fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Kobieta wsiadła bez biletu do samolotu. Nikt nie wie jak

Bloomberg
Na pokład samolotu linii Delta na lotnisku w Orlando dostała się kobieta bez karty pokładowej. Dopiero interwencja policji umożliwiła start.

W sobotę pasażerowie lotu 1516 do Atlanty oczekiwali na start z lotniska w Orlando. Niestety, start opóźnił się z powodu kobiety, która usiadła na miejscu innego pasażera. Poproszona o okazanie karty pokładowej kobieta oświadczyła, że ją wyrzuciła, następnie powtarzała tylko „nie ruszam się” i, jak twierdzili w rozmowie z mediami pechowi pasażerowie, nie przestała wpatrywać się w oparcie siedzenia przed nią aż została wyprowadzona przez policję.

Czytaj także:  Porażka kontroli na Heathrow. Chłopiec wsiadł do samolotu bez biletu 

Według raportu oficerowie prosili ją o okazanie karty pokładowej i dowodu tożsamości, ale kobieta nie miała ani jednego ani drugiego. Pasażerowie pechowego lotu musieli wysiąść z maszyny i przejść jeszcze raz kontrolę bezpieczeństwa. Lot opóźnił się w efekcie o trzy godziny. Przewoźnik przeprosił pasażerów za opóźnienie wynikające z konieczności usuwania pasażerki na gapę.

"Delta współpracuje z lokalnymi organami ścigania i z TSA w dochodzeniu, przeprowadzi też własną ocenę wydarzenia. Bezpieczeństwo jest zawsze naszym priorytetem" – oświadczył przewoźnik.

Również TSA (Transport Security Administration – organ odpowiedzialny między innymi za bezpieczeństwo na lotniskach) oświadcza, że współpracuje z policją w dochodzeniu. Jednak nie komentuje przy tym w żaden sposób wydarzenia. 

Żaden z podmiotów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo pasażerów nie wie, jak udało się dostać na pokład pasażerce na gapę.

- Do pewnego stopnia system zadziałał. Częścią procesu jest ustalenie, ile osób wsiadło do samolotu i zrównanie go z liczbą osób, które miały wejść na pokład oraz kim są, a także upewnienie się, że liczby te sumują się nim samolot wystartuje – twierdził w rozmowie ze stacją NDTV ekspert ds. bezpieczeństwa lotnictwa profesor Jeff Price z Metropolitan State University.

Price zauważył także, że kobieta nie stwarzała większego zagrożenia - mimo wszystko przeszła kontrolę bezpieczeństwa TSA sprawdzającą, czy nie wnosi niebezpiecznych przedmiotów. Według eksperta wyczyn kobiety nie jest też aż tak niezwykły, jak może się wydawać, gdyż osoby odpowiedzialne za sprawdzanie biletów popełniają czasem błędy.

Rzecznik przewoźnika określił sobotni incydent jako „niezwykle rzadki”.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA