fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Test przedsiębiorcy - jaka jest polityka rządu wobec małych firm - pyta Tomasz Pietryga

Tomasz Pietryga
Waldemar Kompała/Fotorzepa
Mateusz Morawiecki powinien szybko jednoznacznie określić, jaka jest polityka rządu wobec małych firm.

Test przedsiębiorcy, nawet pod zmienioną nazwą, będzie czy nie? To pytanie coraz głośniej zaczyna zadawać wielu z blisko 2 milionów samozatrudnionych, mocno zaniepokojonych sygnałami, że państwo chce administracyjnie weryfikować, kto jest przedsiębiorcą, a kto tylko udaje.

Niepokój pogłębiają płynące od władz sprzeczne komunikaty. Z przyjętego oficjalnie przez rząd pod koniec kwietnia dokumentu wynika, że specjalny mechanizm do kontrolowania firm zostanie wprowadzony od początku 2020 r. Chociaż budzące niepokój sformułowanie „test przedsiębiorcy" już nie pada, mają temu służyć zmiany w ustawie o PiT.

Planom wprowadzenia testu zaprzecza natomiast minister Jadwiga Emilewicz, wskazując, że do kontroli firm mogą być wykorzystane obowiązujące przepisy.

Problem w tym, że zapowiedzi specjalnych kontroli samozatrudnionych (zarówno przy użyciu nowych narzędzi, jak i starego prawa) nigdy wcześniej nie padały. To budzi uzasadnione obawy, że mały biznes znalazł się na celowniku jako potencjalny dawca nowych wpływów budżetowych.

Urzędowe decydowanie o tym, kto prowadzi działalność gospodarczą, a kto tylko udaje, może doprowadzić tysiące ludzi na skraj finansowej katastrofy, jeżeli wraz z kwestionowanym statusem przedsiębiorcy pojawią się roszczenia ze strony fiskusa i ZUS zwrotu wrzucanych w koszty, odliczanych przez lata podatków czy zapłaty ekstraskładek na ubezpieczenia społeczne.

W tym fiskalnym rozmachu zapomina się jednocześnie, że obywatele w dobrej wierze rejestrowali swoje firmy na podstawie obowiązującego prawa, korzystając z możliwości, jakie stworzyło im zachęcające do przedsiębiorczości państwo.

Czy dziś państwo zmieniło zdanie i zaczyna iść wbrew wcześniej obranemu kursowi wspierania biznesu, który tak chętnie opisuje Mateusz Morawiecki, mówiąc o wspieraniu przedsiębiorczości Polaków, startupów, innowacji czy zrobieniu z Polski wielkiej strefy ekonomicznej? Niestety, takie deklaracje tracą na wiarygodności, kiedy tak potężnej grupie przedsiębiorców funduje się niepewność co do jej przyszłości, i to opierając się na dość lichych przesłankach.

Bo koszty gospodarcze i społeczne takich działań wobec samozatrudnionych mogą przewyższyć korzyści fiskalne. Udowodnienie, że przedsiębiorca działa fikcyjnie, jest karkołomne i kosztowne, biorąc pod uwagę możliwości odwoływania się od takich decyzji i postępowanie dowodowe. A kwoty, jakimi obracają indywidualnie najmniejsi przedsiębiorcy, raczej nie zapewnią wielkich wpływów.

Również argument o uporządkowaniu rynku pracy wydaje się chybiony. Wolny rynek pozwala na swobodne kształtowanie relacji między współpracującymi podmiotami i jeżeli odbywa się to za obopólną zgodą i w granicach prawa – państwu nic do tego. I premier, jako człowiek wywodzący się z rynków finansowych, wie to najlepiej.

Dlatego jeśli jego wcześniejsze deklaracje są ważne, powinien zabrać głos. Jednoznacznie określić, jaka jest polityka państwa wobec małego biznesu. Czy przedsiębiorczy obywatele mają zacząć się bać, czy raczej liczyć, że państwo stworzy im korzystne warunki do rozwoju.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA