fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Zuzanna Dąbrowska: Maski zdjęte. I co teraz?

Fotorzepa, Robert Gardziński
Bezpieczeństwo zdrowotne to cienka warstewka opieki państwa nad chorymi. To politycy decydują, jak bardzo cienka.

Epidemia pokazała nam, po jak cienkim stąpamy lodzie. W bogatych, rozwiniętych państwach Europy nagle dramatycznie skurczyła się bariera ochronna, która pozwalała na komfort leczenia wszystkich. A to, że każdemu choremu należy się pomoc, było przecież do niedawna dogmatem w rozwiniętych państwach kapitalistycznych i demokratycznych.

We Włoszech od wybuchu epidemii do pierwszych decyzji o pozostawieniu chorego bez respiratora minął mniej więcej miesiąc. Takie rozmiary ma nasze – Europejczyków – bezpieczeństwo zdrowotne. Tak politycy zabezpieczają swoich obywateli decyzjami o wydatkach na publiczną ochronę zdrowia.

Polska miała więcej szczęścia, a to, skąd się ono wzięło, będzie przez następne lata tematem prac naukowych wirusologów, epidemiologów i zakaźników. Nie musieliśmy w widocznej skali nikomu odmawiać pomocy. Nikt raczej przed czasem odłączony nie został, by zrobić miejsce lepiej rokującemu pacjentowi. A o tym, czy pomoc przyszła na czas, czy wszędzie podejmowano właściwe decyzje, czy zrobiono wszystko, by zwiększyć szanse chorych – wiedzą tylko rodziny zmarłych, a i to nie zawsze. Są jeszcze ci, którzy odeszli w swoich mieszkaniach, samotni, bez diagnozy i kwalifikacji na listę ofiar SARS-CoV-2. Wszyscy mamy nadzieję, że to już za nami.

Epidemia budzi strach, a strach często pozbawia zdolności trzeźwego myślenia. Obywatele mają potrzebę ufania władzy, choćby po to, by czuć się bezpieczniej. Noszenie maseczek – byle jak i byle jakich – jest jak plaster na otwartą ranę. Ale dobrze działa na psychikę, przypomina, że trzeba uważać, że jesteśmy, powinniśmy być odpowiedzialni za siebie i innych. Zdaliśmy ten egzamin? Oceny są bardzo zróżnicowane.

Teraz rządzący uznali, że maseczki można zdjąć, a apele o rozsądek wystarczą. Zresztą zdjęcia szefa rządu w restauracji w otoczeniu kilku osób bez maseczki mówią same za siebie. Podobnie jak obchodzenie przez najważniejszych polityków PiS, z prezesem na czele, w szczycie pandemicznej paniki rocznicy katastrofy smoleńskiej też bez zasłaniania twarzy. Może więc jesteśmy wszyscy zbiorową ofiarą zarządzania strachem?

Oczywiście, można próbować samodzielnie zdobywać wiedzę. Bez polegania na spiskowych teoriach, znajdując autorytety, lekarzy, naukowców. To wymaga wysiłku i realistycznej oceny sytuacji. A jeśli opinie się różnią, warto na wszelki wypadek posłuchać tej pesymistycznej.

Pandemia pokazała także, jak ważny jest „ogólny stan zdrowia" w społeczeństwie. Jak wiele osób zmarło, mając choroby towarzyszące, które odebrały im szanse na przeżycie? Dlatego informacja o szturmie na przychodnie, do lekarzy specjalistów i na planowe zabiegi jest bardzo optymistyczna. Żeby żyć – trzeba być zdrowym albo chociaż o zdrowie świadomie walczyć. Na SARS-CoV-2 nie ma jeszcze szczepionki, środki ostrożności są niedoskonałe, ale możemy swoje szanse zwiększać, lecząc choroby przewlekłe, obserwując własne ciało, badając drogi oddechowe, krążenie, serce.

Ale nie wszystko zależy przecież od nas. Jeśli liczymy na to, że obywatele nauczyli się lepszej higieny i w większym stopniu pamiętać będą o badaniach okresowych i leczeniu chorób przewlekłych, to trzeba też zapytać, czy państwo im taką możliwość zapewni. Byliśmy o krok od zdrowotnej katastrofy, która dla 1030 osób w Polsce (stan na czwartek 28 maja) stała się rzeczywistością. Czy państwo podniesie wydatki na ochronę zdrowia, by przygotować się na drugą falę zachorowań i powikłania? Czy zwiększy dostępność opieki zdrowotnej? Czy tylko pozwoli nam zdjąć maski z twarzy?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA