fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt izraelsko-palestyński

Wkroczą czy nie wkroczą do Gazy

Pogrzeb 21-letniego izraelskiego podoficera Omera Tabiba, który zginął od palestyńskiego pocisku przeciwpancernego w pobliżu granicy ze Strefą Gazy
EPA, Abir Sultan
Izrael stoi przed najważniejszą od wielu lat decyzją: czy rozpocząć operację lądową przeciw Hamasowi? A jeżeli tak, to co potem?

Przesłanie jest od kilku dni jasne: za wystrzeliwanie masy rakiet w kierunku Izraela Hamas zapłaci wysoką cenę. Odwet potrwa. Armia jest przygotowana na ewentualny rozkaz wkroczenia. Bo naloty na Strefę Gazy mogą nie wystarczyć do powstrzymania ataków rakietowych.

Jak uważa były szef Mossadu Efraim Halevy, jeżeli dowódcy i rząd uznają, że wkroczenie jest konieczne, to w strategicznych miejscach na terytorium Izraela są odpowiednie siły zbrojne, by to wykonać.

Halevy, z którym „Rzeczpospolita" rozmawiała w nocy ze środy na czwartek, podkreśla, że Izrael nie myśli w tej chwili o odsunięciu Hamasu od władzy.

– Taki plan zniszczenia reżimu Hamasu w Gazie może się oczywiście pojawić. Ale wymagałoby to poniesienia wielkiej ceny wejścia do Strefy. Po obaleniu Hamasu to Izrael musiałby przejąć odpowiedzialność za los ponad 2 mln Palestyńczyków, zapewnienia im wyżywienia, wody itd. Nie słyszę o decyzji, by tak zrobić – dodaje Halevy. Wieloletni pracownik wywiadu i jego szef w latach 1998–2002 przez wiele lat opowiadał się za tym, żeby Izrael w celu długofalowego rozwiązania konfliktu z Palestyńczykami rozpoczął bezpośrednie rozmowy z Hamasem. Czego dotychczas nie robił, wychodząc z założenia, że z terrorystami się nie siada do stołu negocjacyjnego. – Oczywiście teraz, przy tej intensywności konfliktu, nie podnoszę tej kwestii – mówi Halevy.

Coraz trudniejsze wojny

Izraelscy stratedzy przed ewentualnym rozpoczęciem regularnej wojny w Gazie zapewne analizują poprzednie.

Ta prowadzona za rządów Beniamina Netanjahu w lecie 2014 r. trwała siedem tygodni. Zginęło w niej ponad 2,1 tys. Palestyńczyków, z tego cywile stanowili przynajmniej jedną trzecią (choć źródła palestyńskie mówią o dwóch trzecich). Do tego wielkie zniszczenia infrastruktury. Liczba ofiar śmiertelnych po stronie izraelskiej wynosiła 67 żołnierzy i kilku cywilów.

Krócej, bo trzy tygodnie, trwała poprzednia wojna na przełomie 2008 i 2009 r., gdy premierem był Ehud Olmert. Wtedy zginęło ponad 1 tys. Palestyńczyków, dziesięciu żołnierzy izraelskich i jeden cywil.

Z każdą wojną rosła liczba ofiar i jej długość, co może być argumentem przeciw wkroczeniu. Ale do tej pory Izrael zawsze odnosił zwycięstwa nad Hamasem. Po każdej wojnie radykałowie byli pozbawieni dowódców, co dawało Izraelczykom kilka lat spokoju. Nazywano to „strzyżeniem trawy". Likwiduje się dowódców, a zanim dorośnie nowe pokolenie zdolne je zastąpić, upłynie trochę czasu. Teraz określenie „strzyżenia" raczej się nie pojawia, ale w podobnym tonie wypowiadał się kilka dni temu minister obrony Benny Gantz, mówiąc, że operacja izraelska będzie trwała tak długo, aż „organizacja terrorystyczna nie cofnie się o kilka lat".

Skutki widziane po latach

Efekty zabijania liderów Hamasu miewają negatywne skutki, co widać dopiero po jakimś czasie, bo na początku wyglądają na wielki sukces. Tak było z zabiciem przywódcy duchowego Hamasu szejka Ahmada Jasina w 2004 r. On sam przestał zagrażać Izraelowi. Jednak szejk Jasin był też staromodnym sunnitą, który odmawiał współpracy z szyitami, z Iranem i Hezbollahem, wrogami Izraela. Jego następcy już nie mieli takich oporów, co dla Izraela stało się poważnym problemem.

Teraz, jak powiedział w środę rzecznik izraelskiego MSZ Lior Hajat, nic nie wiadomo o tym, by Iran był zaangażowany w konflikt rozpoczęty kilka dni temu w Jerozolimie.

Na tej samej przeprowadzonej zdalnie konferencji prasowej, w której uczestniczyła też „Rzeczpospolita", rzecznik izraelskich sił zbrojnych Jonathan Cornicus podawał dane dotyczące ostrzałów rakietowych z Gazy i ich neutralizowania. – Żelazna Kopuła (izraelski system obrony przeciwrakietowej) ma skuteczność 90 proc. – podał Cornicus. To znaczy, że w ciągu trzech dni około 150 rakiet wystrzelonych ze Strefy Gazy kopuła nie dała rady przechwycić.

Jedna dziesiąta w ogóle nie doleciała do Izraela, spadły na terenie Strefy Gazy, wywołując tam szkody – dodał.

Obrońcy meczetu

Efraim Halevy uważa, że Hamas zastosował nową strategię. Włączył się w prowokację w starej Jerozolimie, gdzie Palestyńczycy wzniecili zamieszki po próbie wyrzucenia z domów kilku palestyńskich rodzin w Szajch Dżarrach we wschodniej części miasta. Policja izraelska wtargnęła do szczególnie ważnego dla muzułmanów meczetu Al-Aksa, na dodatek w czasie modłów w ostatni piątek ramadanu, świętego miesiąca postu i refleksji.

– Po raz pierwszy Hamas próbował się pokazać Palestyńczykom, a nawet całemu światu arabskiemu i muzułmańskiemu jako główny obrońca świętego meczetu – mówi były szef Mossadu.

Świat islamu obchodzi jedno z najważniejszych świąt Id al-Fitr (na zakończenie ramadanu). W świątecznej atmosferze Hamas mógł liczyć na wyrazy sympatii wielu muzułmanów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA