fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Nie jesteśmy gotowi na rewolucję

Adobe Stock
Polska z zakorkowanymi miastami i rozkopanymi drogami, wydaje się być idealnym krajem dla transportu dronami. Na razie daleko nam jednak do technologicznej awangardy.

Kojarzą się nam z chińską masówką i prezentami za 200 zł na komunię, a jednak odegrają w przyszłości daleko większa rolę. W ciągu dekady mogą się stać ważnym ogniwem dostaw towarów i podporą e-handlu. Rewolucją na miarę pojawienia się kolei czy samochodu.

Na razie jednak budzą ciekawość i obawy. Tak samo było w 1845 roku, gdy startowała Kolej Warszawsko-Wiedeńska. Kiedy przez pola toczyła się ta potężna masa żelastwa i drewna, okoliczni włościanie zaganiali do obory krasule, by nie straciły mleka. Lekarze zaś stanowczo ostrzegali przed podróżami z zawrotną prędkością 30 km na godzinę. Dziś kolej to stały element naszego życia. Tak samo będzie z dronami.

Choć teraz o niebo bardziej jesteśmy oswojeni z technologią, początki dronowej rewolucji będą trudne, bo roje autonomicznych obiektów stosunkowo nisko nad naszymi głowami to przerażająca wizja. Ale korzyści mogą być ogromne. I to w wielu dziedzinach naszego życia – od e-zakupów po medycynę. Polska ze swymi zakorkowanymi miastami, rozkopanymi drogami i powolną koleją, wydaje się być idealnym krajem dla latających bezzałogowców.

Już za kilka tygodni pierwszy autonomiczny dron przeleci nad Warszawą, przewożąc próbki medyczne z Saskiej Kępy do Instytutu Kardiologii w Aninie. Będzie to lot niesterowany przez operatora i poza zasięgiem wzroku. To na razie pilotaż, ale wiadomo już, że także inne miasta przymierzają się do wykorzystania dronów do różnych zadań. Już teraz uatrakcyjniają one transmisje sportowe, płoszą rabusiów węgla z pociągów czy sprawdzają jakość powietrza. Ale to tylko część ich możliwości.

Za granicą Amazon proponuje nie tylko dostawy towarów pod drzwi, ale i drona dozorcę, który z powietrza sprawdzi drzwi i sfilmuje intruza. Z kolei Uber Eats chce dostarczać dronami posiłki. Testuje taką usługę z siecią McDonald's. Facebook ma jeszcze inny pomysł: chce udostępniać za pośrednictwem dronów szybki internet. Pierwsze jednak wejdą w życie na większą skalę zastosowania medyczne – szybkie dostarczenie organu do przeszczepu czy defilibratora lub krwi do wypadku.

W Polsce na rewolucję dronów nie jesteśmy jednak gotowi. Miasta muszą opracować strategie zagospodarowania przestrzeni powietrznej, a państwo powinno regulacjami zminimalizować zagrożenie chaosem, np. wprowadzając elektroniczne tablice rejestracyjne. Sprawa staje się coraz bardziej pilna. Dronów jest już w Polsce co najmniej 100 tys. Rośnie zagrożenie, że któryś spadnie komuś na głowę. Szwajcarska poczta zrezygnowała w tym roku z usług dronów-listonoszy po tym, gdy maszyna upadła w Zurychu, zaledwie 50 metrów od grupy przedszkolaków.

Drony miały odegrać poważną rolę w rozwoju polskiej gospodarki. Wspomniano o nich nawet w strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju. Tymczasem nasze produkty nie podbijają globu, a wartość tego rynku na tle świata pozostaje śmieszna. Wciąż czekamy też na rządową strategię rozwoju tego sektora. Pozostaje nam mieć nadzieję, że buńczuczne zapowiedzi budowy dronowej potęgi w Polsce nie podzielą losu miliona aut elektrycznych czy promów morskich, z których pozostała tylko rdzewiejąca stępka w Szczecinie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA