fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Energetyka

Koszty produkcji energii potężnie wzrosną

Shutterstock
Żeby nie dopuścić do zbyt gwałtownego wzrostu cen prądu, konieczne są ambitne cele rozwoju OZE. Na razie jednak polityka rządu nadal blokuje dynamiczny rozwój zielonej energii – twierdzą eksperci.

Polityka energetyczna państwa do 2040 r. wymaga zmian, bez tego czeka nas gwałtowny wzrost kosztów produkcji energii elektrycznej, a tym samym także wzrost cen prądu. Co więcej, gdyby w rządowym scenariuszu dopuścić import energii na zasadach rynkowych, wzrósłby on gwałtownie – z 13 TWh w 2020 r. do 48 TWh w 2030 r. Takie wnioski płyną z najnowszego raportu Fundacji Instrat. Autorzy analizy proponują też własny scenariusz zmian w polskiej energetyce, sprowadzający się do dwóch kwestii: mniej węgla i zdecydowanie więcej odnawialnych źródeł energii.

Dalsze duszenie OZE

Instrat przekonuje, że w Polsce realne jest uzyskanie mocy zainstalowanej elektrowni wiatrowych na lądzie na poziomie 44 GW, budowa morskich farm wiatrowych o mocy 31 GW i uruchomienie instalacji fotowoltaicznych dachowych i gruntowych o łącznej mocy 79 GW, z uwzględnieniem surowych kryteriów dotyczących lokalizacji i tempa rozwoju nowych elektrowni. Oznacza to, że możliwe jest osiągnięcie ponad 70 proc. udziału OZE w produkcji energii elektrycznej w 2030 r., podczas gdy cele PEP2040 wskazują zaledwie 32 proc. Dzięki temu Polska osiągnęłaby w elektroenergetyce redukcję emisji CO2 o 65 proc. w 2030 r. w stosunku do roku 2015.

– Potencjał OZE nad Wisłą jest wystarczający, aby osiągnąć cele klimatyczne UE do 2030 r. i prawie całkowicie zdekarbonizować miks energetyczny do 2040 r. Plany rządowe dotyczące rozwoju OZE zapisane w PEP2040 zakładają raczej dalsze duszenie potencjału OZE zamiast jego uwalniania. Niestety, to właśnie widzimy – w postaci blokowania rozwoju energetyki wiatrowej na lądzie, destabilizacji prawa, nagłych zmian mechanizmów wsparcia. Krajowy cel OZE powinien być znacznie zwiększony, a krajowe prawo musi wspierać jego osiągnięcie – przekonuje Paweł Czyżak, współautor analizy. Wskazuje też, że proponowana przez Instrat struktura mocy pozwala na bilansowanie systemu energetycznego w rocznym szczycie zapotrzebowania przy całkowitym braku produkcji z wiatru i słońca oraz niedostępności połączeń transgranicznych – m.in. dzięki pozostawieniu niewielkich ilości mocy węglowych i gazowych, a także wykorzystaniu magazynów energii i technologii wodorowych. Natomiast w scenariuszu PEP2040 jest to możliwe tylko przy terminowej realizacji programu energetyki jądrowej, który i tak jest już znacznie opóźniony.

Instrat ostrzega, że realizacja rządowej polityki doprowadzi do zagrożenia konkurencyjności polskiej gospodarki i uzależni nas od importu energii. Znaczące zwiększenie zielonych mocy nie będzie jednak możliwe bez odblokowania możliwości realizacji nowych projektów farm wiatrowych na lądzie i bez dalszego wspierania rozwoju fotowoltaiki. Tymczasem wciąż nie ma politycznej zgody na zapalenie zielonego światła dla inwestycji wiatrowych, a proponowane zmiany wsparcia dla energetyki słonecznej budzą sporo kontrowersji. Po pierwsze, ma się zmienić korzystny dla właścicieli paneli słonecznych sposób rozliczania nadwyżek produkowanego prądu. Po drugie, nowa edycja programu „Mój prąd", która rusza od 1 lipca, zakłada niższe dotacje dla mikroinstalacji (do 3 tys. zł zamiast 5 tys. zł) i ścięcie budżetu całego programu o połowę – do 500 mln zł. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom nie uruchomiono przy tym dotacji dla magazynów energii czy ładowarek do samochodów elektrycznych. Mają się one pojawić dopiero w kolejnej edycji programu, który ruszy w 2022 r.

– Dzięki kolejnym edycjom programu „Mój prąd" nasz kraj przeżywa prawdziwy boom fotowoltaiczny. Czas na kolejne kroki i rozwiązania, które pozwolą konsumować więcej energii wytworzonej w miejscu jej powstawania – bez przesyłu, przy minimum formalności, bez zagrożenia wahaniami cen – zapewnia Maciej Chorowski, prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Nieopłacalny biznes

Krajowe elektrownie węglowe tracą rentowność w szybkim tempie, głównie z uwagi na rosnące koszty emisji CO2. Notowania uprawnień do emisji, które elektrownie muszą kupować, biją w tym roku kolejne rekordy. Aktualnie sięgają ponad 55 euro/t, choć jeszcze rok wcześniej ich cena oscylowała wokół 25 euro/t. Część firm szacuje, że jeszcze w tym roku ceny CO2 mogą dobić nawet do 70 euro.

Z najnowszej analizy Carbon Trackera wynika, że w Polsce, podobnie jak w Niemczech i innych krajach UE, źródła odnawialne już dziś konkurują z węglem pod względem kosztów, jednak w przeciwieństwie do Niemiec wiele polskich bloków węglowych jest rentownych dzięki hojnym płatnościom z rynku mocy – to rodzaj wynagrodzenia dla elektrowni za samą gotowość produkcji energii, za który płacimy w naszych rachunkach za prąd.

Carbon Tracker szacuje, że już dzisiaj około 50 proc. elektrowni węglowych w Polsce jest nierentownych. „Do roku 2030 będzie tak w prawie 100 proc. przypadków, ponieważ rentowność załamie się wraz z zakończeniem płatności w ramach rynku mocy" – czytamy w opracowaniu. To właśnie dlatego rząd planuje utworzyć tzw. rezerwę węglową, czyli skupić niemal wszystkie elektrownie węglowe w Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego i tam zapewnić im wsparcie. Na ten ruch musi jednak najpierw zgodzić się Komisja Europejska.

Polska już dziś ma najwyższe hurtowe ceny energii spośród krajów ościennych. W I kwartale tego roku średnie ceny energii nad Wisłą były o 17 proc. wyższe niż w Niemczech i o 8 proc. wyższe niż w Czechach czy na Słowacji. Mocno odczuwa to krajowy przemysł, który traci konkurencyjność. Jednocześnie Polska ma niższe stawki dla gospodarstw domowych niż w podanych krajach, bo ceny są u nas zatwierdzane przez Urząd Regulacji Energetyki.

Rozmowy bez rozstrzygnięć

Kolejne, trzecie już spotkanie polskiej delegacji ze stroną Czeską w sprawie kopalni węgla brunatnego Turów nie zakończyło się podpisaniem porozumienia. – Weszliśmy na etap technicznych rozstrzygnięć wielu kwestii. Jest on bardzo trudny i wymaga zaangażowania. Wciąż trudno o czymkolwiek przesądzać – skomentował Michał Kurtyka, minister klimatu i środowiska. Wznowienie negocjacji zaplanowano na czwartek w przyszłym tygodniu. Czesi złożyli przeciwko Polsce pozew do Trybunału Sprawiedliwości UE dotyczący negatywnego wpływu kopalni Turów na rejony przygraniczne. TSUE nakazał zatrzymanie eksploatacji złoża do czasu rozstrzygnięcia skargi, a za niewykonanie nakazu Czesi chcą nałożenia na Polskę surowej kary.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA