fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Jerzy Jarosz: Medycyna nie może nikogo skreślać

Stock.adobe.com
Nigdy nie mów choremu, że nie możesz nic dla niego zrobić – podkreśla dr Jerzy Jarosz.

Rzeczpospolita: Na czym polega opieka paliatywna prowadzona przez Fundację Hospicjum Onkologiczne?

Dr Jerzy Jarosz, lekarz Fundacji Hospicjum Onkologiczne w Warszawie: Jesteśmy organizacją pozarządową, pożytku publicznego, działającą charytatywnie. Fundacja powstała, żeby rozwijać medycynę paliatywną poprzez pokazanie w praktyce wzorców medycznych. Kiedy powstawała, pojęcie „medycyna paliatywna" nie było w Polsce dobrze znane, więcej mówiło się o hospicjach. Chodziło wtedy o stworzenie modelu opiekowania się chorymi niezależnie od stopnia zaawansowania choroby, o ich jakość życia, o pokazanie holistycznego modelu medycyny ukierunkowanej na pacjenta w sposób całościowy, a nie tylko na objawy i możliwość wyleczenia, bo ona często po prostu nie istnieje.

Fundacja ma reformować medycynę?

Chodzi nam o podkreślenie wartości człowieka i wagi wszystkich jego problemów. Fundacja, jako forma organizacyjna, miała nie tylko zajmować się zwalczaniem bólu. Cierpienie jest nieodłącznym elementem istnienia, ale niepotrzebny ból można przecież wyeliminować. I to trzeba było pokazać na tle medycyny ukierunkowanej głównie na rozpoznanie, na zwalczenie konkretnej choroby. Pacjent nazywa się „rak piersi" albo „rak płuca", a jeśli już nie nadaje się do operacji, to nie nazywa się w ogóle. A przecież pacjent nazywa się tak, jak się nazywa naprawdę! Chodziło nam też o odejście o patriarchalizmu, w którym to tylko lekarz decyduje. A to poczucie władzy wynika z bardzo kruchych podstaw, nie jesteśmy w stanie oceniać precyzyjnie jakości życia pacjenta. Dlaczego więc my mamy wyłącznie decydować, jak chce być leczony, czy terapia trwa już zbyt długo.

To spojrzenie pojawiło się w światowej medycynie 50 lat temu?

Kluczowa postać to Cicely Saunders, która pokazała rozejście się medycyny na dwa nurty: pure, czyli leczenie określonej choroby, i care zakładający opiekowanie się chorym do końca. Wyleczenie jest oczywiście bardzo ważne, ale nie wyłącznie ważne, w dodatku rzadko osiągalne. Polska medycyna paliatywna powstała też jako ruch społeczny, miały na to także wpływ słowa papieża, który mówił o opiekowaniu się najsłabszymi, co jest miarą naszego człowieczeństwa. Saunders mówiła: „Nigdy nie mów choremu, że nic nie możesz dla niego zrobić". Bo nie może tak być, nawet w okresie zaawansowania choroby, że nic nie można zrobić. Może to jest moment, kiedy najwięcej możesz zrobić? Choroba niszczy wszystko, także rodzinę. Jest więc wyraźna potrzeba pomocy. A Polska ma też swoje własne korzenie początków ruchu hospicyjnego i medycyny paliatywnej. Powstała z potrzeby zauważonej w końcu lat 80. i wiąże się z budową społeczeństwa obywatelskiego bez czekania na inicjatywę ministra zdrowia.

Ten zasadniczy społecznie cel wymaga pieniędzy, a minister przeważnie ich nie ma...

Kiedy nasza Fundacja powstała, nie chcieliśmy zbierać ani zarabiać na tym żadnych pieniędzy. Obawialiśmy się, że to nas umniejsza. Ale życie pokazało, że nie da się bez pieniędzy funkcjonować. Nie można zmuszać do ciężkiej dodatkowej pracy pielęgniarek, które i tak ledwo na życie zarabiają. Od samego początku spotykaliśmy się z poparciem, także lekarzy z Centrum Onkologii, którzy pracowali jako wolontariusze... Posypały się datki. Mieliśmy poczucie, że tworzymy nową jakość w medycynie, która jest szanowana przez społeczeństwo, że tworzymy nową polską rzeczywistość. To miało wręcz wydźwięk patriotyczny. Udało nam się wybudować hospicjum na Ursynowie, stopniowo je rozbudowaliśmy, prowadzimy opiekę domową. Szkolimy lekarzy i pielęgniarki.

Ale z opieką paliatywną wcale nie jest dziś w Polsce dobrze...

Ambicją fundacji było tworzenie hospicjum modelowego. Dbaliśmy, żeby pacjent i rodzina nie mieli poczucia, że zostali odrzuceni przez medycynę. Zapewniamy różne formy pomocy. Jest przychodnia medycyny paliatywnej, psychologowie. Punkt konsultacyjny na temat medycznej marihuany. A ja zostałem ekspertem WHO ds. opieki paliatywnej w narodowych programach zwalczania chorób nowotworowych. Ale nie można się zatrzymywać w rozwoju. Takich placówek niestety nie jest dużo. Mamy niski wskaźnik tzw. jakości umierania – jesteśmy na końcu listy państw rozwiniętych. Jako kraj nie robimy postępów, nie mamy elit. Trzeba także prowadzić prace naukowe i wychowywać profesorów. Wtedy sytuacja się poprawi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA