fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Dlaczego van Gogh nie mógł zostać kaznodzieją

materiały prasowe
Jego dramatyczny życiorys często przysłaniał dzieło. Vincent van Gogh, autor słynnych „Słoneczników”, człowiek, który całe życie nie mógł znaleźć swojego miejsca.

Autorzy brytyjskiego dokumentu twierdzą, ze prawdziwa historia życia tego artysty zawarta jest w 902 listach, które po sobie pozostawił – większość zaadresował do swojego brata Theo – powiernika i opiekuna.

Urodzony w 1853 roku w Holandii w rodzinie kalwińskiego pastora, został wychowany w surowej dyscyplinie – wysłano go do szkoły z internatem. Mając 16 lat podjął pracę w firmie zajmującej się handlem dziełami sztuki. Trzy lata później dołączył do niej także jego o cztery lata młodszy brat – wtedy też zaczęli ze sobą korespondować.

W następnych latach, pod wpływem powieści i artykułów opisujących nędzę klasy robotniczej, nie tylko zaczął studiować Biblię, ale i uczyć dzieci londyńskich robotników. Wygłosił nawet kazanie w kościele. „Czułem się jakbym z czarnej krypty wyszedł na światło dzienne” – pisał do brata. Starania o wstąpienia do stanu duchownego spełzły jednak na niczym mimo rocznej posługi kaznodziejskiej – uznano, że jest nie dość zdolny do wykonywania takich zadań… Nadal uważał jednak, ze ma długi i zobowiązania wobec świata. Zaczął rysować. Była i nieszczęśliwa miłość i niezbyt chciany, choć krótki – na skutek konfliktu - powrót do domu rodziców… Następne lata życia były czasem naprzemiennych wyjazdów na wieś i do kolejnych miast. I szukaniem artystycznej osobowości. Coraz bardziej zafascynowany był kolorami.

W lutym 1886 roku przyjechał do Paryża i zamieszkał u brata na Montmartrze. Serdecznie zaprzyjaźnił się z Paulem Gauguinem, z którym łączyła go m.in. fascynacja japońskimi drzeworytami. O tym jak i dlaczego zmieniała się paleta malarza – także w jego licznych autoportretach – opowiada film.

W 1888 roku w Arles przeżył załamanie nerwowe – obciął sobie kawałek lewego ucha i podarował prostytutce. Zabrano go do szpitala i umieszczono w izolatce.
„Gdzie mogłoby mi być gorzej niż tutaj?” – pisał pod koniec tego roku do brata. Przez następny rok przebywał – na swoją prośbę – w kolejnym szpitalu, by tam dochodzić do siebie i pracować.

„Jedynie przed sztalugami czuję trochę życia. Poniosłem klęskę. To los, który akceptuję i który już się nie zmieni” – pisał do Theo w ostatnim liście...
Miał 37 lat, gdy w 1890 roku odszedł przyśpieszając kres swojego życia…

Premiera nastrojowego brytyjskiego dokumentu „Vincent van Gogh – malowane słowami” w reżyserii Andrew Huttona w poniedziałek 17 kwietnia o 18.20 w TVP Kultura.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA