fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Detektyw ZUS tropi oszustów - komentarz Jolanty Ojczyk

Jolanta Ojczyk
Fotorzepa/ Waldemar Kompała
Chyba można już powiedzieć, że Polska to nie jest kraj dla... oszustów. I to nie tylko za sprawą fiskusa, który ściga wyłudzających podatki, a do pomocy chce zatrudnić nawet hakerów. Do akcji wkroczył ZUS, który już nie tylko ściąga nienależne świadczenia czy zaległe składki.

„Rzeczpospolita" opisuje, jak oszust, który chciał zarobić kosztem ZUS, trafił za kraty.

Sprawy by nie było, gdyby nie dociekliwi urzędnicy. Ci przeprowadzili śledztwo i ustalili, że pani podpisała z panem umowę o pracę, ale nie przepracowała ani jednego dania, a pracodawca nie zdążył wypłacić jej ani grosza wynagrodzenia. Za to pani zdążyła złożyć wniosek o świadczenie rehabilitacyjne – występują o nie osoby, które chorują ponad pół roku. Czujni jak detektywi urzędnicy odmówili zasiłku i złożyli doniesienie do prokuratury. Ta oskarżyła cwany duet o usiłowanie oszustwa i przekonała sąd, że ma rację. Biznesmen spędzi za kratami dziesięć miesięcy, kobieta dostała osiem miesięcy w zawieszeniu.

To zła wiadomość dla wszystkich, którzy próbują wyłudzić zasiłki z ZUS. Ktoś powie: to precedensowa sprawa, nie ma co się bać. Otóż nie. Urzędnicy potrafią przecierać szlaki, którymi potem mogą podążać ich koledzy z całej Polski.

Kilka lat temu ZUS zaczął sprawdzać, czy umowa to nieoskładkowane dzieło, czy zlecenie, do którego trzeba dopłacić niemałe składki. Najpierw kontrolował niemrawo, ale gdy zaczął wygrywać w sądach, liczba kontroli zaczęła rosnąć. I już w 2015 r. ZUS zażądał od firm składek za ponad 26 tys. osób. A z pewnością ta liczba będzie jeszcze wyższa. To za sprawą informatyzacji Zakładu – specjalny algorytm skuteczniej wskaże podmioty do kontroli.

Podobnie było w sprawie zwolnień lekarskich. ZUS przestał je sprawdzać na chybił trafił. Urzędnicy detektywi często z pomocą pracodawców typowali podejrzanych, czyli tych, którzy często przebywali na krótkich zwolnieniach, brali zwolnienia od różnych lekarzy czy wrzucali zdjęcia z wakacji na portalach społecznościowych w czasie, gdy mieli cierpieć w chorobie. W efekcie z roku na rok zwiększała się kwota wstrzymanych lub cofniętych świadczeń, osiągając całkiem pokaźne kwoty: 195 mln zł w 2015 r. i 203 mln zł w 2016 r. A od przyszłego roku za sprawą e-zwolnienia – lekarz prześle je od razu siecią do ZUS – skutecznych kontroli będzie jeszcze więcej.

Tak więc jest się kogo bać. I dobrze, że ZUS przestaje się kojarzyć z niemrawymi urzędnikami, a zaczyna z profesjonalnymi śledczymi. Miejmy jednak nadzieję, że tak jak Sherlock Holmes czy Adrian Monk będzie ścigać tylko tych, którzy naprawdę zasłużyli na karę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA