fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

LOT lata do Chin zgodnie z rozkładem

AFP
Żadna z europejskich linii lotniczych, w tym polski LOT nie rozważają w tej chwili zawieszenia rejsów do Chin. LOT lata na dwa chińskie lotniska, obydwa są w Pekinie – Beijing International i na Beijing Daxing.

Biuro prasowe LOT-u zapytane przez „Rzeczpospolitą" o reakcję na rosnące zagrożenie wybuchem epidemii wydało takie oświadczenie: „Na bieżąco monitorujemy sytuacje epidemiologiczne w regionach, do których wykonujemy rejsy. W związku z doniesieniami o nowym wirusie pochodzącym z regionu azjatyckiego, prewencyjnie, pomimo braku zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania Kontroli i Chorób (ECDC), zgodnie z wewnętrznymi procedurami, nasze załogi zostały zobowiązane do zachowania szczególnych środków ostrożności w trakcie podróży do tego rejonu świata, a także do zwracania szczególnej uwagi na ewentualne objawy chorobowe u pasażerów na pokładach. Jesteśmy w stałym kontakcie ze służbami sanitarnymi i lotniskowymi i w razie konieczności będziemy podejmować dodatkowe środki zapobiegawcze".

Czytaj także: Lotniska boją się wirusa z Chin. Wzmożona kontrola na Heathrow

Informację bardzo podobnej treści „Rzeczpospolita" otrzymała z Lotniska Chopina, na które, oprócz LOT-u przylatuje jeszcze 4 razy w tygodniu chiński przewoźnik Air China.

Takie same środki, jak polski przewoźnik i warszawski port lotniczy przedsięwzięły wszystkie europejskie lotniska, na które przylatują samoloty z Chin. A niemieckie Lionie lotnicze Lufthansa właśnie rozpoczęły specjalną akcję promocyjną na bilety do Azji – w tym także do Chin.

Podobnie było, kiedy w 2003 roku wybuchła epidemia SARS. Dopiero, kiedy WHO uznała, że zachorowania na SARS mają już oznaki epidemii, zalecono rozłożenie na lotniskach mat nasączonych środkami dezynfekującymi.

Natomiast na nadzwyczajne środki ostrożności zdecydowało się londyńskie lotnisko Heathrow, na które przylatują samoloty z miasta Wuhan, gdzie w grudniu 2019 zachorowała pierwsza osoba. Samoloty z tej 11-milionowej metropolii są odstawiane na odległy Terminal 4, a wszystkim pasażerom jest mierzona temperatura.

Prawdą jest natomiast to, że linie lotnicze bardzo obawiają się paniki wśród podróżnych, co mogłoby skutkować gwałtownym spadkiem rezerwacji. Dla przypomnienia, jak informowało Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych, podczas SARS liczba podróży w Azji i do Azji lotniczych spadła o 45 proc. Wtedy też potężne straty ponieśli azjatyccy przewoźnicy — bo np. Singapore Airlines, Cathay Pacific z Hongkongu, Japan Airlines i All Nippon Airways zanotowały spadek przychodów aż o 40 proc. W tej chwili nie ma takiego zagrożenia. Zwłaszcza, że w Azji w tej chwili ruch lotniczy uzależniony jest od podróżnych z Chin, a wśród nich paniki nie ma.

Natomiast coraz więcej azjatyckich przewoźników odwołuje swoje rejsy do Wuhanu. Takie decyzje zakomunikowały już Korean Air Lines, Scoot – tania linia należąca do Singapore Airlines' tajwańskie China Airlines Ltd oraz japońska ANA. Ale tę decyzję podjęto dopiero wówczas, kiedy chińskie władze ogłosiły o odcięciu Wuhan od świata. We czwartek rano — jak wynika z aplikacji FlightRadar24— ponad 70 proc. lotów z Wuhan zostało odwołanych. Pozostała jedynie garstka rejsów krajowych.

O odwołanych wycieczkach do Chin informują na razie jedynie w Korei Południowej. Największe koreańskie biuro podróży Hanatour Service podało informację, że w porównaniu z tym samym okresem w 2019 chętnych do podróży do Chin jest o jedną piątą mniej. Ale już inne azjatyckie linie, w tym Japan Airlines, indonezyjska Garuda nie zanotowały jakichkolwiek zmian w rezerwacjach.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA