fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Mikołaj Małecki: Nadciąga zła zmiana w prawie karnym

Fotorzepa, Rafał Guz
Planowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości zmiany w przepisach to nic innego jak powrót do koncepcji zarządzania strachem za pomocą zemsty, bez względu na okoliczności – uważa ekspert.

Zapowiadane na konferencjach Ministerstwa Sprawiedliwości kierunki zmian w prawie karnym prowadzą do jednego wniosku: nadchodzi zła zmiana.

Czytaj także: Ziobro przedstawił nowy program zmian w prawie karnym

W tym kontekście zrozumiała jest praktyka skrzętnego ukrywania projektów nowelizacji kodeksu karnego, mimo że o ich powstaniu informowano już przeszło pół roku temu. Zarazem przygnębiający jest stan debaty nad przygotowywanymi nowelizacjami, którego reprezentatywną ilustrację stanowi artykuł K. Szczuckiego „Jak daleko sięga prawo do karania" opublikowany w „Rzeczpospolitej" 6 listopada br.

Nawet naukę władza chce poprawiać

Plany Ministerstwa Sprawiedliwości są daleko idące i nie ograniczą się jedynie do prostej nowelizacji przepisów. Jak stwierdza K. Szczucki: „Ma to być zdecydowanie zmiana systemowa, ingerująca w dotychczasowy paradygmat odpowiedzialności karnej, a więc wprowadzająca istotne modyfikacje (...) także w nauce o przestępstwie i nauce o karze".

Nie ma podstaw, by kwestionować rzetelność przekazu autora, z pewnością dobrze zorientowanego w kształcie projektowanych zmian (od 2016 r. jest pracownikiem Biura Prawa i Ustroju Kancelarii Prezydenta RP). Zakładam, że tak istotne nowelizacje konsultowane są przynajmniej w gronie zaufanych prawników „dobrej zmiany".

Jak więc dowiadujemy się z artykułu, w efekcie planowanej nowelizacji zmianie ma ulec nawet „nauka" o przestępstwie i karze. Będzie to z pewnością pierwsza na świecie próba zmodyfikowania twierdzeń naukowych za pomocą ustawy, co najlepiej obrazuje skalę oderwania się od rzeczywistości partii trzymającej władzę. Na tym jednak problemy się nie kończą.

Autor wspomina kontrowersje, jakie wywołała w debacie publicznej część projektu dotycząca wymiaru kary łącznej. Zmiany w tym zakresie, jak czytamy, „znacząco zmienią filozofię karania". Mimo że autor operuje wyłącznie ogólnikami, należy zgodzić się z tym stwierdzeniem: przygotowywane zmiany z pewnością coś zmienią. Warto jednak uzmysłowić sobie, jakie będą to zmiany.

Bez szans na racjonalne stosowanie dyrektywy

Proponowana koncepcja zakłada odbywanie przez skazanego po kolei wszystkich kar orzeczonych za poszczególne przestępstwa, a więc w sumie np. 50 czy 300 lat pozbawienia wolności. Oznacza to, że sprawca dziesięć kradzieży, skazany na rok więzienia za każdą z nich, z mocy ustawy przesiedzi w więzieniu dłużej niż sprawca jednego brutalnego zgwałcenia, skazany na osiem lat pozbawienia wolności. Czy na tym ma polegać w praktyce troska o dobro wspólnoty, postulowana przez K. Szczuckiego?

Dotarłem do sprawy zakończonej wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z 12 kwietnia 2016 r. (II AKa 25/16), który miał wymierzyć karę łączną sprawcy wielokrotnych kradzieży z włamaniem. Pod rządami nowych przepisów, bez możliwości podjęcia jakiejkolwiek decyzji związanej z wymiarem kary przez sąd, automatycznie sprawca ten zostałby osadzony w więzieniu na... 65 lat, czyli na całe życie.

Proponowane zmiany doprowadzą więc do ewidentnych niesprawiedliwości społecznych.

W tym kontekście ponuro brzmi konstatacja autora, który wieszczy odejście od prawa karnego jednostki na rzecz „prawa karnego wspólnoty". Nie dostrzega, że proponowana przez Ministerstwo Sprawiedliwości koncepcja kary łącznej wyklucza możliwość racjonalnego stosowania dyrektyw wymiaru kary, bez względu na to, czy mówimy o jej wspólnotowym czy indywidualnym charakterze.

Cóż z tego, że wymierzając karę za pojedyncze przestępstwo, sąd uwzględni nowe dyrektywy wymiaru kary, wyważy stopień winy, zbada konteksty społeczne, uszanuje zasadę godności człowieka i weźmie pod uwagę dobro wspólne, jak to pięknie opisuje autor artykułu, jeśli po zsumowaniu kar wymierzonych za kilka błahych czynów sprawca z automatu trafi do więzienia na kilkanaście lub kilkadziesiąt lat. To przykry powrót do koncepcji zarządzania strachem za pomocą zemsty, bez względu na okoliczności.

Pomoc niezorientowanych ekspertów

Zabrany przez K. Szczuckiego głos w dyskusji jest oczywiście zrozumiały: spełnia polityczną funkcję wspierania programu odstraszania i zemsty za pomocą prawa karnego. Każda zła zmiana, w warunkach demokratycznego procesu stanowienia prawa, musi jakoś legitymizować składane w Sejmie propozycje ustawodawcze. Wymownie brzmi w tym kontekście stwierdzenie autora: „Ustalenia profesjonalistów powinny dawać politykom narzędzia do podejmowania świadomych decyzji". O tym, jacy profesjonaliści zadbają o te narzędzia, decydują oczywiście sami politycy.

Argument z „opinii legislacyjnych" przygotowanych przez politycznie zaangażowanych profesjonalistów odgrywa swoją rolę w debacie sejmowej: zamyka usta posłom i senatorom mniej zorientowanym w jakości przedłożonych opinii. Arbitralny dobór ekspertów złej zmiany i ukrywanie przed opinią publiczną projektowanych przepisów zamyka możliwość rzetelnej dyskusji nad uchwalanymi regulacjami. Również więc naukowcy uczestniczący instytucjonalnie w takim trybie tworzenia prawa biorą udział w zorganizowanym mechanizmie psucia Rzeczypospolitej Polskiej. ?

Autor jest wykładowcą w Katedrze Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, autorem bloga Dogmaty Karnisty i kanału Pole Karne na YouTubie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA