fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Paweł Adamowicz. Tak po ludzku dobry i życzliwy

Paweł Adamowicz podczas niedzielnej kwesty, kilka godzin później został zaatakowany
Reporter
Paweł Adamowicz był wybitnym samorządowcem. Jego przyjaciele są zdania, że mógł w polityce osiągnąć jeszcze więcej.

– To był jeden z niewielu polityków wielkiego formatu, znających państwo, samorząd, mających stałe poglądy, odwagę cywilną i polityczną. W dodatku tak po ludzku był to człowiek dobry i życzliwy – wspomina zmarłego prezydenta Gdańska jego przyjaciel Aleksander Hall, minister w rządzie Tadeusza Mazowieckiego.

– Był niezwykle kontaktowy i otwarty na ludzi – dodaje inny z jego przyjaciół Bogdan Borusewicz, wicemarszałek Senatu.

Ich zdaniem życzliwe nastawienie Pawła Adamowicza do świata to jeden z sekretów, dzięki którym był aż sześciokrotnie wybierany na prezydenta miasta.

Jednak ta biografia nie musiała się tak ułożyć. Polityczne życie tego nieśmiałego niegdyś chłopaka częściowo utkane było z przypadków. Jeden z nich przydarzył się w 1990 roku, gdy matka przyszłego prezydenta Teresa Adamowicz, wychodząc ze śmieciami, spotkała sąsiadkę Amelię Dolecką. Może to brzmieć nieprawdopodobnie, ale sam Paweł Adamowicz to zdarzenie wskazywał jako początek swojej kariery politycznej.

Pani Dolecka poinformowała bowiem Teresę Adamowicz, że wraz z przyjaciółką Zosią Rogozą zgłosiła Pawła jako kandydata na radnego. I skutecznie przekonała matkę przyszłego polityka, że jego kandydowanie to dobry pomysł. Kto wie, może gdyby nie to Paweł Adamowicz kontynuowałby karierę na Uniwersytecie Gdańskim?

A tak przez ponad 20 lat pełnił funkcję prezydenta miasta, w którym – jak podkreśla Aleksander Hall – był po prostu zakochany. – Tak długa seria zwycięstw w wyborach to efekt jego rzeczywistej fascynacji tym miastem, połączonej z wizjonerstwem – przekonuje.

Syn Wileńszczyzny

Gdańsk pokochał, choć jak wielu mieszkańców miasta nie był gdańszczaninem z dziada pradziada. Jego rodzice, ekonomiści Ryszard i Teresa, zostali przesiedleni z Wilna w 1946 roku. Ojciec przyjechał wagonem towarowym, wyposażony w „zaświadczenie dla ewakuacji do Polski" wystawione przez głównego pełnomocnika PKWN. Droga matki do Gdańska wiodła z kolei przez Łapy i Elbląg.

Z atmosfery domu rodzinnego przyszły prezydent Gdańska wspominał w swojej książce „Gdańsk jako wyzwanie" również głęboką religijność rodziców. Sam był ministrantem w kościele św. Brygidy, którego gotyckie szczyty wyrastały za oknem jego pokoju.

W swojej książce opisywał też nieufność rodziców do komunistycznego reżimu. „Podobnie jak wielu Polaków naszego pokolenia brat i ja zostaliśmy więc ukształtowani wbrew obowiązującej historii oficjalnej; od dzieciństwa znaliśmy nie tylko złowrogie brzmienie skrótu gestapo, ale także NKWD; znakomicie rozumieliśmy, co się kryje za nazwami dalekich miejsc: Kazachstan, Syberia, Katyń. Z trudem mieściliśmy się w tym podwójnym świecie" – opowiadał.

Opornikiem w system

Nie powinno więc dziwić, że przyszły prezydent Gdańska zaangażował się w działalność podziemną. Jeszcze szybciej wciągnął się jego brat Piotr, który bibułę zaczął przynosić do domu już pod koniec lat 70. Stało się tak dzięki kontaktowi z nauczycielem historii w VI Liceum Ogólnokształcącym, gdzie uczył się brat przyszłego polityka. Tym nauczycielem był Aleksander Hall, współzałożyciel Ruchu Młodej Polski.

– Pawła nie uczyłem, bo podobnie jak ja był absolwentem I LO w Gdańsku. Praca w VI LO była moją pierwszą po studiach i dość szybko z niej wyleciałem, bo jednocześnie wydawałem z przyjaciółmi podziemne pismo „Bratniak" – wspomina Hall. – Znajomość z Piotrem wzmacniało to, że byliśmy prawie sąsiadami, a nasze domy dzieliło kilkaset kroków. Piotrek zaczął przychodzić więc do mnie, podobnie jak później brat. Paweł po raz pierwszy przyszedł do mnie późną jesienią 1980 albo na początku 1981 roku. I pamiętam, że przyszedł sam – dodaje.

Dla zainteresowań Adamowicza życiem publicznym – jak sam wspominał – przełomem było wprowadzenie stanu wojennego. „Jak wielu rówieśników 13 grudnia 1981 roku poczułem się jakby powołany do służby, do konspiracji. Dłużej nie można było pozostać tylko obserwatorem. Ojczyzna domagała się czynu" – pisał w książce.

Na początku stycznia 1982 roku Piotr Adamowicz został internowany, a Paweł zaczął wystukiwać na maszynie do pisania ulotki wzywające do oporu. „W szkole organizowaliśmy przerwy milczenia, ubieraliśmy się na czarno, wpinaliśmy w piersi oporniki, masowo wykupywane ze sklepów z akcesoriami elektrycznymi. Ja dumnie nosiłem znaczek orła w koronie do momentu, gdy 2 maja 1982 roku po raz pierwszy zatrzymała mnie milicja. Miałem wtedy niespełna 17 lat. Rodzice po wielu godzinach wędrówek od komisariatu do komisariatu w końcu znaleźli mnie w Nowym Porcie" – dodawał.

Podziemną działalność kontynuował podczas studiów prawniczych na Uniwersytecie Gdańskim. Zaczął też pracować fizycznie: w gdańskich stoczniach i jako stróż nocny.

Kolejny przełom w jego działalności publicznej przyszedł w maju 1988 roku, gdy został wybrany na przewodniczącego Studenckiego Komitetu Strajkowego. Bogdan Borusewicz wspomina, że wówczas strajkowała też stocznia. – I był to bardzo ciężki strajk – mówi. – Uczestniczyło w nim kilkuset stoczniowców przy jednej bramie. To była taka wyspa. Inne zakłady nie zastrajkowały, a dokoła widzieliśmy obojętność. Wsparcie studentów było więc bardzo cenne – dodaje.

Po przemianach ustrojowych Adamowicz zaczął też pracę w biurze poselsko-senatorskim Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Amelia Dolecka, rozmawiająca w 1990 roku z sąsiadką Teresą Adamowicz, miała więc powody, by przekonać ją do pomysłu kandydowania Pawła na radnego. Tę funkcję objął w wieku 25 lat.

Droga do samorządu

„Wdzięczny jestem pani Zofii Rogozie i śp. pani Amelii Doleckiej za ich namowę" – pisał Adamowicz, bo w tamtym okresie skłaniał się raczej ku karierze akademickiej. W 1990 roku został wybrany na prorektora Uniwersytetu Gdańskiego ds. studenckich. Był to prawdopodobnie pierwszy przypadek w historii polskich uczelni, gdy takie stanowisko objął asystent z tytułem magistra.

Prorektorem był przez trzy lata, ale coraz bardziej wciągała go polityka. W swojej pierwszej kadencji radnego był przewodniczącym komisji opracowującej statut miasta Gdańska. W kolejnej kadencji w latach 1994–1998 został już przewodniczącym rady miasta. Zaangażował się wówczas w organizację obchodów tysiąclecia Gdańska, w ramach których honorowe obywatelstwo miasta otrzymali George Bush, Lech Wałęsa i Richard von Weizsäcker.

I to sukcesy w radzie miasta stały się dla niego trampoliną do prezydentury w 1998 roku, gdy włodarzy nie wybierano jeszcze w wyborach powszechnych. – Paweł uzyskał wsparcie AWS, czyli wówczas głównej siły politycznej w Polsce, i środowiska samorządowego, w tym oczywiście SKL, czyli partii, do której należał – opowiada Hall.

Poza konkurencją

Cztery lata później utrzymał stanowisko w wyborach powszechnych. Wygrał w drugiej turze, pokonując kandydata SLD Marka Formelę. W 2006 i w 2010 roku wygrywał w pierwszych turach, a w 2014 i 2018 roku do zwycięstwa potrzebne były mu dogrywki. Dlaczego przez tak długie lata był poza wszelką konkurencją? Zdaniem Halla Adamowicz był po prostu jednym z najlepszych polskich samorządowców. Zgadza się z tym Bogdan Borusewicz. – Za jego rządów Gdańsk się rozwijał, piękniał, powstawały nowe drogi i nowe budynki użyteczności publicznej. Chodzi m.in. o trasę W-Z i budowę centrum hotelowego na Wyspie Spichrzów – wylicza.

Kłopoty prezydenta

Ostatnie lata prezydentury Adamowicza przyniosły mu problemy natury politycznej. Był współzałożycielem Platformy Obywatelskiej w 2002 roku, a w 2015 roku, w związku z błędami w oświadczeniach majątkowych, zawiesił w niej członkostwo, które następnie wygasło.

Oznaczało to początek rozbratu z formacją kierowaną przez Grzegorza Schetynę. W ostatnich wyborach PO wystawiła własnego kandydata: Jarosława Wałęsę, który przegrał w pierwszej turze.

Ostatnie lata i miesiące prezydentury Adamowicza to też okres, gdy musiał się zmierzyć z mową nienawiści o nieznanym sobie dotąd nasileniu. Powodem było jego zaangażowanie przeciw rządzącemu PiS. – Zdecydowanie występował w obronie praworządności, co w Gdańsku, kolebce Solidarności, liczy się szczególnie – mówi Borusewicz.

Aleksander Hall dodaje, że Adamowicz miał „predyspozycje, by być ważną postacią na ogólnopolskiej scenie politycznej". Bogdan Borusewicz zauważa zaś, że nawet w trudnym dla niego okresie pozostał życzliwy dla ludzi i nie zaniechał spotkań. – Nie bał się ludzi. Niestety, wiemy już, jak to się dla niego skończyło – mówi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA