fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nauka

Jak przewidzieć trzęsienie ziemi?

Wtorkowy poranek w porcie Onahama. Statki rybackie zabezpieczają się przed nadchodzącym tsunami.
PAP/EPA
Zagrożenie tsunami w regionie Fukushimy zmusiło do ewakuacji tysiące ludzi. Władze ostrzegają przed kolejnymi wstrząsami. Czy nauka może pomóc?

Wstrząsy zarejestrowano o 5.59 rano czasu lokalnego we wtorek, trwały około 30 sekund. To było najsilniejsze trzęsienie ziemi w tym regionie od kataklizmu w 2011 roku. Zginęło wówczas 18 tys. ludzi, a wstrząsy i tsunami wywołały awarię elektrowni atomowej.

Władze oceniły siłę (magnitudę) wtorkowego trzęsienia na 7,4 w skali Richtera. Podobne wartości podała również Amerykańska Służba Geologiczna. Później ocenę tę zmniejszono do 6,9. Niemniej drżenie było odczuwalne nawet w oddalonym o 230 km Tokio. Oficjalne dane mówią o co najmniej 14 poszkodowanych osobach. Tym razem nie ma ofiar śmiertelnych.

Japończycy wydali również ostrzeżenie przed falą tsunami. Miała ona sięgać nawet trzech metrów. Według reporterów agencji prasowych dziesiątki tysięcy ludzi zostało ewakuowanych na wyżej położone tereny. Na ulicach w godzinach porannych dojazdów do pracy tworzyły się korki.

Z portu Fukushima zaczęły się wycofywać statki. Nissan zatrzymał produkcję w zakładach wytwarzających silniki. Na około półtorej godziny wstrzymano działanie systemu chłodzenia paliwa w elektrowni atomowej Fukushima Daiichi. Reaktory wyłączono w 2011 roku, jednak system chłodzenia paliwa nadal działa. Według Tokyo Electric Power Company nie ma zagrożenia dla ludzi.

Ostatecznie okazało się, że tsunami nie miało przewidywanych rozmiarów. W porcie Onahama w Fukushimie fala miała zaledwie 60 cm wysokości. W brzeg przy elektrowni uderzyła metrowa fala. W Sendai – nieco ponad metr. Z tego powodu władze szybko odwołały alarm.

Japońska Agencja Meteorologiczna ostrzega jednak, że w ciągu najbliższych dni mogą nadejść kolejne wstrząsy. Mieszkańcy wschodnich wybrzeży kraju powinny się mieć na baczności jeszcze przez tydzień – uważają eksperci. Co więcej – Japończycy wiążą obecne trzęsienia ziemi z katastrofą z 2011 roku (trzęsienie miało wówczas siłę 9 stopni). Te wtorkowe mają być wstrząsami wtórnymi – pochodzą z tego samego rejonu, w którym sytuacja jeszcze się nie ustabilizowała.

Zaskakującym zbiegiem okoliczności tego samego dnia, kiedy zatrzęsła się ziemia w Japonii, francuscy badacze przedstawili w piśmie „Nature Communications" analizę nowej metody wczesnego wykrywania wstrząsów. Co jeszcze bardziej zaskakujące, analizowali katastrofalne trzęsienie właśnie w tym regionie – Tohoku-Oki w 2011 roku, którego odległym w czasie efektem są obecne wstrząsy wtórne.

Naukowcy z zespołu Jeana-Paula Montagnera z paryskiego Institut de Physique du Globe są przekonani, że odkryli nowy, słabo jeszcze poznany, sygnał grawitacyjny zwiastujący nadejście wstrząsów. Ten sygnał pojawia się, jeszcze zanim nadejdą fale sejsmiczne.

Wykrycie go było możliwe dzięki analizie danych z 2011 roku zebranych przez japońską sieć czujników oraz w Obserwatorium Kamioka dysponującym czułym instrumentem do badania anomalii pola grawitacyjnego Ziemi. Zgodnie z przewidywaniami teoretycznymi poszukiwano nietypowego sygnału w „okienku" trwającym 65 sekund od momentu wstrząsu w epicentrum (w przypadku trzęsienia w 2011 roku w wybrzeży Honsiu na Pacyfiku) do chwili dotarcia fal sejsmicznych do rejestratorów.

Choć nie wydaje się to długi czas, nawet ostrzeżenie z niewielkim wyprzedzeniem umożliwiłoby zatrzymanie maszyn, zabezpieczenie niektórych instalacji czy uruchomienie zasilania awaryjnego oraz ogłoszenie alarmu.

„Wykrywanie takich sygnałów nie jest łatwe, mimo wykorzystania najnowocześniejszych urządzeń" – piszą naukowcy w „Nature Communications". „Jednak zastosowanie precyzyjnych gradiometrów grawitacyjnych może otworzyć nowe możliwości dla badań trzęsień ziemi, w tym również pokonać obecne fundamentalne ograniczenia systemów ostrzegawczych bazujących na prędkości propagacji fal sejsmicznych".

Badacze przyznają jednak, że obecnie nie mają gotowych urządzeń, które mogłyby pełnić rolę takich czujników. Musiałyby zresztą być rozmieszczone w jednej sieci z tradycyjnymi sejsmografami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA