fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Domagalski: Budżet z Sali Kolumnowej nie jest zagrożony

Strażnicy sejmowi przed Salą Kolumnową w Sejmie
PAP, Tomasz Gzell
Część prawników, nie mówiąc o opozycji, zgłasza zastrzeżenia do poprawności głosowania nad budżetem w Sali Kolumnowej. Szanse na jego podważenie są jednak niewielkie.

Dla oceny ważności głosowania nad budżetem drugorzędne znaczenie ma ustalenie, jak dalece główni aktorzy piątkowego zamieszania w sali plenarnej Sejmu naruszyli sejmowe standardy (chodzi o zachowanie posła Michała Szczerby czy wykluczenie go z obrad przez marszałka), gdyż takie przypadki już się zdarzały.

Większe znaczenie ma fakt blokowania przez posłów opozycji mównicy sejmowej, co jest niewątpliwie naruszeniem przepisów. Najważniejsze dla ważności ustawy jest to, czy w drugiej części trzeciego czytania nad budżetem dochowano podstawowych standardów legislacyjnych. Istotne jest też oczywiście, jaki organ może orzec wiążąco ewentualne naruszenie.

Obrady Sejmu poza salą plenarną, właśnie w Sali Kolumnowej, już wcześniej miały miejsce. Z kolei zgodnie z art. 188 ust. 3 regulaminu Sejmu w razie niemożności głosowania przy wykorzystaniu urządzenia do liczenia głosów, marszałek może zarządzić głosowanie przez podniesienie ręki i obliczenie głosów przez sekretarzy. I tak się stało.

Pojawiają się zarzuty, że nie ma pewności co do kworum, a zatem czy było co najmniej 230 głosujących. Według wyników ogłaszanych bezpośrednio po głosowaniach przez marszałka w głosowaniu nad budżetem wzięło udział 236 posłów: za jego uchwaleniem było 234, przeciw dwóch, nikt się nie wstrzymał.

Obrady były transmitowane, więc zastrzeżenia co do ograniczenia jawności posiedzenia czy dostępu mediów do sali mają drugorzędne znaczenie (choć obraz z kamery nie obejmował całej sali). Każdy, kto miał włączony telewizor, wiedział, że obrady mają być przeniesione do Sali Kolumnowej, musieli też o tym wiedzieć posłowie opozycji, kilku z nich było zresztą w nowej sali, choć nie oddali głosu. A ponieważ Sala Kolumnowa odbiega standardem od plenarnej, pewne niedogodności techniczne dla posłów czy prasy są oczywiste.

Są dwie drogi ewentualnej korekty wyniku głosowania: reasumpcja i Trybunał Konstytucyjny.

Regulamin Sejmu w art. 189 przewiduje reasumpcję, gdy wynik głosowania budzi uzasadnione wątpliwości, ale to musieliby wykazać wnioskodawcy. I nie wystarczy np. wskazać, że jacyś posłowie podpisali listę obecności po głosowaniu, musiałby być dowód, że nie głosowali.

Drugą ścieżką jest wniosek do TK, a w nim może się pojawić zarzut dotyczący tzw. blokowania poprawek, czyli niegłosowania nad każdą oddzielnie. Marszałek ma wprawdzie podkładkę w postaci wykładni Prezydium Sejmu (zdominowanego przez PiS, ale to formalnie jej nie dyskwalifikuje), nie można jednak wykluczyć, że TK mógłby uznać, iż w tak ważnej sprawie większość sejmowa poszła na skróty i że trzecie czytanie było wadliwe.

Gdyby prezydent skierował ustawę do Trybunału przed jej podpisaniem (art. 224 ust. 2 konstytucji), TK musiałby ją zbadać w ciągu dwóch miesięcy, jeśliby zaś zaskarżyli ją posłowie opozycji, wyrok mógłby być znacznie później. Gdyby jednak nawet Trybunał zakwestionował budżet, to do tego czasu korzysta ona w pełni z domniemania legalności i jest stosowana. Ponownie przegłosowany budżet, czy to na skutek reasumpcji, czy wyroku TK, zapewne niewiele by się różnił od przyjętego za pierwszym razem. I obie strony sporu zapewne o tym wiedzą.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA