fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Prezes Air France KLM odchodzi

Bloomberg
Prezes Air France KLM, Alexandre de Juniac odchodzi z firmy, bo tak chciały związki zawodowe. Był za bardzo prorynkowy. Od sierpnia 2016 zostanie dyrektorem generalnym IATA.

Jego kandydatura musi zostać jeszcze formalnie zatwierdzona przez walne zgromadzenie IATA, które odbędzie się w Dublinie 1-3 czerwca.

De Juniac nie miał już przyszłości na stanowisku szefa przewoźnika, bo naraził się związkowcom, próbując obniżyć koszty, zwłaszcza w Air France (budował dwie niskokosztowe linie Transavia i Hop!, które miały wykonywać loty krajowe). Obydwie miały dowozić pasażerów do centrów przesiadkowych Air France i KLM, które latałyby na dochodowych długich trasach. W ten sposób de Juniac chciał poradzić sobie z drenażem pasażerów, którego konsekwentnie dokonują we Francji Ryanair i EasyJet.

Związkowcy nawet nie chcieli słyszeć o takim pomyśle. Dali temu wyraz dwukrotnie — raz w 2014 roku, kiedy strajk trwał 10 dni. Kolejny protest zakończył się pobiciem przez pracowników jednego z członków zarządu, który musiał ratować się ucieczką przez płot. Najostrzej protestowali piloci, w końcu interweniował rząd, który delikatnie wywarł nacisk na de Juniaca, żeby złagodził plan naprawczy w Air France.

Od momentu, kiedy odchodzący prezes objął swoje stanowisko 1 lipca 2013 roku akcje Air France KLM podrożały o 18 proc. W tym samym czasie cena akcji IAG (m. in British Airways/Iberia) wzrosła dwukrotnie, a Lufthansy, która także boryka się z konfliktami ze stroną społeczną, staniały.

Podczas kadencji de Juniaca Air France wrócił do zysku po 4 latach strat. Za 2015 rok linia miała zysk w wysokości 816 mln euro, ale była to przede wszystkim zasługa niskich cen paliwa. Odchodzący prezes ogłaszając wyniki finansowe nie omieszkał zaznaczyć, że Air France KLM nadal przegrywa swoją ofertą z konkurencją.

Francuska linia, ale już nie KLM, przegrywa nie tylko z niskokosztową konkurencją, ale podobnie jak jest to w przypadku Lufthansy — również z liniami z Zatoki Perskiej. De Juniac miał i na to receptę, chciał na przykład konkurować rejsami do Iranu, ale znów stewardesy nie zgodziły się noszenia chust, uznając że narzucanie takiego obowiązku jest niezgodne z prawami człowieka.

Francuzi teraz będą energicznie poszukiwali następcy de Juniaca. Musi to być człowiek, który zna się na lotnictwie, ale jednocześnie ma doświadczenie w służbie cywilnej, bo bez kłopotów musi być w stanie porozumieć się z rządem, który bardzo aktywnie uczestniczy w zarządzaniu firmami.

Sam de Juniac był w przeszłości szefem gabinetu Christine Lagarde, kiedy obecna dyrektor generalna MFW była ministrem finansów Francji, potem objął stanowisko szefa doradców jej następcy, Francoisa Baroin. Zanim wszedł do polityki był prezesem Thalesa, największego producenta elektroniki lotniczej.

Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA