fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

#RZECZoBIZNESIE: Dariusz Rosati: Ofensywa wdzięku polskiego rządu nic nie da

tv.rp.pl
W Brukseli mamy kiepską prasę, tracimy wpływy i pieniądze. Jeżeli się mówi o Polsce to z troską, albo niechęcią – mówi Dariusz Rosati, ekonomista, europoseł i były minister spraw zagranicznych oraz członek RPP, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Prezydent Andrzej Duda na forum w Davos powiedział, że możemy wejść do strefy euro dopiero, kiedy zarobki przeciętnego Polaka zbliżą się do przeciętnej unijnej.

To kompletny nonsens. Nie ma żadnych badań, które by potwierdzały tezę, że trzeba osiągnąć jakiś poziom rozwoju, żeby posługiwać się wspólną walutą. Wręcz odwrotnie, przyjęcie euro pozwoliłoby szybciej dogonić Polsce bogate kraje zachodu.

PiS nie chce wprowadzić euro z jakiś powodów, pewnie ideologicznych albo z powodu zwykłej ignorancji i wymyśla takie preteksty. Jak będziemy tak bogaci jak na Zachodzie, to euro będzie mniej potrzebne. Nam euro jest potrzebne, żeby się szybko rozwijać.

Można korzyści z euro przeliczyć na pieniądze?

Jest cały szereg analiz, które wyraźnie pokazują, że te korzyści są poważne. Wynoszą one mniej więcej 1,5 proc. PKB, czyli 30 mld zł netto w skali roku.

Eliminuje się ryzyko kursowe, co pozwoliłoby przedsiębiorcom zaoszczędzić na drogich transakcjach zabezpieczających jakieś 7-8 mld zł rocznie. Po drugie, spadną stopy procentowe, co da ulgę wszystkim, którzy biorą kredyty. Korzyści z tego tytułu to ok. 15 mld zł. Są też koszty wymiany walut, których nie będą musieli ponosić wyjeżdżający za granicę. Oprócz tego jest korzyść w postaci wzrostu stabilności makroekonomicznej, podniesienia ratingów międzynarodowych czy uwolnienia rezerw walutowych, które teraz musimy utrzymywać. Tych korzyści ekonomicznych jest bardzo dużo.

Zyskują też na znaczeniu argumenty polityczne.

Przyjmując euro dołączamy do klubu państw, które decydują o przyszłości Europy. To tam będą rozstrzygać się decyzje o przyszłości UE i Europy. Polska jako kraj stosunkowo duży mogłaby mieć o wiele więcej do powiedzenia będąc członkiem strefy euro. Dodaje to jeszcze bezpieczeństwo. Państwa, które są w strefie euro, są tak powiązane, że jakiekolwiek kłopoty państw członkowskich przenoszą się na inne państwa, a to powoduje, że duże kraje europejskie są współodpowiedzialne za sytuację w krajach strefy. Gdybyśmy byli w strefie euro, byłyby współodpowiedzialne za sytuację w Polsce. A tak jesteśmy na peryferii unijnej.

PiS narzucił narrację niestabilności strefy euro. Póki nie wiadomo, co tam będzie, to może zostać przy złotym.

To jest fałszywa diagnoza. Mieliśmy kryzys w strefie euro, ale to nie był kryzys wspólnej waluty, ani kryzys całej strefy. To był kryzys zadłużenia kilku państw. Kryzysy zadłużenia mieliśmy też w USA, Rosji, Argentynie czy Islandii. Brakuje rzetelnej wiedzy na temat tego, co się stało. Oczywiście strefa euro jest w trakcie remontu. Ten remont dobiega końca, tworzona jest unia bankowa, unia kapitałowa, powstają nowe instytucje jak wspólny budżet czy wspólna linia budżetowa.

Dlaczego strefa euro zacieśnia współpracę?

Okazało się, że posiadanie wspólnej waluty uzależnia te kraje od siebie na tyle, że błędy popełniane przez jedne kraje są bardzo silne odczuwane w innych. Sytuacja w Grecji, Włoszech czy Portugalii spowodowała, że inne kraje musiały pomagać. Reformy mają na celu to, żeby scenariusz grecki już się więcej nie powtórzył. Albo scenariusz irlandzki, kiedy banki szalały z kredytami i podejmowały nadmierne ryzyko. Wszystkie rozwiązania, które przyjęto w ostatnich latach, czynią strefę euro o wiele bardziej odporną na jakiekolwiek kryzysy.

Remont dobiega końca i to jest dobry czas dla Polski, żeby podjąć starania o wejście do strefy euro.

Strefa euro pójdzie w kierunku jeszcze większego zacieśnienia? Może to jest źródło obaw rządu.

Z całą pewnością kraje, które nie wejdą do strefy euro będą na marginesie unii europejskiej. Będą miały mniejszy wpływ polityczny i będą przedmiotem mniejszego zainteresowania dużych krajów. Będziemy zostawieni sami sobie.

Jak Polska jest postrzegana w Brukseli?

Mówi się głównie o procedurze praworządności uruchomionej wobec Polski. Niestety jesteśmy negatywnym bohaterem ostatnich wielu miesięcy. Europa Zachodnia jest zszokowana decyzjami, które podejmuje rząd PiS w zakresie sądownictwa. Również wydarzeniami w Polsce, choćby epizodami nazistowskimi.

Mamy kiepską prasę, tracimy wpływy i pieniądze. Jeżeli się mówi o Polsce to z troską, albo niechęcią.

Ale dostrzega się łagodzenie tonu ze strony premiera Morawieckiego, który próbuje przekonać Brukselę?

Jak najbardziej. Wszyscy się cieszą, że Polska wznowiła dialog. Poprzedni rząd Beaty Szydło zamroził te stosunki.

Bardzo dobrze, że premier w pierwszych dniach spotkał się z przewodniczącym Junckerem. Dobrze, że minister Czaputowicz pojechał na rozmowy do Brukseli. To jest pożądana ofensywa dyplomatyczna, tak powinna być prowadzona polityka zagraniczna, ale przestrzegam przed wiązaniem z tym dużych nadziei. Powodem sporu są decyzje dotyczące wymiaru sądownictwa i Trybunału Konstytucyjnego. Dopóki te decyzje nie będą cofnięte, dopóty stan stosunków z Brukselą się nie poprawi.

Jakie są szanse, że stracimy konkretne pieniądze z powodu tej sytuacji? Szanse na pesymistyczny bieg wypadków maleją dzięki temu, że podjęliśmy jakieś kroki?

Prawdopodobieństwo strat jest bardzo duże. Ofensywa wdzięku, jaką w ostatnich dniach wykonuje polski rząd nie ma żadnego znaczenia. Jeśli nie zmienią się wcześniejsze decyzje, to nie ma mowy o znormalizowaniu sytuacji. Rząd PiS wywołał działania po stronie UE, które kilka lat temu były nie do pomyślenia. UE i wiele krajów członkowskich chce wprowadzenia warunkowości, jeśli chodzi o wydawanie unijnych pieniędzy. Uzależnienia ich wydawania od spełnienia określonych warunków, jak praworządność czy niezależne sądownictwo.

Podjęliśmy też próby poprawy wizerunkowej na kongresie w Davos. Skutecznie?

Dobrze, że prezydent i premier z ekipą towarzyszącą pojechali do Davos. Dobrze, że mówią o polskich interesach, oczekiwaniach itd.

Natomiast Światowe Forum Ekonomiczne w Davos poświęcone było rozmowie o problemach globalnych, wielkich zagrożeniach czy nowych tendencjach. Polska nie ma w tych sprawach nic do powiedzenia. Tam się mówi o problemie 4. rewolucji przemysłowej związanej ze sztuczną inteligencją. Mówi się o problemach migracji, groźbie następnej recesji, na ile świat jest do tego przygotowany. A Duda z Morawieckim jadą i mówią, że Polska jest bardzo fajnym krajem, „proszę u nas inwestować". To nie forum inwestycyjne. To poważne zgromadzenie, gdzie najważniejsi ludzie na świecie zastanawiają się, jak rozwiązać problemy globalne.

Co było główną ideą tego forum?

Kilka tematów. Np. jak długo gospodarka światowa będzie w dobrym stanie koniunktury. To jest jeden z najdłuższych okresów dobrej koniunktury, więc np. za rok możemy mieć kolejne tąpnięcie. Polska gospodarka jest na to kompletnie nieprzygotowana. W świetnym czasie koniunkturalny ciągle mamy deficyt, który w czasie recesji zwiększy się wielokrotnie.

Drugi temat to kwestia bezpieczeństwa. Mówi się o bezpieczeństwie cybernetycznym, sztucznej inteligencji, trendach zastępowania ludzi przez maszyny. Ważne są regionalne historie jak Bliski Wschód, Azja, Ameryka Łacińska. Wielu przywódców państw miało specjalne sesje. Szkoda, że wśród nich nie było Polski.

Jak Pan ocenia naszą gospodarkę? W IV kwartale będzie około 5 proc. wzrostu PKB.

To jest wynik działania jednorazowych czynników przejściowych. Przede wszystkim gwałtownego wzrostu strumienia pieniądza na rynek i związanego z tym wzrostu konsumpcji. Tempo wzrostu przyspieszane tylko konsumpcją ma charakter słomianego ognia. To się szybko rozpala i szybko gaśnie. Wiemy, że inwestycje nie rosną, w ostatnim kwartale drgnęły, ale jest to poniżej poziomu z 2015 r. Bez inwestycji nie będzie trwałego wzrostu.

Zaczyna ujawniać się inflacja. Przy tempie wzrostu płac 6-8 proc. rocznie i braku siły roboczej, mamy do czynienia z wyczerpywaniem się możliwości wzrostu polskiej gospodarki. Będziemy mieli szybko spowolnienie.

Rekonstrukcja rządu może mieć pozytywny wpływ na gospodarkę?

Poprzedni rząd był beznadziejny i dobrze, że odeszli najbardziej skompromitowani ministrowie.

Obecny skład rządu jest lepszy, ale jak nie będzie zmiany kierunku polityki, to nic się nie zmieni.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA