fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

IATA: Lotniska przesiadkowe zyskają na znaczeniu

Adobe Stock
Jako pierwsze po kryzysie ożywią się linie niskokosztowe. Po nich tacy przewoźnicy, którzy dowożą pasażerów do lotnisk przesiadkowych. Najdłużej będzie się odbudowywał ruch pomiędzy dużymi miastami — wynika z ostatniej analizy Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA).

Zdaniem Briana Pearce, głównego ekonomisty IATA już podczas tegorocznego lata widać było, że ożywił się popyt na tanie rejsy po Europie. Fakt, że przewoźnicy niskokosztowi są bardzo elastyczni i mogą sobie pozwolić na niskie ceny biletów pozwoli im szybko dostosować odpowiednią ofertę, która zachęci przynajmniej do wyjazdu na wakacje bądź na weekend.

— Nie ma żadnych wątpliwości, że na początku odbudowy rynku w przyszłym roku największe szanse na wzrost sprzedaży będą mieć te linie, który naprawdę potrafiły obniżyć koszty i potrafią zarabiać na rejsach samolotami z niskim wypełnieniem. To wielka szansa dla linii ultra-niskokosztowych i widać wyraźnie, że stają się one coraz bardziej aktywne — mówi Brian Pearce.

— To jednak nie oznacza, że nie skorzystają na tej odbudowie także przewoźnicy, którzy wyspecjalizowali się w dowożeniu pasażerów do centrów przesiadkowych i rozwożenia ich stamtąd w innych kierunkach — dodał główny ekonomista IATA. Jego zdaniem po pandemii wręcz wzrośnie znaczenie hubów lotniczych, ponieważ mniejszy będzie popyt na loty między dużymi miastami, bo popyt na takie połączenia będzie odbudowywał się wolniej. — Dlatego przewoźnicy będą musieli postarać się skonsolidować potoki pasażerów właśnie poprzez dowożenie ich do hubów. W ten sposób będą mogli na takich połączeniach zarabiać — mówi Brian Pearce.

W tej sytuacji największe szanse na odbudowę ruchu będą miały te lotniska, które sprawnie kierują ruchem przesiadkowym oraz te linie, które dysonują niedużymi samolotami. — Taka sytuacja potrwa przynajmniej przez następnych 18 miesięcy, a szansę na sukces mają przewoźnicy sieciowi korzystający ze sprawnych portów przesiadkowych — uważa Pearce.

O powrocie lotniczych hubów mówił prezes Lufthansy, Carsten Spohr podczas ostatniego walnego zgromadzenia IATA . — Im mniej jest chętnych do latania, tym mniej będzie pasażerów podróżujących między wielkimi miastami. Czyli ruch będzie skierowany do centrów przesiadkowych. I wprawdzie w ostatnich latach wiedzieliśmy rosnący popyt na przewozy pomiędzy większymi miastami, ale wynikało to z nadzwyczajnej sytuacji na rynku i dynamicznego wzrostu ruchu. W tej chwili widzimy dokładnie odwrotny efekt. Rejsy między większymi miastami są mniej pożądane kosztem połączeń do centrów przesiadkowych — uważa Carsten Spohr. 

Takiego samego zdania jest Pieter Elbers, prezes KLM. — Jeśli spojrzymy na nasz nowy model biznesowy, to dobitnie w nim widać, że wiele z tych mniejszych potoków pasażerskich, które kiedyś były wystarczające aby wypełnić długodystansowe rejsy bezpośrednie, teraz jest już ukierunkowana na loty przesiadkowe – powiedział.

Według ostatnie prognozy IATA w tym roku linie lotnicze na świecie przewiozą ok. 1,8 mld pasażerów, czyli ok. 60 proc. mniej niż w 2019 i tyle, ile w roku 2003. Prognozy na rok przyszły mówią o 2,8 mld, natomiast poziom z roku 2019 zostanie osiągnięty dopiero w 2024. — Niestety jest tak, że odrodzenie rynku podróży lotniczych to sprawa lat, a nie miesięcy. I to nawet jeśli szczepionka będzie już powszechnie dostępna – uważa Brian Pearce. Jego zdaniem jednak ruch biznesowy będzie wracał najwolniej. Nie zgadza się z nim Carsten Spohr, który uważa, że firmy mają już dosyć pracy zdalnej i wideokonferencji i popyt na podróże biznesowe wróci. — Sądzę, że wszyscy będziemy mile zaskoczeni, kiedy okaże się jak szybko się to stało — uważa prezes Lufthansy.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA