Konflikty zbrojne

Gruzja walczy o wstąpienie do NATO

Sierpień 2008. Rosyjskie wojska w Gruzji
AFP
Dziesięć lat temu Gruzja przegrała starcie z Rosją i straciła 20 procent swojego terytorium.

– Ówczesną wojną Rosja zabroniła Tbilisi wstępowania do NATO – powiedział „Rzeczpospolitej" moskiewski analityk wojskowy Aleksandr Chramczichin.

Nocą z 7 na 8 sierpnia 2008 r. gruzińskie wojska zaatakowały separatystyczne terytorium Osetii Południowej. Natarcie poprzedzone było ponad tygodniem wojskowych prowokacji na linii oddzielającej separatystów od gruzińskiej armii.

Zbłąkane oddziały

1 sierpnia Osetyjczycy zaczęli ostrzeliwać z armat pobliskie gruzińskie wioski, a 5 sierpnia został ranny pierwszy gruziński żołnierz. Niejasne było, czy to rzeczywiście separatyści strzelają – od połowy lipca do Osetii Południowej zaczęli napływać rosyjscy żołnierze, medycy i ciężki sprzęt, a w końcu rozmieściły się tam i dowództwa przysłane zza Kaukazu. Jednocześnie rozpoczęto budowę polowych fortyfikacji. Wcześniej jeszcze, bo w maju, w drugim separatystycznym regionie Gruzji – Abchazji – rosyjska armia zaczęła budowę linii kolejowej do przewozu wojsk. Jednocześnie rozpoczął się zmasowany atak hakerski na gruzińskie strony rządowe, część z nich skorzystała z gościny na polskich serwerach.

Czytaj także: Wielki koszt niezauważonej wojny  

Ale to jednak nie Rosjanie wydali rozkaz do ataku w dniu rozpoczęcia olimpiady w Pekinie, lecz gruziński prezydent Micheil Saakaszwili – popełniając największy błąd swego życia. Po zaatakowaniu przez Gruzinów w nocy głównego miasta Osetii Południowej, Cchinwali, nad ranem do kontrataku ruszyła rosyjska armia. Ówczesny prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew nie chciał uderzać na Gruzję, ale generałowie zwrócili się do przebywającego w Pekinie ówczesnego premiera (a do niedawna prezydenta) Władimira Putina, który wydał taki rozkaz, nie zważając na to, że nie należy on już do jego prerogatyw.

Gruzińska armia została błyskawicznie rozbita, choć Rosja poniosła dotkliwe straty, m.in. kupione przez Gruzinów na Ukrainie rakiety Buk zestrzeliły rosyjski bombowiec strategiczny. Maleńka gruzińska flota wojenna została zniszczona w jednym starciu, ale flagowy okręt rosyjskiej Floty Czarnomorskiej – krążownik „Moskwa" – został tak uszkodzony, że odesłano go na remont do ukraińskiego portu w Mikołajewie. USA wyłączyły sygnał GPS w rejonie konfliktu, w związku z czym część rosyjskich oddziałów zabłądziła, nie mogły też używać najnowszych rodzajów broni.

Krok po kroku

Przy mediacji francuskiego prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego po dwóch tygodniach Moskwa zgodziła się na zawieszenie broni. – Na skutek wojny Rosja rozmieściła swoje kontyngenty w Abchazji i Osetii – powiedział Chramczichin. Według niepotwierdzonych informacji na obu separatystycznych terytoriach jest 27 miejsc stacjonowania rosyjskich żołnierzy, w tym oddziały straży granicznej podporządkowane FSB. Jednocześnie Moskwa uznała obie separatystyczne republiki – ale na świecie poparło ją jedynie pięć krajów (w tym Nauru i Vanuatu).

W konflikcie zginęło 850 osób, w tym 412 po stronie Gruzji i 67 rosyjskich żołnierzy. Ponad 192 tys. osób uciekło z terenów objętych walkami. Do dziś 25 tys. Gruzinów nie może wrócić do swych domów na terenach, na których stacjonują Rosjanie.

Rosyjska armia bowiem nie tylko zajęła tereny Abchazji i Osetii Południowej, ale też sąsiadujące z nimi rejony Gruzji, np. wąwóz Kodori. W ciągu dziesięciu lat zaś, jakie minęły od zakończenia działań zbrojnych, Rosjanie bez przerwy przesuwają swoje granice w głąb Gruzji – od 400 m do 12 km. W sumie zajęli 103 wioski gruzińskie i znaleźli się już 450 m od głównej drogi przecinającej kraj z zachodu na wschód, a jednocześnie od jedynego rurociągu, który na całym byłym terenie ZSRR nie należy do Rosji.

Zachodni analitycy wskazują, że to ze względu na obecność znacznej liczby rosyjskich żołnierzy w rejonie budowy upadł projekt unijnego gazociągu Nabucco, który miał prowadzić znad Morza Kaspijskiego do Europy przez Gruzję.

A Gruzja chce do NATO

– Rosyjscy przywódcy nie osiągnęli jednak swego głównego celu: nie obalili znienawidzonego prezydenta Micheila Saakaszwilego ani też nie zmusili kraju do rezygnacji z członkostwa w NATO – zauważył jednak były doradca Putina, a obecnie jego krytyk, ekonomista Andriej Iłłarionow.

Saakaszwili wraz z ówczesnymi prezydentami Ukrainy Wiktorem Juszczenką i Kirgizji Kurmanbekiem Bakijewem uważani byli na Kremlu za „kolorowych prezydentów" (gdyż doszli do władzy w wyniku „kolorowych rewolucji", które dla rosyjskiej elity politycznej były równoznaczne ze spiskami USA i NATO). Byli więc obiektem stałej nienawiści ze strony Rosji.

„Moskwa cały czas chce, by Tbilisi zmieniło swój kurs polityki zagranicznej – ale to rzecz całkowicie niemożliwa dla jakiegokolwiek rządu gruzińskiego, już choćby ze względu na negatywną reakcję opinii publicznej" – napisał gruziński dziennikarz Emil Awdaliani.

Już w 2007 r. prezydent Saakaszwili przeprowadził w kraju referendum na temat wstąpienia do sojuszu. „Za" opowiedziało się 75 proc. mieszkańców kraju i takie poparcie utrzymuje się dziś. – Ten wynik nie miał żadnego wpływu na decyzję NATO – przypomina jednak Chramczichin.

– Gruzja jest prawie członkiem organizacji, tyle że bez oficjalnego statusu – pociesza jednak gruziński analityk Georgi Kanaszwili. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL