fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Marek Domagalski o atakach na Kościół: Prowokatorom pokażmy granice

AFP
Ostatnie bezprecedensowe prowokacje wobec wiernych, ich Kościoła i uświęconego symbolu nakazują sięgnąć po środki prawne. W słusznej sprawie honorem jest walczyć, a nawet przegrana nie przynosi ujmy.

Napastliwe i nagłośnione wystąpienie redaktora naczelnego „Liberté" na trzeciomajowej konferencji na Uniwersytecie Warszawskim skierowane pod adresem Kościoła, a pośrednio wiernych oraz akcja rozlepiania plakatów z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej z tęczą LGBT na śmietnikach i przenośnych toaletach każą zapytać, jak reagować na takie i ewentualne kolejne ataki.

Że to były ataki, nie ma najmniejszej wątpliwości i niezależnie od motywów (pewnie jakieś przedwyborcze kalkulacje), dotknęły one boleśnie wiele osób ze względu na ich wiarę, przekonania religijne czy choćby respekt dla symboli.

Pytaniem nie jest, czy na nie reagować, reakcje już zresztą są, np. zawiadomienie do prokuratury w sprawie owego wykładu. Prawnicy zajmujący się granicami debaty publicznej raczej odżegnują się od sięgania po środki karne (takie są już wdrażane w sprawie plakatów), wychodząc z założenia, że w debacie publicznej raczej prawa karnego nie należy wykorzystywać, z czym się zgadzam. Chodzi o to, czy w obu tych ekscesach było choćby źdźbło debaty. A gdyby nawet było, to nie uzasadnia ono tak bolesnego drażnienia innych ludzi czy instytucji. Gdyby plakaty coca-coli czy jakieś innej znanej marki umieszczono w takich miejscach nawet bez przeróbek, to sprawcy mieliby życie umilone na kilka lat procesami i natychmiast komornikiem na kontach, w garażach i lodówkach. Jeśli przy tak bulwersujących ekscesach nie sięgać po prawo, to po co sięgać? Czekać na kolejne prowokacje, a może co nie daj Boże samosądy?

Zdaję sobie sprawę, że akcje sądowe niosą też pewne ryzyko, i nie gwarantują korzystnego wyroku, ale w słusznej sprawie honorem jest walczyć, a przegrana nie przynosi ujmy.

Akcje sądowe są też okazją do organizowania drugiej formy obrony praw obywatelskich i ludzkich, np. demonstracji, kontrakcji plakatowych. Ochrona tych praw jest zbyt ważna, by zostawić ją tylko organom ścigania i sądom – wymaga obywatelskiej samorganizacji, samoobrony. Prowokatorzy liczą bowiem na bierność zaatakowanych, na to, że ich sprzeciw skończy się na słowach, tym bardziej że w wielu mediach mogą być przemilczane. Nikt nie prowokuje zaś zorganizowanych i silnych, a jak prowokuje, to naraża się na retorsję albo śmieszność. Jak amator głośnego rocka za ścianą, któremu wystarczy puścić głośną muzykę na skrzypcach, by zrozumiał, że są granice.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA