fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mieszkaniowe

Deweloperów nic nie zmusza do obniżania cen mieszkań

materiały prasowe
Można powiedzieć, że taniej budować się nie da, a zatem co najwyżej ceny mieszkań będą rosły trochę wolniej niż dotychczas – mówi Kazimierz Kirejczyk, wiceprezes firmy JLL.
Licząc na koniec września, w wielu dużych miastach średnie ceny mieszkań w ofercie deweloperów urosły o kilkanaście procent w skali roku. Podwyżki wcześniej były tłumaczone m.in. skokowym wzrostem cen wykonawstwa – z czym borykała się cała branża budowlana. Co dziś napędza ceny i czy jest szansa na zakończenie trendu wzrostowego?
Myślę, że jest szansa na spowolnienie tempa wzrostu, dlatego że z rynku wykonawstwa napływają sygnały, iż oczekiwania firm budowlanych zaczynają się zmniejszać, spada zatem tempo wzrostu kosztów wykonawstwa.
Jednak nie spadają ceny gruntów, parcele nadal drożeją, co jest niepokojące, zważywszy, że banki ziemi największych deweloperów się kurczą. A kiedy zasoby ziemi się zmniejszają, to trudno się spodziewać wyhamowania cen.
Od przyszłego roku koszty wykonawstwa mogą dalej rosnąć w związku z wyraźnym wzrostem płac. Prawdopodobnie nie będzie też tanieć energia elektryczna.
Można zatem powiedzieć, że taniej budować się nie da, co najwyżej ceny będą rosły trochę wolniej niż dotychczas.
Mamy spowolnienie u bram, czy to może wpłynąć na obniżenie popytu na mieszkania?
Mówimy teraz o tym, czy niezależnie od tego, jak kształtują się koszty, deweloperzy zaczną obniżać marże po to, by stabilizować ceny. W klasycznym schemacie spowolnienia dzieje się tak dlatego, że deweloperzy budują za dużo w stosunku do słabnącego popytu. Tymczasem dziś w Polsce mamy do czynienia z właściwie odwrotną sytuacją – to sprzedaż zaczyna spadać dlatego, że deweloperzy nie nadążają z podażą. Deweloperom nie zalegają żadne zapasy towaru, nie mają więc żadnego powodu, żeby obniżać cenę. Przeciwnie, spokojnie patrzą, jak sprzedaż zwalnia.
Dziś deweloperzy nie mają żadnego problemu z tym, by dość szybko sprzedać mieszkania. Ponieważ brakuje gruntów i jest kłopot z odtwarzaniem oferty, niektóre firmy starają się wręcz spowolnić tempo sprzedaży.
Duża część popytu na mieszkania pochodzi od inwestorów kupujących lokale na wynajem. Jaka to w tej chwili część sprzedaży?
Szacunki są różne, ale to wciąż około jednej trzeciej lokali w dużych metropoliach. Mieszkania kupowane są zarówno na wynajem długoterminowy, jak i na krótki – szczególnie w lokalizacjach atrakcyjnych turystycznie. Część nabywców patrzy na taki zakup nie tylko jako na inwestycję bieżącą, ale też w dużym stopniu jako na długoterminowe zabezpieczenie, wiedząc, jak niskie będą emerytury.
Mieszkania inwestycyjne w trzech czwartych są kupowane za gotówkę lub z niewielkim udziałem kredytu. Jeśli okaże się, że możliwa do uzyskania stopa zwrotu będzie niższa od oczekiwanej, nie ma ryzyka, że bank zmusi takiego inwestora do sprzedaży mieszkania ze względu na niemożność obsługi kredytu. Prawdopodobnie większość nabywców zareaguje spokojnie, pozwalając rynkowi na dostosowanie się do zwiększonej podaży mieszkań. Ryzykiem dla rynku byłoby, gdyby zakupy inwestycyjne były silnie lewarowane. Jak wspomniałem, to są zakupy o charakterze długoterminowym, choć paradoksalnie mało kto dokonuje wieloletniej symulacji, raczej każdy patrzy, jaka dziś stopa jest do osiągnięcia.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA