fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Pani prezes ścisza radio

Reporter/Jacek Domiński
Publiczne radio traci słuchaczy i wpływy z reklam. Dla wielkich firm zainteresowanych reklamą u publicznych nadawców najważniejsze są dwa wskaźniki: zasięg wraz ze słuchalnością czy też oglądalnością oraz wizerunek nadawcy i profil słuchacza lub widza, czyli wybór grupy docelowej.

W Polskim Radio SA słuchalność, czyli „udział w czasie słuchania” poszczególnych anten, spada systematycznie od lat.

Czytaj także: Zdychająca antena nr 3

Czytaj także: Radio gra coraz ciszej

Jednak np. słuchalność Trójki w 2011 roku wynosiła nieco ponad 8 procent, w 2015 zmniejszyła się, ale nieznacznie - do niespełna 8 procent, ale już w 2020 wynosiła zaledwie nieco ponad 4 procent. To znaczy, że przez pięć lat i kadencje kolejnych prezesów nominowanych przez PiS, spadła o połowę.

Czytaj także: Czabański o Trójce: Przyszli fachowcy, zmiany w dobrą stronę

Prezes Agnieszka Kamińska zwalniając po trzech miesiącach ze stanowiska dyrektora Trójki Kubę Strzyczkowskiego (mianowanego po majowej awanturze o Listę Przebojów, by ratować to, co zostało z anteny), oświadczyła, że robi to m.in. z powodu niskiej słuchalności. Czy to trafiony argument? Ona sama też sprawowała funkcję dyrektora, tyle że Jedynki. Przez niespełna rok: od lutego 2019 do stycznia 2020 słuchalność tej anteny spadła o ok. 1 pkt. proc. - z niespełna 6 proc. do niespełna 5. Agnieszka Kamińska nie została wtedy jednak zwolniona ze stanowiska, tylko awansowano ją na fotel prezesa Polskiego Radia. A Trójka, jak wynika z pogłębionych badań uzyskanych przez „Rzeczpospolitą” - Radio Track/Kantar, rzeczywiście notuje obecnie najniższą słuchalność w historii – w ostatniej badanej trzymiesięcznej fali - 4.1 procent. Tyle, że ten zjazd nastąpił przede wszystkim przed mianowaniem Strzyczkowskiego, czyli za szefostwa Tomasza Kowalczewskiego powołanego na to stanowisko w listopadzie 2019 roku. W fali listopad-styczeń 2020 r., słuchalność Trójki wynosiła jeszcze 5.9 procent, w pół roku później, w fali kwiecień-czerwiec – 4.3 proc.

Patrzymy na wyniki

Te dane muszą studzić zapał reklamodawców. Jak bardzo? W imieniu Zarządu PR SA na pytania „Rz” w tej sprawie odpowiedziała Monika Kuś:„do tej kwestii, nie będziemy się odnosić ze względu na tajemnicę handlową przedsiębiorstwa Spółki Akcyjnej Polskie Radio” – odpisała przedstawicielka prezes Kamińskiej.

Zgodnie z uzyskanymi przez nas informacjami od czasu afery z Kazikiem Polskie Radio traci od 5 do 6 mln zł miesięcznie z tytułu wycofywania się reklamodawców i sponsorów. Straty pod koniec roku 2020 w wyniku tego kryzysu wizerunkowego są szacowane nawet na 60 mln zł.

Jak Polskie Radio zamierza wyjść z tego kryzysu? Czy przygotowane są założenia budżetu na rok 2021? Czy będzie wdrożony jakiś plan oszczędnościowy? Jaka jest strategia PR SA wobec kryzysu finansowego i wizerunkowego? Na te pytania Monika Kuś nie odpowiedziała wcale. Ale brak odpowiedzi w sprawie wysokości strat – też jest rodzajem odpowiedzi. W korespondencji z „Rzeczpospolitą” Polskie Radio nie sprostowało naszych informacji i nie zaprzeczyło sumom, które przytaczamy. Być może kwestie te nie wydają się zarządowi istotne wobec dotacji na rok 2021, która będzie dwa razy większa niż w roku 2020, czyli wyniesie 120 milionów złotych. Zdaniem Krzysztofa Czabańskiego, przewodniczącego Rady Mediów Narodowych, uważanego za autora zmian realizowanych przez prezes Agnieszkę Kamińską, za złą sytuację odpowiadają zarówno anteny, jak i przemiany na rynku radiowym i nie można się spodziewać takiej samej słuchalności po antenach komercyjnych, takich jak np. RMF FM czy Radio Zet i po Polskim Radiu. - KRRiTV szykuje już zresztą panele badawcze, gdzie po raz pierwszy będzie zbadana prawdziwa słuchalność na całym rynku i to pokaże prawdziwy układ sił, a nie tylko coś w rodzaju badań marki – czyli Radio Track/Kantar - mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Czabański.

Ale zespół widzi to inaczej: - RMF i Zet rosną, podobnie inne sieci radiowe (Eska, mniejsze kanały RMF), więc to nieprawda, że spadek PR jest spowodowany „przemianami na rynku radiowym” - komentuje Tomasz Michniewicz, jeden z dziennikarzy namówionych by powrócić do Trójki przez Kubę Strzyczkowskiego. - Na rynku nie pojawił się żaden nowy gracz ani technologia. Za spadki odpowiada oferta programowa anten, brak konsekwencji spowodowany ciągłymi wymianami dyrekcji i brak jakiejkolwiek strategii ze strony zarządu Polskiego Radia. To jest po prostu efekt tragicznego zarządzania – dodaje Michniewicz, który wrócił na Myśliwiecką po kilku latach z Eurozetu, by prowadzić audycje podróżnicze.

Inni także potwierdzają, że sprawa słuchalności jest jednak dla szefa RMN ważna. - Czabański sam regularnie spotykał się z zarządem oraz dyrektorami anten i ustalał z nimi np. ramówki poszczególnych anten. Pytał też wtedy regularnie (w sporym gronie!) o spadające słupki, a zarząd odpowiadał, że o tym nie myśli, bo zajmuje się „równoważeniem treści na rynku medialnym" – mówi „Rzeczpospolitej” jeden z wydawców.

Załamanie na trójkowej antenie „słychać gołym uchem”. Dziennikarze odeszli, a ci którzy nie mieli takiej możliwości w większości są na urlopach lub zwolnieniach lekarskich. Z kolei posłanka Joanna Lichocka (członek RMN) osobiście miała kaptować dziennikarzy z rynku do „nowej" Trójki. - Wiedzieliśmy o tym już na tydzień przed tym przejęciem, bo stale dzwonili do nas znajomi z Eurozetu czy Agory z pytaniem, czy coś nowego szykuje się w Polskim Radiu, bo aż nie mogli uwierzyć, że Lichocka się do nich odzywa, zapraszając od razu do Kamińskiej na „podpisanie umowy, bo wszystko jest już przygotowane”.

Po odwołaniu Strzyczkowskiego nie powróciły stałe programy publicystyczne, ani muzyczne. Nie istnieje ramówka.

Według naszych informacji, obecnie wielu sponsorów i reklamodawców się wycofało, nie będzie kontynuować stałych umów, lub nie umieszcza rozgłośni w swoich media planach. – chodzi np. o wieloletnich partnerów Trójki czyli Toyotę i Hondę. Krzysztof Prus, szef marketingu Toyoty, podkreśla, że nie podjęto „jednej generalnej decyzji o wycinaniu jakiegokolwiek medium”. – Reagujemy dynamicznie, nie ma stałych wytycznych – mówi „Rzeczpospolitej”- Możliwe więc, że nie wzięliśmy pod uwagę tych stacji, które w tym badaniu nie wypadają dobrze. Nie możemy przecież wydawać pieniędzy na prawo i lewo. Zwłaszcza, że budżety reklamowe są ograniczone, bo rynek zmalał o kilkanaście - kilkadziesiąt procent po pandemii – tłumaczy Prus. I przyznaje, że na Trójce się wychował. – Ale to była tamta dawna Trójka – dodaje.

Bez koncertów, bez artystów

Trójka od lat gromadziła słuchaczy poszukujących „radia towarzyszącego”, ale z dużym ładunkiem publicystycznym, informacyjnym i rozrywkowym. Organizowała własne koncerty, współpracowała z instytucjami kultury. Zdaniem naszych rozmówców, to wszystko już od kilku miesięcy należy do przeszłości. A Strzyczkowski, który obejmując stanowisko dyrektora zagwarantował sobie pewną niezależność od jednoosobowego zarządu prezes Kamińskiej, nie zdążył trendu odwrócić. Jego odejście przypieczętowało upadek anteny. - Dzień w dzień wycinamy z anteny kawałki dokumentujące, gdy któraś z osób sprowadzonych przez nowa dyrekcję na antenę – mówi jeden z dziennikarzy Trójki - nie potrafi podać godziny ani przeczytać poprawnie nazwy zespołu, albo popełnia rażące błędy warsztatowe, albo kiedy sypie się serwis – np. kilka dni temu korespondencja poszła na antenę w zwolnionym tempie... 

Niektórzy artyści odwołali już planowane na wrzesień koncerty w Trójce - m.in. Igor Herbut, Perfect, Raz Dwa Trzy i Ania Rusowicz. Kończy się nawet współpraca z niektórymi państwowymi instytucjami. Biblioteka Narodowa miała realizować w lipcu wspólny projekt z Trójką – koncert Pieśń Świętojańska o Sobótce. Nie doszło jednak do niego, a wydarzenie przeniosło się do Dwójki – jak poinformowała „Rz” rzeczniczka Biblioteki Narodowej Barbara Morawiec. Podobnie ma wyglądać sytuacja z Narodowym Centrum Kultury, które jeszcze latem wspólnie z Trójką organizowało cykl spotkań „Dziedziniec kultury”, oraz muzyczny cykl „Port kultury”. Projekty się jednak zakończyły, a rzeczniczka NCK nie dysponuje żądnymi informacjami o kolejnych, choć nie potwierdza wprost, że współpraca z Trójką ustała. Zdaniem dziennikarzy z którymi rozmawialiśmy, instytucje te nie tylko nie są entuzjastycznie nastwione do wspólnych projektów, ale ciężko jest nawet uprosić je o gości do wystąpienia na antenie.

To nie nasza sprawa

- Niestety wszystko to mnie nie dziwi – przyznaje Juliusz Braun członek Rady Mediów Narodowych z ramienia opozycji. - Wartość punktu, według którego liczy się atrakcyjność danego medium, związana jest z liczbą słuchaczy, więc w Trójce i całym Polskim Radio spada wartość handlowa czasu reklamowego.

Jak to zmienić? – Ja nie spodziewam się zmian – mówi Braun. – Szef RMN, pan Krzysztof Czabański jest zachwycony swoim dziełem, pani poseł Joanna Lichocka też - dodaje.

Warto zaznaczyć, że sama Rada znalazła się w delikatnej sytuacji po tym, jak zrezygnował z udziału w niej reprezentant Kukiz’15, Grzegorz Podżorny. Nowego członka nie powołano, a RMN jest przecież na mocy ustawy ciałem pięcioosobowym. Czy więc jej decyzje są ważne, skoro Rada liczy obecnie tylko czworo członków?

Zapytany przez „Rz” o sytuację w Polskim Radio, Grzegorz Podżorny odpowiada: „To, co się dzieje w Polskim Radiu było jedną z przyczyn mojej rezygnacji z zasiadania w RMN. (…) Przypominam, że złożyłem sprzeciw wobec kandydatury p. Kamińskiej na stanowisko prezesa PR, a następnie wniosek o jej odwołanie, który niestety nawet nie został poddany pod dyskusję i głosowanie na forum RMN.”

A czy okrojona Rada planuje zajęcie się stratami finansowymi Polskiego Radia? - Tym zajmują się władze spółki: rada nadzorcza i zarząd, który przygotowuje nowe ramówki – wyjaśnia „Rzeczpospolitej” Krzysztof Czabański, przewodniczący RMN. – Te działania mają doprowadzić do poprawy wyników słuchalności. Na ile proponowane ramówki okażą się skuteczne? To oceni Rada Nadzorcza. Osobno, jako Rada nie będziemy się tym zajmować - deklaruje.

Materiał o gwoździach

Dziennikarze uważają inaczej i oskarżają prezes Kamińską o cenzurę i ręczne sterowanie. Zanim nastały czasy pandemii i pracy zdalnej, o wszystkim decydowały poranne kolegia. Codziennie o 9:30 rano odbywały się na Malczewskiego (główny gmach radia) kolegia - z udziałem pani prezes, dyrektorów anten i żony Krzysztofa Czabańskiego Anny, która pełni funkcję wiceszefowej Biura Programowego - mające tylko jeden cel, jak twierdzą dziennikarze: cenzurę prewencyjną.

- Prezes Kamińska decyduje na nich nawet o tematach wstawek reporterskich w audycjach, np. czy w popołudniówce ZD3 w Trójce ma być "materiał o kwiatkach czy o gwoździach" – mówi Kuba Strzyczkowski, były dyrektor Trójki.

- Na tych nasiadówkach przede wszystkim zawsze zdejmowano niewygodne tematy, niczego nie wymyślano. Dlatego też reporterzy aktualnościowi musieli zgłaszać tematy do 18:00 poprzedniego dnia, czyli z dobowym wyprzedzeniem - w żywym, szybkim radiu, w paśmie aktualnościowym! Przecież to absurd, żeby dyrektor mógł rano pójść przygotowany do pani prezes z pełną listą tematów do wycięcia – dodaje jeden z dziennikarzy radiowej Jedynki.

Jak podkreśla wieloletni publicysta z Myśliwieckiej, poprzedni dyrektor Trójki, (za którego rządów doszło do dramatycznego zjazdu wyników) Tomasz Kowalczewski „uprawiał taki serwilizm, że gdy Kamińska coś zawetowała, wybiegał jeszcze w trakcie kolegium z jej gabinetu, wydawał przez telefon dyspozycje zdjęcia tematu i wracał na kolegium”.

Życie staruszka

Do Kuby Strzyczkowskiego, jak opowiadają jego współpracownicy, którzy wciąż jeszcze pracują w Trójce, „Kamińska dzwoniła interwencyjnie na przykład żeby zdjąć programu temat „Za nawet przeciw" pod tytułem „Czy Polska powinna reagować na zaczepki Putina?". Argumentacja prezes: „bo to oczywiste, że Polska powinna reagować". Kuba jej odpowiedział, że umówionym gościem jest wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz, więc czy ma mu przekazać, że ma się jednak nie pojawiać na antenie? To wzbudziło lekką panikę i pani prezes zdecydowała, że temat ma brzmieć  „Czy i jak Polska powinna reagować na zaczepki Putina?"

Relacje o antenowych działaniach prezes w większości są anonimowe, bo po aferze z Listą Przebojów Kamińska wydała zakaz publicznych wypowiedzi. „Gdy reporter ZD3 zgłosił temat rosnących cen żywności w trakcie pandemii (bo powinny spadać, skoro popyt jest mniejszy), został natychmiast skasowany argumentacją żywcem jak z PRL: bo nasz kraj ma być mlekiem i miodem płynący, nie można szkalować dobrego imienia Polski. Identycznie było w przypadku „Za a nawet przeciw" z pytaniem „Czy wesołe jest życie staruszka?" - audycja została zdjęta bodajże na godzinę przed emisją, bo Kamińska bała się, że emeryci będą na antenie narzekać na swoją ciężką sytuację.

Zdaniem dziennikarzy zarówno Jedynki, jak i Trójki, w radiu istnieją też czarne listy gości, których nie wolno zapraszać. Zawsze w formie ustnych poleceń, nie ma żadnego pisemnego polecenia. Kto się na niej znajduje? Oprócz wszystkich publicystów z GW i Polityki (choć w Trójce w magazynach ekonomicznych czasem pojawiali się goście z Polityki) są na niej nawet prawicowi publicyści, m.in. Łukasz Warzecha (bo ma zbyt śmiałe poglądy jak na prawicowego publicystę i waży się krytykować rząd). W Jedynce do prestiżowych Sygnałów Dnia nie zaprasza się polityków… Porozumienia. Do PR24 nie można też zapraszać Wiktora Świetlika, byłego dyrektor Trójki. Ta praktyka pojawiła się zresztą już w 2015 roku – w Jedynce funkcjonowały wtedy zakazy na określonych gości, a nawet listy tematów, których nie można było poruszać (np. w kwestii fali imigracji z Syrii i Afryki).

Dziś prezes Kamińska zatwierdza wszystkich gości na wszystkich antenach. Jest informowana o planowanych gościach i wydaje zgodę na ich wizytę lub nie. Takiego ręcznego sterowania Polskie Radio nie ćwiczyło od 1989 roku.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA