fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Chiny fałszują dane dotyczące koronawirusa

Ekipa medyczna z prowincji Jiangsu, która pomagała w Wuhanie
afp
Chiny pokonały epidemię. Ale tylko na papierze. Liczba zmarłych i zarażonych jest o wiele wyższa, niż chcą władze.

W tym tygodniu rząd zacząły luzować wprowadzoną 23 stycznia blokadę Wuhanu, 12-milionowej stolicy prowincji Hubei, skąd pandemia rozlała się na cały świat. Do 8 kwietnia wróci ruch samochodowy, w ważnych sprawach ludzie mogą już wychodzić z domu.

Oficjalnie ofiarą pandemii padły w mieście 2353 osoby, a 50 tys. złapało wirusa. Jednak niezależny, bardzo poważny chiński portal informacyjny Caixin pokazał, jak przed kostnicami ustawiły się w mieście długie kolejki osób, które wreszcie mogą odebrać doczesne resztki swoich bliskich. Tylko w jednym z siedmiu takich zakładów (Hanku) w Wuhanie do wydania jest ok. 5 tys. ciał.

Caixin szacuje, że w samym mieście ofiarą wirusa padło więc około 35 tys. osób.

Na chińskich mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia podobnych kolejek przed kostnicami z innych miast Hubei i sąsiednich prowincji.

Ofiarami nie są w każdym przypadku chorzy, których dobił bezpośrednio wirus. Dziennikarze Caixin rozmawiali przed kostnicą Hanku m.in. z młodą kobieta, która przyszła po ciało swojego ojca. Zmarł w lutym na raka, bo nie mógł otrzymać pomocy w szpitalu: wszystkie łóżka były zajęte przez zarażonych koronawirusem.

Oficjalnie w Chinach śmierć z powodu pandemii poniosło 3305 osób, zdecydowanie mniej niż w liczących 20 razy mniej mieszkańców Włoszech (ponad 11,5 tys.), a także Hiszpanii (8,2 tys.). Porównywalną do ChRL liczbą zgonów z powodu epidemii odnotowano już w USA (3,2 tys.) i Francji (3 tys.).

Jeśli jednak trzymać się obserwacji Caixin, faktyczna liczba ofiar w całych Chinach może być bliska 50 tys., a więc zdecydowanie większa niż w krajach zachodnich.

Źródła Caixin w chińskiej służbie zdrowia podają, że w samym Wuhanie wciąż codziennie wykrywa się kilka–kilkanaście osób zakażonych SARS-CoV-2, ale które z tego powodu nie wykazują żadnych objawów. Nie są one uwzględniane w oficjalnych statystykach, a przecież cały czas rozsiewają zarazki.

Taka praktyka jest zresztą stosowana od wybuchu epidemii. Caixin miał np. dostęp do danych na 25 lutego z prowincji Heilongjang przy granicy z Rosją. Wskazywały one, że jest tu 480 osób zakażonych koronawirusem z objawami oraz 104 osoby, które także są zarażone, ale takich objawów nie mają. Te ostatnie w żadnym momencie nie pojawiały się w oficjalnych statystykach.

W Chinach zaczął narastać strach przed takim fałszowaniem danych przez władze. 5 kwietnia kraj znowu będzie w ruchu, bo w dniu Święta Zmarłych miliony osób pokonują wiele kilometrów, aby odwiedzić groby bliskich. Wówczas mogą się one zarazić od nosicieli wirusa, którzy o tym nawet nie wiedzą.

Aby nieco oczyścić atmosferę, w poniedziałek Pekin po raz pierwszy uwzględnił takie przypadki, podając, że w kraju jest 1541 zarażonych wirusem bez objawów, z czego 205 to osoby, które przyjechały z zagranicy. To sygnał, że mimo dotychczasowych zapewnień choroba nie została w Chinach pokonana.

Priorytetem władz jest jednak teraz przywrócenie działalności gospodarki. Bank Światowy ostrzega, że w tym roku dochód narodowy kraju może stać w miejscu. Dla reżimu, którego legitymizacja opiera się na stałej poprawie poziomu życia ludności, to niebezpieczna sytuacja.

—Ultrafioletem w koronawisa >A10d

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA