fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Krzysztof Koźmiński, Michał Jabłoński: Konsument nie może decydować o losach umowy frankowej

Adobe Stock
Art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 nakazuje utrzymanie umowy kredytowej waloryzowanej do kursu waluty obcej w mocy w pozostałej części, jeśli jest to możliwe po wyeliminowaniu nieuczciwego warunku.

Z dużym zainteresowaniem zapoznaliśmy się ze stanowiskiem autorstwa profesor Ewy Łętowskiej pt. „Kwalifikacje prawne w sprawach o sanację kredytów frankowych – da mihi factum dabo tibi ius", przygotowanym dla Forum Konsumenckiego przy Rzeczniku Praw Obywatelskich, obserwując jednocześnie towarzyszące mu emocje po stronie komentatorów.

Choć nie wszystkie z podniesionych argumentów uznajemy za przekonujące, a sformułowane w nim tezy za w pełni spójne i zgodne z orzeczeniem TSUE (o czym niżej), zaprezentowana perspektywa jest o tyle interesująca, że zawiera propozycje odmienne nie tylko względem ocen wyrażonych w niedawnym wyroku Sądu Najwyższego z 11 grudnia 2019 r. (sygn. V CSK 382/18), ale także oczekiwań kredytobiorców oraz ich prawników. Czego wyrazem stały się publikacje polemiczne i komentarze dystansujące się od niego jako na przykład wątpliwego „co do podstaw prawnych" (tak np.: M. Szymański, TSUE nie odniósł się do „unieważnienia" umowy w rozumieniu polskiego prawa, www.prawo.pl z 21 lipca 2020 r.). Wskazywano w niektórych publikacjach, że propozycja „sanacji kredytów frankowych" autorstwa Ewy Łętowskiej stanowi zachętę do przyjęcia przez sądy powszechne postawy w sprawach kredytowych radykalnie odmiennej od dotychczas prezentowanej, a nawet próbę przypisania im nieistniejącej kompetencji do unieważniania umów kredytowych, której ewentualne wprowadzenie należy do ustawodawcy.

Czytaj także:

„Wojna na interpretacje"

Co ciekawe, przedstawiona w stanowisku prof. Łętowskiej teza o „wojnie na interpretacje" w sprawach kredytów waloryzowanych do kursu waluty obcej zaskakująco pasuje nie tylko do – zdawałoby się (błędnie) – bilateralnego sporu pomiędzy kredytobiorcami a sektorem bankowym, ale również (a może nawet przede wszystkim) do różnorodności poglądów prezentowanych przez samych kredytobiorców i ich pełnomocników. Tę niejednolitość stanowisk widać zarówno w doktrynie prawa, jak i w licznie publikowanych materiałach publicystycznych. Cenny głos merytoryczny prof. Łętowskiej, któremu w wielu punktach nie sposób odmówić trafności, wpisuje się więc w jedną z takich „szkół prawa frankowego", których mamy już co najmniej kilka, jeśli nie kilkanaście.

Odmiennie jednak od oceny, którą – jak rozumiemy – wyraża Autorka, nie uważamy tej różnorodności stanowisk za zjawisko niepożądane czy też utrudniające prawnikom, opinii publicznej czy nawet sędziom poznanie jednej, uniwersalnej prawdy o zastosowaniu norm prawa prywatnego, dyrektywy 93/13 i orzecznictwa TSUE w sprawach kredytów frankowych. Wręcz przeciwnie, jako zwolennicy dyskursywnego podejścia do prawa uznajemy, że takie (niekiedy nawet ostre i w tych sprawach niepozbawione emocji) ścieranie się poglądów i prezentowanych interpretacji ostatecznie podnosi jakość orzecznictwa sądowego, a także wzbogaca naukę prawa. Ten wielowymiarowy spór, gdzie linie podziału przebiegają często odmiennie w przypadku różnych szczegółowych zagadnień, jest zresztą pokłosiem opisanej m.in. przez nas w książce „Bankowe kredyty waloryzowane do kursu walut obcych w orzecznictwie sądowym" niejednolitości orzecznictwa sądowego. Można wręcz zaryzykować tezę, że te dwie płaszczyzny wzajemnie na siebie oddziałują: debata publicystyczna i doktrynalna wpływa na orzecznictwo sądowe, a wyroki sądów (zwłaszcza te nagłaśniane) stanowią oręż w sporach między komentatorami.

Rekonstrukcja wyroku

Obserwowany „spór o interpretację", choć pozornie wyrafinowany i skoncentrowany na rozstrzyganiu kontrowersji terminologicznych (w którym do kluczowych argumentów należy poprawność pojęć „nieważność", „unieważnienie" lub „upadek" i subtelne różnice między nimi) lub postać nienależnego świadczenia (condictio indebiti, condictio sine causa, czy condictio causa finita) ma niebagatelne ekonomiczne znaczenie np. co do kolejnych sporów o wzajemne rozliczenia stron, w tym dochodzenia roszczeń za bezumowne korzystanie z kapitału. W tym świetle materiał przygotowany dla Forum Konsumenckiego prezentuje orientację „umiarkowanie prokonsumencką", odmienną od np. wypowiedzi akcentujących deklaratoryjność wyroku sądowego, a – co za tym idzie – traktujących roszczenia jako wymagalne od chwili spełnienia świadczeń nienależnych, czyli w przypadku kredytobiorcy z chwilą uiszczenia każdej płatności i symetrycznie dla banku z chwilą wypłaty kapitału (tak na przykład: K. Chróścik, „Stwierdzenie nieważności umowy o kredyt frankowy to nie zawsze unieważnienie", www.prawo.pl z 18 czerwca 2020 r.).

Uważamy natomiast, odmiennie od większości zaangażowanych w dyskusję komentatorów, że ścisłe trzymanie się brzmienia wypowiedzi TSUE (a także tekstu dyrektywy) i poddawanie go literalnej interpretacji nie przyniesie satysfakcjonujących rezultatów, m.in. dlatego, że Trybunał – co widać na przykładzie orzeczenia w sprawie Dziubak – jest językowo niekonsekwentny (w tekście rozstrzygnięcia wielokrotnie występują pojęcia „stwierdzenia nieważności", „unieważnienia" lub „upadku" umowy) i nie ma zwyczaju ściśle trzymać się krajowej nomenklatury pojęciowej. Właściwe zrekonstruowanie stanowiska TSUE w kontekście prawa krajowego wymaga zatem podjęcia działań interpretacyjnych uwzględniających specyfikę stosunku kredytowego (nie dość, że długoterminowego, to w dodatku związanego z walutą obcą) oraz sugerowaną przez Trybunał procedurę (nietypową w polskich warunkach procesowych) wyrażania przez konsumenta dobrowolnej i świadomej zgody na nieuczciwy warunek „po otrzymaniu informacji od tego sądu", jak również uwzględnienia nie tylko przepisów i całej siatki pojęciowej prawa krajowego, ale też skutków, do których osiągnięcia zmierzał Trybunał w kontekście danego aktu prawa unijnego. Ponadto rekonstrukcja ta wymaga podejścia znacznie bardziej realistycznego niż propozycja autorstwa profesor Łętowskiej. Nie przekonuje nas w szczególności pogląd, zgodnie z którym: skoro w przepisach ustawowych brak jest wyraźnej podstawy prawnej do zrekonstruowania kompetencji sądu do wydania konstytutywnego, „unieważniającego" orzeczenia – musi być to rozstrzygnięcie o charakterze deklaratoryjnym.

Sanowanie umowy

Przypomnijmy niedawny wyrok Sądu Najwyższego, którego główne tezy pozostają w zgodzie z prezentowanymi wcześniej w naszych publikacjach przewidywaniami: „świadczenia spełnione na podstawie tej umowy podlegają zwrotowi stosownie do reżimu zwrotu nienależnego świadczenia, co dotyczy także reguł przedawnienia wynikających zeń roszczeń. Zważywszy jednak zastrzeżoną dla kredytobiorcy-konsumenta możliwość podjęcia ostatecznej decyzji co do sanowania niedozwolonej klauzuli albo powołania się na całkowitą nieważność umowy także wtedy, gdy mogłaby zostać utrzymana w mocy przez zastąpienie klauzuli abuzywnej stosownym przepisem (...) należy uznać, że co do zasady termin przedawnienia tych roszczeń może rozpocząć bieg dopiero po podjęciu przez kredytobiorcę-konsumenta wiążącej (świadomej, wyraźnej i swobodnej) decyzji w tym względzie" (V CSK 382/18). Innymi słowy dla składu orzekającego jasne było, że skoro w trakcie postępowania sądowego konsument uprawniony jest do zajęcia stanowiska względem dalszego losu umowy (i wola konsumenta powinna być uwzględniona przez sąd) – nielogiczne byłoby traktować wyrok jako orzeczenie stwierdzające nieważność o charakterze deklaratoryjnym.

I tutaj pojawia się kolejny komentarz do stanowiska przedstawionego przez prof. Łętowską: dokładnie z tych samych powodów nie możemy zgodzić się z tezą, jakoby umowa kredytu, zawierająca klauzulę abuzywną, bez której to klauzuli umowa istnieć nie może, stanowić miała umowę bezwzględnie nieważną. Oczywiste jest bowiem, że to, iż konsument może sanować taką wadliwą umowę poprzez wyrażenie zgody na dalsze związanie tą umową łącznie z abuzywną klauzulą (jak wynika z wyroku TSUE w sprawie Dziubak), prowadzi do wniosku, że taka umowa nie może być nieważna z mocy samego prawa. Umowa „upada", ale dopiero wskutek konstytutywnego, prawomocnego orzeczenia sądu (niezależnie od tego, czy wywołuje ono – jak się wydaje – skutek ex tunc czy ex nunc). Takie rozwiązanie zbliża się najbardziej do znanej w polskim prawie instytucji unieważnialności, jednak naszym zdaniem kategoryzowanie skutków prawnych zastosowania przepisów dyrektywy 93/13 zgodnie z nomenklaturą polskiego prawa cywilnego jest nietrafne. Rolą doktryny i orzecznictwa jest natomiast wypracowanie nowej aparatury pojęciowej i opisanie skutków prawnych zastosowania wytycznych wynikających z orzecznictwa TSUE w tym zakresie.

Wola klienta

Bardzo dyskusyjna i w naszej ocenie nieznajdująca żadnego oparcia w orzeczeniach TSUE (w tym w wyroku w sprawie Dziubak) jest teza, że konsument może postanowić o upadku umowy, nawet jeśli może ona dalej funkcjonować bez abuzywnej klauzuli. W sprawie C-260/18 TSUE wyraźnie wskazał, że poinformowanie konsumenta przez sąd o skutkach upadku umowy i uzyskanie oświadczenia konsumenta o woli (lub jej braku) dalszego związania umową z uwzględnieniem abuzywnej klauzuli stanowi ostatni etap procesu orzeczniczego. Faza ta jest jednak poprzedzona wcześniejszym ustaleniem przez sąd, czy umowa może funkcjonować bez kwestionowanego postanowienia – badanie to ma charakter obiektywny, w oderwaniu od interesów stron, jak wprost zaznaczył Trybunał. Przyjęcie poglądu, zgodnie z którym wola konsumenta może doprowadzić do upadku umowy niezależnie od wyników tego badania, koliduje nie tylko z tezami wyroku TSUE w sprawie Dziubak, ale jest też wprost sprzeczna z art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13, który nakazuje utrzymanie umowy w mocy w pozostałej części, jeśli jest to możliwe po wyeliminowaniu nieuczciwego warunku.

Za zbyt pochopne uważamy też twierdzenie, że stronom nie należy się wynagrodzenie za korzystanie z kapitału za okres poprzedzający wydanie wyroku. Chociaż oczywiście w grę nie wchodzą odsetki od wierzytelności o zwrot nienależnego świadczenia, która – jak trafnie zauważono w komentowanym stanowisku – staje się wymagalna dopiero z chwilą prawomocnego wyroku, to jednak za przedwczesne uważamy wykluczenie możliwości istnienia odrębnego roszczenia, opartego na instytucji bezpodstawnego wzbogacenia, dotyczącego okresu poprzedzającego powstanie roszczenia o zwrot nienależnego świadczenia.

Krzysztof Koźmiński jest doktorem habilitowanym, radcą prawnym i prezesem Fundacji Laboratorium Prawa i Gospodarki

Michał Jabłoński jest doktorem, adwokatem i wiceprezesem Fundacji Laboratorium Prawa i Gospodarki

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA