fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Jaka straszna drożyzna!

Adobe Stock
Przyspieszenie inflacji odnotowane w grudniu 2019 i w styczniu 2020 r. poprawiło nastroje wielu komentatorów, a także ekonomistów niechętnych obecnemu rządowi i władzom NBP.

Drożyzna się rozpędza" – alarmuje w „Polityce" red. Joanna Solska. W „Gazecie Wyborczej" (14.02.2020) mamy z kolei wypowiedź prof. Mariana Nogi. W jego mniemaniu „czas na zapobieżenie inflacji minął... cała sytuacja wymknęła się spod kontroli Rady Polityki Pieniężnej. Teraz, kiedy inflacja wybiła, RPP możliwości ruchu już nie ma".

Osobiście nie należę do gorących wielbicieli obecnego rządu. Z obecnej inflacji nie cieszyłbym się jednak na zapas. Zalecałbym bardziej rzeczową ocenę sytuacji.

Otóż stosunkowo wysoka ostatnio inflacja jest determinowana przez szybki wzrost cen jednej grupy towarów, a mianowicie żywności. W grudniu ub.r. ceny towarów i usług konsumpcyjnych były średnio o 3,4 proc. wyższe niż w grudniu 2018 r. Ale żywność była droższa o 7,5 proc. – podczas gdy wszystkie pozostałe towary i usługi podrożały średnio jedynie o 1,7 proc.

Dobra praktyka międzynarodowa wyłącza z krótkookresowej analizy inflacji pozycje, których ceny są najbardziej niestabilne, a przy tym determinowane przez zjawiska, nad którymi żadne władze nie mają efektywnej kontroli. Idzie tu właśnie o żywność oraz o energię, której ceny w dużej mierze zależą od wydarzeń zachodzących na rynku światowym.

W całym 2019 r. inflacja ogółem wyniosła 2,3 proc., w tym ceny żywności wzrosły o 4,9 proc., a towarów i usług (z wyłączeniem żywności i energii) o raczej umiarkowane 1,9 proc. Oczywiście, mocne podwyżki cen żywności są zjawiskiem nieprzyjemnym. Z drugiej strony należy zauważyć, że – jak uczy doświadczenie – jest to zjawisko przejściowe, mające silny związek z warunkami pogodowymi determinującymi plony i zbiory w rolnictwie.

Po latach kiepskich zbiorów przychodzi – z pewnym opóźnieniem – fala podwyżek cen skupu przekładająca się ostatecznie na ceny detaliczne żywności. Kiepskie zbiory w latach 2010–2011 doprowadziły do gwałtownego przyspieszenia wzrostu cen żywności w maju 2011 r. Podobny charakter ma obecny wyskok cen żywności, poprzedzony suszą w pierwszej połowie 2019 r., zmniejszeniem się produkcji i podaży produktów rolnych oraz podwyżkami ich cen w skupie.

Dobra (?) wiadomość jest taka, że okazjonalne wyskoki cen żywności nie mają trwałych konsekwencji dla inflacji ogólnej – także w latach następnych. W 2011 r. ceny żywności wzrosły o 5,4 proc. (zwiększając ogólny poziom cen o 4,3 proc.) – ale w latach następnych inflacja ogółem zmniejszała się radykalnie aż do poziomu 2 proc. już w 2014 r. Jednocześnie wraz z normalizacją warunków pogodowych systematycznie obniżała się dynamika wzrostu cen żywności. W 2014 r. żywność podrożała już jedynie o 0,6 proc.

Racjonalne jest oczekiwanie, że cały 2020 r. przyniesie spowolnienie wzrostu cen żywności – oczywiście, jeśli pogoda dopisze... Inflacja ogółem mogłaby się także obniżyć, a przynajmniej nie wzrosnąć, gdyby tylko rząd nie próbował majstrować przy cenach energii i podatkach pośrednich.

Reasumując, sądzę, że nie warto straszyć się „rozpędzającą się drożyzną" i obwiniać RPP za „niezapobieżenie inflacji". Zresztą, na czym owo zapobieżenie miałoby polegać? Na podniesieniu stóp procentowych wczesną wiosną 2019 r. – jeszcze przed nadejściem wiosennej suszy?

Autor jest emerytowanym pracownikiem Wiedeńskiego Instytutu Międzynarodowych Porównań Gospodarczych

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA