Finanse

Wiele lat patologii w SKOK Wołomin

Fotorzepa, Michał Walczak
W największej spółdzielczej kasie finansowa przestępczość kwitła, ale i Kasa Krajowa i KNF przez lata nie zapobiegły temu procederowi. Wiedziała o nim prokuratura. Czy teraz próbuje nadrobić lata swoich zaniedbań?

Sąd ogłosił upadłość SKOK Wołomin w lutym 2015 r. Skutki dla klientów nie były dotkliwe, bo Bankowy Fundusz Gwarancyjny wypłacił 45 tys. deponentom łącznie ponad 2,2 mld zł z tytułu gwarantowanych depozytów. Jednak prawie 800 osób miało więcej niż gwarantowane 100 tys. euro i kasa była im winna jeszcze 120 mln zł, prawdopodobnie z tej kwoty nie odzyskali prawie nic.

Czytaj także: Zarzuty dla byłych szefów KNF. Niedopełnienie obowiązków 

Regularne malwersacje

Skutki dla klientów byłyby opłakane, gdyby nie gwarancje BFG. Kasy spółdzielcze przed laty nie były objęte tego typu gwarancjami, bo według przepisów prawa nie są one bankami. Miały własny i niezależny system gwarantowania depozytów stworzony przez Kasę Krajową SKOK i Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych SKOK, jednak był on zbyt mały. W połowie maja 2013 r. prezydent Bronisław Komorowski podpisał jednak nowelizację ustawy o SKOK-ach, która ma zwiększyć bezpieczeństwo ulokowanych tam pieniędzy i odtąd pieniądze tam zgromadzone objęte są gwarancjami BFG. Rok wcześniej, jesienią 2012 r., kasy spółdzielcze zostały objęte kontrolą Komisji Nadzoru Finansowego. Wbrew protestom środowisk prawicowych skupionych wokół Grzegorza Biereckiego, senatora PiS, twórcy systemu SKOK. 

Wróćmy do SKOK Wołomin. KNF wprowadził zarządcę komisarycznego dopiero w listopadzie 2014 r. (miesiąc później złożył wniosek do sądu o zawieszenie działalności i upadłość tej kasy). Dopiero w listopadzie 2014 r., bo kasa udzielała „kredytów na słupy” już od wielu lat. Dochodziło do regularnego naruszenia prawa bankowego, ustaw o kasach spółdzielczych oraz o rachunkowości, udzielano kredytów osobom bez zdolności i bez oznaczenia celu kredytu, rolowano niespłacane długi. To przełożyło się na fatalną jakość kredytów, czyli ogromny udział tych niespłacanych, i to był główny powód niewypłacalności wołomińskiej kasy (jej zobowiązania wyraźnie przekraczały aktywa). Szkoda z tytułu niespłaconych pożyczek i kredytów, jak wynika z danych prokuratury, wyniosła około 3 mld zł. Bulwersujący jest fakt, że sprawa rozwijała się latami, mimo że wiedziały o niej różne instytucje. 

Czytaj także: Banki ręczą za zatrzymanych urzędników KNF 

KNF alarmowała, Kasa Krajowa nie

W lutym 2015 r. KNF twierdziła, że dokumenty odnalezione przez zarządcę komisarycznego wskazywały, iż Kasa Krajowa, która do momentu objęcia nadzorem sektora SKOK przez KNF kontrolowała kasy, wiedziała o procederze wyłudzeń kredytów już od 2008 r. Wskaźnik kredytów przeterminowanych wzrósł od końca 2012 r. do września 2014 z ledwo 5,8 proc. do 38 proc., a w momencie upadłości wynosił aż 93 proc. (dla porównania, w bankach sięgał ok. 8 proc.). Kasa Krajowa nie zawiadomiła prokuratury (KK twierdzi, że nie było podstaw). KNF przekonuje zaś, że w latach 2013–2014 robiła to kilkakrotnie. Pierwszy raz już w maju 2013 r., czyli już pół roku po objęciu SKOK-ów nadzorem przez KNF, zaraz po zakończonej kontroli.

Mimo że kompleksowy audyt KNF wykazał w SKOK Wołomin wiele patologii, to nadzór uznał, że sytuacja nie wymaga wprowadzenia zarządcy komisarycznego i wprowadził go dopiero w listopadzie 2014 r. Wszczęto tylko postępowanie w tej sprawie. To właśnie zarzut stawiany siedmiu urzędnikom KNF. Prokuratura zarzuca im niedopełnienie obowiązków przy nadzorze SKOK Wołomin.

Przestępstwo miało polegać na tym, że mieli zbyt długo czekać z decyzją o wprowadzeniu do tej kasy zarządcy komisarycznego, przez co wzrosły straty powstałe w wyniku jej działalności.

Warto odnotować sytuację z maja 2015 r., gdy Andrzej Duda w debacie telewizyjnej zarzucił KNF, że przez dwa lata wiedziała o malwersacjach w SKOK Wołomin, ale nie zrobiła nic by je powstrzymać. Ówczesny rzecznik KNF Łukasz Dajnowicz odparł wtedy, że proceder w SKOK Wołomin został wykryty i zahamowany właśnie dzięki współpracy KNF z prokuraturą. - Kasa Krajowa, w odróżnieniu od KNF, nigdy nie zawiadomiła prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w SKOK Wołomin, a dokumenty odnalezione przez zarządcę komisarycznego wskazują, że Kasa Krajowa wiedziała o procederze już w 2008 r.- napisał rzecznik KNF.

Jeszcze pod koniec czerwca 2014 r. suma bilansowa SKOK Wołomin wynosiła 3,1 mld zł, portfel kredytowy 2,4 mld zł, a depozyty 2,7 mld zł. Była to największa kasa - dla porównania obecnie cały sektor SKOK ma 6,1 mld zł kredytów i 9,4 mld zł depozytów.

Szeroko zakrojone śledztwo

W sprawie przestępstw związanych z działalnością Kasy toczy się szereg śledztw. Latem 2016 r. Prokuratura Krajowa zdecydowała, że postępowania w sprawie przestępstw związanych z działalnością SKOK Wołomin poprowadzą dwa specjalne zespoły prokuratorów: jeden w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga, a drugi - w Prokuraturze Okręgowej w Gorzowie Wlkp. Sprawy związane ze SKOK w Wołominie prowadzone są też w Prokuraturze Okręgowej w Białymstoku.

W lipcu 2016 r. Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła - po zawiadomieniu osoby fizycznej - śledztwo ws. domniemanego niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych, sprawujących nadzór z ramienia KNF nad działalnością SKOK Wołomin. Jak mówił wówczas PAP prok. Przemysław Baranowski, miało to polegać na zaniechaniu odpowiednich środków nadzoru, w tym w związku ze zwłoką w podjęciu decyzji o ustanowieniu w Kasie zarządcy komisarycznego, w sytuacji zaistnienia niebezpieczeństwa zaprzestania spłacania przez nią zobowiązań wobec jej klientów. Zasięg śledztwa jest duży - w lutym tego roku we wszystkich postępowaniach dotyczących SKOK Wołomin zarzuty usłyszało blisko 900 osób, wobec zaś ponad 300 skierowano już akty oskarżenia. Ponad 150 zostało prawomocnie skazanych.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL