom

AdobeStock
Budowany przez dekady ekosystem startupów w USA i chiński system masowego tworzenia technologicznych gigantów to scenariusze, których w Europie nie da się powtórzyć. Mamy jednak potencjał, by gonić światowych liderów.

Chińczycy i Amerykanie zdominowali najnowsze globalne zestawienie najwyżej wycenianych startupów. Jak podaje CB Insights, w Top 10 jednorożców (młodych, innowacyjnych spółek, których wartość przekracza 1 mld dol.) nie ma ani jednego przedstawiciela z Europy. Choć na naszym kontynencie spółek zaangażowanych w nowe technologie nie brakuje, to inne regiony świata konsekwentnie nas dystansują. Jak twierdzą eksperci, hamulcem dla innowacji jest struktura UE i jej regulacje.

Europejskie startupy mają trudniej

W zestawieniu najbardziej wartościowych startupów jest sześć spółek z USA, trzy z Chin i jedna z Indii. Na podium są pekiński ByteDance, spółka matka TikToka (wyceniany na 140 mld dol.), Didi, czyli chiński odpowiednik Ubera (z waluacją na poziomie 56 mld dol.) oraz SpaceX, kosmiczna firma Elona Muska (46 mld dol.). Poza tym w gronie jednorożców gigantów są choćby Palantir, Airbnb czy Epic Games. Nawet analizując grono największych na świecie fintechów, gdzie Europa ma swojego reprezentanta, czyli najwyżej wyceniany startup naszego kontynentu – szwedzką Klarnę, musimy się zadowolić dopiero ósmą pozycją. W takim rankingu branżowym wyprzedza nas choćby Grab z Singapuru (9,7 mld dol. wyceny), amerykański Stripe (2 mld dol.) czy brazylijski Nubank (1,4 mld dol.).

– Europa, w przeciwieństwie do USA i Chin, nie jest jednolitym państwem, co powoduje, że każde przedsięwzięcie startujące na Starym Kontynencie i mające ambicje ponadnarodowe musi uwzględniać zarówno regulacje unijne, jak i przepisy lokalne. Tym samym wejście na kilkadziesiąt rynków wymaga uwzględnienia tych przepisów oraz na starcie uwzględnienia w projektach kwestii wielu walut i języków – analizuje przyczynę europejskiej niemocy Marek Lose, managing partner w Unity Group.

Jego zdaniem Europę od Stanów Zjednoczonych i Chin odróżnia przeregulowanie gospodarki, które ogranicza innowacyjność. – Tych barier nie mają USA i Chiny, co powoduje, że rozwiązania i projekty oparte na przetwarzaniu i zaawansowanej analizie danych powstają właśnie tam – tłumaczy Lose.

Kolejna sprawa to edukacja. – W rankingu szanghajskim dominują USA, w pierwszej dwudziestce jest 15 amerykańskich uniwersytetów, chińskich nie ma, ale na wielu amerykańskich uniwersytetach uczą się Chińczycy znani ze swej pracowitości i wytrwałości – mówi nasz rozmówca. I podkreśla, że istotny jest dostęp do kapitału.

– Venture capital i private equity w Europie przez wiele lat były bardzo zachowawcze i kierowały fundusze w kierunku sprawdzonych modeli biznesowych, często opartych na tradycyjnych dziedzinach gospodarki. Z kolei środki z funduszy unijnych były i są przeznaczane w wielu wypadkach na mniej przemyślane, wręcz konserwatywne projekty lub też brakuje efektywnej ścieżki kontynuacji finansowania dla tych progresywnych, bardziej obiecujących, ale też obarczonych większym ryzykiem – wylicza partner Unity Group.

Na aspekt finansowania uwagę zwraca również Jan Habermann, partner Credo Ventures. Według niego jednym z głównych czynników napędzających siłę startupów, poza ogromnym rozmiarem rynku w USA czy Chinach, była dostępność kapitału od funduszy VC. – Ich miliardy dolarów wpompowane w całe ekosystemy pozwoliły firmom technologicznym rozwijać się znacznie szybciej niż gdziekolwiek indziej na świecie. Na drugim biegunie znajduje się Europa, w tym Europa Środkowa, gdzie fundusze inwestycyjne były historycznie mniej aktywne, a ich inwestycje były bardziej powściągliwe – argumentuje ekspert.

Jego zdaniem ostatnio widać jednak, że to się zmienia. – Jestem pewien, że będzie się pojawiać coraz więcej jednorożców, nie tylko w najbardziej rozwiniętych krajach UE. Zobaczymy więcej historii sukcesu, takich jak rumuński UiPath – dodaje.

Wartość UiPath w połowie br. przekroczyła 10,2 mld dol., a to niespełna cztery lata po tym, jak startup zebrał swoje pierwsze pieniądze od VC.

Deficyt gigantów technologicznych

Analitycy uważają, że sukcesy kolejnych młodych, innowacyjnych spółek z Doliny Krzemowej to efekt wprawy i doświadczenia Amerykanów.

Artur Banach, partner Movens VC, tłumaczy nam, że tzw. hodowanie jednorożców w powtarzalny sposób w USA jest wynikiem istniejących tam od wielu lat klastrów innowacji. Składają się na nie m.in. bardzo silna przedsiębiorczość i innowacyjność, rozbudowany ekosystem funduszy VC (w tym na etapie rund C, D i późniejszych) i PE, a także duże zaangażowanie korporacji poprzez własne CVC, ale też procesy przejęć i akwizycji. Znaczenie mają także mocniejszy rynek kapitałowy oraz bliskie współdziałanie z uniwersytetami i rządem.

– We wszystkich tych obszarach w Unii Europejskiej, w tym w Polsce, zachodzą zmiany na lepsze, ale cały czas często dzieli nas przepaść – twierdzi Banach. – Największe różnice można dostrzec w podejściu do akceptacji ryzyka, myślenia globalnego przez przedsiębiorców czy bardzo ograniczonego europejskiego potencjału funduszy late stage. Dla przykładu fundusz Sequoia Capital ma 8 mld dol., w UE rzadkością są fundusze dysponujące powyżej 500 mln euro, co wynika m.in. z wyłączenia funduszy emerytalnych z finansowania VC, słabszego rynku kapitałowego oraz braku gigantów technologicznych jak Google, Microsoft, Apple, Facebook czy Amazon, które budują naturalną ścieżkę do exitu dla jednorożców – kontynuuje partner Movens VC.

To dlatego – jak przekonuje – ciągle europejskie startupy najczęściej wymagają zaangażowania funduszy amerykańskich czy azjatyckich. – Z tego względu, patrząc realistycznie na dzisiejszy ekosystem, celujemy jako Movens VC w budowę firm, które mają potencjał na exity na poziomie od 100 do ponad 250 mln euro, co i tak zapewni świetne zwroty naszym inwestorom – mówi Banach. – To wydaje się być bardziej realistycznym celem niż masowy wysyp jednorożców z regionu Europy Środkowo-Wschodniej – dodaje nasz rozmówca.

Jak zauważa Łukasz Wejchert, partner Dirlango, europejska przygoda z jednorożcami zaczęła się stosunkowo późno. – Niedawno powstały ekosystemy w Berlinie czy Sztokholmie, gdzie budowano kolejne fundusze i startupy w oparciu o sukces takich firm jak Zalando czy Skype. Teraz już Europa, bardziej niż opóźniona wobec niej Polska, jest w pełni nakręcona i gotowa na produkcję większej liczby firm wartych co najmniej miliard dolarów – nie ma wątpliwości Wejchert.

Jak wskazuje, są fundusze, startupy, otwartość korporacji i inwestorów branżowych. – To kwestia matematyki, dźwigni – a ona jest, zatem pojawią się kolejne Klarny na europejskiej mapie – dodaje.

Brak impulsu innowacji

Jeszcze inną ścieżkę rozwoju niż USA i Europa przyjął chiński ekosystem startupowy. O ile w Stanach Zjednoczonych zaważyła historia (cierpliwy i zarazem skłonny do ryzyka kapitał był obecny już kilkadziesiąt lat temu, „produkował" coraz dojrzalsze firmy technologiczne), o tyle Chiny postawiły na tworzenie wielkich firm technologicznych na skalę masową i w sposób systemowy. – Chińczycy zasiali kilkadziesiąt ośrodków w sowim kraju, mających imitować ekosystemy startupowe. Dzięki dostępowi do wiedzy, technologii, kapitału i otwartemu, potężnemu rynkowi wewnętrznemu Chiny stają się ojczyzną kolejnych wycenianych wysoko firm. Z racji wielu różnic względem Europy tego typu model w naszych warunkach jest nie do powtórzenia – kończy partner Dirlango.

Polska powinna poszukiwać własnej ścieżki rozwoju innowacyjnych biznesów. Na razie jednak to, co nas wyróżnia, to niska pozycja w barometrze innowacyjności Komisji Europejskiej. Jak zaznacza Marcin Szczeciński, kierownik ds. inwestycji kapitałowych w firmie Adamed, szczególnie blado wypadamy w kryteriach cząstkowych odnoszących się do systemu badań naukowych (trzecia lokata od końca), aktywności innowacyjnej MŚP (przedostatnie miejsce) oraz współpracy i finansowania (odpowiednio miejsca czwarte i piąte od końca). – W ocenie systemu badań naukowych istotną wagę przykłada się do jego międzynarodowego charakteru, a przy finansowaniu do nakładów na B+R sektora publicznego i strumienia inwestycji venture capital. Jeśli silnikiem innowacji ma być nauka, jest ona niedofinansowana i na tle pozostałych krajów bardziej lokalna niż międzynarodowa. Finansowanie VC podąża za liczbą i jakością projektów. Samo z siebie ich nie generuje – diagnozuje przedstawiciel Adamedu.

Ale skoro jest tak źle w ujęciu innowacyjności, to dlaczego jest dobrze czy relatywnie dobrze w aspekcie wzrostu lub ograniczonego spadku PKB?

Jak tłumaczy nasz rozmówca, polska gospodarka nadal korzysta z paliwa bardziej tradycyjnych przewag konkurencyjnych niż tych związanych z innowacyjnością. – Przedsiębiorcy podążają utartymi ścieżkami. Brakuje impulsów z wewnątrz organizacji, rynku czy regulatora, które zmuszałyby biznes do przeorientowania na innowacje. Ale ta sytuacja nie może trwać wiecznie – podkreśla Szczeciński.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA