NATO w czwartek wyraziło zaniepokojenie zwiększoną liczbą jednostek wojskowych rosyjskiej armii w pobliżu granicy Ukrainy i Rosji.
Wcześniej szef MSZ Rosji, Siergiej Ławrow ostrzegł, że eskalacja konfliktu na wschodzie Ukrainy, gdzie obowiązuje obecnie zawieszenie broni między Ukrainą a prorosyjskimi separatystami doprowadzi do "zniszczenia Ukrainy".
Teraz rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział, że sytuacja w rejonie linii kontaktu na wschodniej Ukrainie pomiędzy ukraińskimi żołnierzami a separatystami jest dość niepokojąca, a w rejonie tym dochodzi do licznych "prowokacji".
Sekretarz obrony USA, Lloyd Austin w czwartek rozmawiał ze swoim ukraińskim odpowiednikiem, Andrijem Taranem i "potępił eskalację w wyniku rosyjskich agresywnych i prowokacyjnych działań na wschodniej Ukrainie".
Według głównodowodzącego armii Ukrainy Rosja gromadzi jednostki z różnych części kraju w pobliżu granicy z Ukrainą pod pretekstem utrzymywania zdolności bojowej oraz organizowania ćwiczeń.
Jak dodał u granic Ukrainy ma wkrótce znaleźć się do 25 związków taktycznych co - wraz z już rozmieszczonymi tam jednostkami - stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa wojskowego Ukrainy.
W czwartek Pieskow odnosząc się do tych słów stwierdził, że Rosja będzie swobodnie przemieszczać żołnierzy po swoim terytorium jeśli uzna to za stosowne.