fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komercyjne

Jak planować przyjazne miasta

Eksperci zastanawiali się nad tym, jak powinno wyglądać planowanie miast
Maciej
Konieczna jest fachowa koordynacja działań pomiędzy planistami, architektami i deweloperami.
Plany zagospodarowania przestrzennego powinny odgrywać dużą większą rolę i być bardziej ścisłe – mówił Andrzej Biernacki, prezes trójmiejskiego oddziału Polskiego Związku Firm Deweloperskich. – Boję się, kiedy słyszę, że miejscowe plany mają być zaostrzane, bo już teraz są ostre. I bardzo często są głupie – ripostował architekt Karol Wawrzyniak.
Okazją do dyskusji o planach zagospodarowania przestrzennego była debata poświęcona projektom deweloperskim i urbanistycznym służącym mieszkańcom. W panelu, który odbył się drugiego dnia konferencji Real Estate Impactor w Gdyni, wzięli udział Andrzej Biernacki, prezes Oddziału Trójmiejskiego Polskiego Związku Firm Deweloperskich, Jan Juraszczyk, architekt w Cavatina Holding, Paulina Kisiel, kierownik Gdynia Design Days, Martyna Obarska, wicenaczelna „Magazynu Miasta", Krzysztof Sachs, dyrektor zarządzający PFI Future i Karol Wawrzyniak, architekt z biura projektowego Toprojekt. Eksperci zastanawiali się nad tym, jakie powinno być planowanie miast.
– Czemu powstały takie miejsca, jak otoczenie ulicy Domaniewskiej w Warszawie, zwane Mordorem? Czemu, tworząc je, nikt nie przewidział, że powstanie takie właśnie miejsce, w nocy świecące pustkami? – pytała Anna Krzyżanowska z „Rzeczpospolitej", prowadząca dyskusję.
– Planowanie przestrzenne, planowanie miejscowe, centralne długo były traktowane u nas jako krok wstecz. Lubimy sięgać po zachodnie przykłady i z nich czerpać, ale w tej właśnie materii sięgnęliśmy powierzchownie i stworzyliśmy nieprzemyślaną zabudowę – mówił o Mordorze Jan Juraszczyk. – Ona została zaczerpnięta z Zachodu, ale bez szerokiego planu na tę część miasta.
– Może więc miasta powinny bardzo ściśle określać, co dany inwestor powinien budować na danym terenie – dopytywała Anna Krzyżanowska.
– Jestem zwolennikiem planowania, które to narzuca. Takiego, gdzie jest grupa fachowców, ma wiedzę o mieście, tworzy jego plan, a inwestor jest zobligowany, by to miasto tworzyć razem z włodarzami – ocenił Jan Juraszczyk.
W podobnym tonie wypowiadał się Krzysztof Sachs: – Samorządy powinny istotnie wpływać na kształt miast poprzez narzędzie, jakim jest planowanie przestrzenne. Dodam jednak postulat, by były to oświecone samorządy. A jak zrobić, by były oświecone, tego już nie wiem – dodał z uśmiechem.

Od detalu do ogółu

Karol Wawrzyniak z Toprojekt z dużą ostrożnością podchodzi do planów zagospodarowania przestrzennego.
– Boję się, jak słyszę, że miejscowe plany mają być zaostrzane, bo już teraz są ostre. I często bardzo głupie. Jak będą ostrzejsze, to stopień głupoty może być usztywniony. Zamiast poprawić, pogorszymy – ocenił architekt. – Z drugiej strony dać wszystkim pełną wolność i czekać aż niewidzialna ręką rynku sprawi, że powstanie coś pięknego, taka druga Wenecja – to też nie zadziała.
Jego zdaniem konieczne jest fachowa koordynacja działań między planistami, architektami i deweloperami.
– Sam rozdział między urbanistyką a architekturą jest abstrakcyjny. Brakuje ogniwa spajającego, jakby pośredniego. Jeżeli opracowujemy jakiś teren, na przykład miasteczko dzielnicę albo tworzymy lokalne centrum – to jestem za takim planowaniem, które operuje liczbami i planami. Powinno być używane narzędzie w skali paraarchitektonicznej. Takiego używa się w Austrii. Taki proces pozwoli zaprojektować miasto – mówił Karol Wawrzyniak. – Dlaczego nie można projektować tylko dużymi planami? Bo najlepszy planista i samorząd nie jest omnipotentny. To skomplikowana materia. Na każdą działkę trzeba spojrzeć z detalu, a dopiero potem z szerszej perspektywy.
Andrzej Biernacki przedstawił punkt widzenia deweloperów.
– Dochodzimy do pewnego momentu równowagi. Dzisiaj nie każde mieszkanie będzie miało szansę znaleźć nabywcę. Opinie o nas są takie, że głównie myślimy o kasie. Ale dla nas nie ma sensu budowanie czegoś, co będzie nie miało większego zainteresowania ze strony klientów – wskazywał prezes trójmiejskiego oddziału Polskiego Związku Firm Deweloperskich.
– Jesteśmy świadomi, że musimy budować coś bardziej sensownego. Połączyć potrzeby miasta i jego mieszkańców. Nie zgadzam się na przeciwstawienia interesów, tylko dlatego, że z natury tak jest. Zgadzam się, że dużo większą rolę powinny odgrywać plany i powinny być bardzo ścisłe – dodał.

Ważna rola społeczna

Paulina Kisiel z Gdynia Design Days przypomniała o roli samych mieszkańców w planowaniu miasta.
– Często miasta kreują ogólne plany, takie projekty partycypacyjne, które użytkownicy mogą tworzyć. Wiadomo, że nie mają kompetencji projektowych, dlatego powinniśmy edukować użytkowników. Gdy będą świadomi tego, co mogą dostać, wówczas na końcu procesu będzie można wygenerować lepsze rozwiązania – oceniała.
– Chciałbym zwrócić uwagę tutaj na liczne niebezpieczeństwa. Użytkownik w mieście kieruje się swoimi potrzebami – chce dojechać, chce mieć ciche centrum miasta wieczorem. Jego potrzeby to często dramat z punktu widzenia społeczności – komentował Karol Wawrzyniak.
– Dlatego trzeba ich uświadamiać, by we współpracy z ludźmi potrafili interpretować swoje potrzeby na poziomie realnym, społeczeństwa, a nie tylko jednostkowo. By rozumieli, jak się tworzy miasto – odpowiadała Paulina Kisiel.

Konieczny jest stabilny trójkąt

Uczestnicy dyskusji wskazywali też projekty, które ich zdaniem najlepiej się sprawdziły i najlepiej służą mieszkańcom.
– Dla mnie dobrze zaprojektowane miasto to takie, które odpowiada na potrzeby: dom, mieszkanie, czas wolny, praca. I jest dobrze wykonane. Takie gdzie można żyć bez samochodu, a komunikacja miejska pozwala na życie w mieście. Takie, które działa zgodnie z potrzebami mieszkańców, człowieka stawia w centrum, a z buta mogę załatwić większość rzeczy, bo wszędzie jest blisko – mówiła Paulina Kisiel.
Andrzej Biernacki jako przykład dobrego planowania podał osiedle Garnizon, kompleks wybudowany w Gdańsku-Wrzeszczu: – Moim zdaniem to świetny projekt. Udało się uniknąć monopolu mieszkaniowego. Mieszkania połączono z miejscami do pracy, do jedzenia, z miejscami kultury.
Z kolei Karol Wawrzyniak opowiadał o swoim rodzinnym mieście, Raciborzu: – Usunęliśmy ruch kołowy z najważniejszej ulicy w śródmieściu, wymieniliśmy infrastrukturę, daliśmy nowe oświetlenie, fontannę, połączyliśmy największy zabytek z rynkiem. Ta tkanka miejsca wymagała odkurzenia. Społecznie zostaliśmy najpierw znienawidzeni, potem dostaliśmy nagrodę, a teraz widok tłumów na spacerach, na lodach, dzieci w fontannie – to przykład, że się jednak udało. No i można też tak działać w małych miastach – chwalił Wawrzyniak.
Martyna Obarska przypomniała, że dobre miasto musi być kompaktowe.
– Żeby miasto było dobre do życia, musi być kompaktowe. By dotrzeć z punktu A do punktu B musimy mieć w miarę niewielką odległość w trójkącie – miejsce pracy, miejsce życia, miejsce rozrywki. Jeżeli jest inaczej – co w Polsce zrobiliśmy – to okazuje się, że cokolwiek byśmy wpakowali do mieszkania, jakkolwiek pięknie mieszkali na dobrze zaprojektowanym osiedlu, jeśli ten trójkąt się nam rozjeżdża, to nie odczujemy satysfakcji. Potrzebne jest równoważenie projektowania, stabilne planowanie, gdzie żadna sfera nie może dominować – podkreślała wicenaczelna „Magazynu Miasta".
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA