fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Robert Gwiazdowski: Praworządność po angielsku

Adobe Stock
To nie społeczeństwo tworzy normy, to podzielanie norm przez jednostki tworzy z nich społeczeństwo.

Za sprawą unijnego szczytu odżyła sprawa praworządności. O „rządach prawa, nie ludzi" pisali już filozofowie i prawnicy starożytni – Arystoteles i Cyceron. W czasach nowożytnych – John Locke, Samuel Rutherford, Immanuel Kant i Wilhelm von Humboldt. „Lex, Rex" – a nie „Rex, lex". „The law is king" – a nie „The king is law". Prawo jest królem, a nie król prawem.

W angielskim tekście szeroko komentowanego w Polsce dokumentu końcowego unijnych negocjacji jest określenie „rule of law". Szkopuł w tym, że to nie do końca to samo co „praworządność". Ba! Nawet francuskie pojęcie „état de droit", włoskie „staato di diritto" czy pruskie (to lepsze określenie niż „niemieckie") „Rechtsstaat" nie oddają do końca istoty rule of law.

Dobrze wychwycił ją XIX-wieczny konstytucjonalista z Oksfordu – Albert Venn Dicey. Supremacja prawa w systemie angielskim brała się z braku uznaniowego prawa rządu do karania obywateli i podejmowania uznaniowych decyzji o ich życiu i własności, z podporządkowania każdego powszechnemu prawu i jurysdykcji zwykłych trybunałów oraz panowaniu ducha prawa w angielskich instytucjach, dzięki czemu ogólne zasady prawa wynikają z orzeczeń sądowych, a nie z jakichś abstrakcyjnych zasad.

W wieku XX prawną zasadę „rule of law" eksponował Fredrich Hayek – laureat Nagrody Nobla z ekonomii – uważając ją za gwarancję funkcjonowania wolnego rynku. Rozróżniał prawo (nomos), czyli podlegające egzekucji normy postępowania, i legislację (thesis), czyli celowe tworzenie wiążących reguł zachowania mających prowadzić do osiągnięcia określonego rezultatu. W przeciwieństwie do legislacji, która jest produktem konstruktywistycznej racjonalności i w procesie rozwoju społecznego pojawiła się bardzo późno, samo prawo „nie zostało nigdy wynalezione" i ma charakter odwieczny – towarzyszyło ludzkości na długo przed tym, zanim była ona w stanie je wyartykułować za pomocą języka. Na gruncie założeń przyjętych przez Hayeka prawo jest pierwotne wobec zbiorowości ludzkich i wszelkich tworzonych przez nie instytucji. To nie społeczeństwo tworzy normy, to podzielanie norm przez jednostki tworzy z nich społeczeństwo.

W takim rozumieniu rządów prawa nigdy w Polsce nie było. Nie tylko za rządów PiS. Zresztą we Francji, Włoszech czy nawet w Niemczech też ich w takim rozumieniu nie było. Nie mówiąc już o krajach takich jak Holandia, która na szczycie kwestię „praworządności" podnosiła najmocniej.

Ale Hayek to przecież liberał. A nawet neoliberał. Nie mógł więc mieć racji. Zwłaszcza że pisał, iż demokracja to sposób uzgadniania, jak postąpić, a nie kto ma rację.

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego i szefem rady WEI

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA