fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Co przyniesie polsko-hiszpański szczyt?

AFP
Stawka polsko-hiszpańskiego szczytu jest wysoka: powstrzymać protekcjonistyczną ofensywę Macrona.

Przygotowania do piątkowego szczytu zaczęły się od skandalu. Mariano Rajoy i jego ministrowie zostali zaproszeni do Wieliczki. To w niezwykłym otoczeniu 700-letniej kopalni soli miał być wykuwany sojusz obu konserwatywnych rządów.

Ale kiedy Hiszpanie mieli już zarezerwowane przeloty, hotele i logistykę, polska strona przypomniała sobie, że tego samego dnia pod Wawelem będzie rozgrywany finał mistrzostw Europy w piłce nożnej zawodników do lat 21. Szczyt został przeniesiony do zdecydowanie banalniejszych pomieszczeń warszawskiej Kancelarii Premiera, Hiszpanie poczuli, że mimo wszystko nie są aż tak wyjątkowi.

Szczęśliwy los sprawił jednak, że w środę hiszpańska drużyna pokonała Włochów i to ona zagra w finale z Niemcami w Krakowie w dniu, w którym Rajoy spotka się z Beatą Szydło. Okoliczności znów więc sprzyjają zacieśnieniu współpracy obu krajów.

A warto. Zwycięstwo Emmanuela Macrona i brexit uruchomiły nową, niekorzystną dla nas dynamikę w Brukseli. Pod naciskiem prezydenta Francji i z braku oporu nastawionych liberalnie Brytyjczyków ruszyła protekcjonistyczna rewolucja w europejskiej centrali.

Na razie objęła projekt zaostrzenia warunków działania pracowników delegowanych i firm transportowych, ale wkrótce może uderzyć w zasady inwestowania przez kapitał spoza Unii i dostęp do rynku zamówień publicznych.

Nasze interesy z Hiszpanami są tu zbieżne. Pod kierunkiem konserwatywnego premiera kraj przeprowadził surowe reformy, przede wszystkim rynku pracy. Dzięki temu Hiszpania od trzech lat jest najszybciej rozwijającym się państwem strefy euro, co roku powstaje tu pół miliona nowych miejsc pracy, eksport zaś odpowiada już jednej trzeciej dochodu narodowego. Do żadnego innego kraju świata nie przyjeżdża tylu turystów, Hiszpania stała się potęgą w produkcji samochodów, chemikaliów, leków, w usługach bankowych. Więcej: mimo trudnych reform Hiszpanie w ostatnich wyborach nie ulegli ani populistycznej pokusie (radykalna Podemos pozostała w opozycji) ani mirażom eurosceptycyzmu jak Wielka Brytania.

Rajoy, choć ciążą na jego partii bardzo poważne zarzuty korupcyjne, przyjedzie jednak do Warszawy jako przywódca kraju równie konkurencyjnego jak Polska. Takiego, przed którym chcą się chronić Francuzi, forsując w Brukseli przepisy narzucające minimalne uposażenie i wyśrubowane dodatki socjalne. Już teraz nad Sekwaną pracuje podobna liczba pracowników delegowanych z Hiszpanii jak z Polski.

A gdy przez Pireneje przejeżdżają ciężarówki z tańszymi i lepszymi od francuskich owocami, winem, żywnością, muszą się liczyć z tym, że zostaną zatrzymane i zniszczone przez bojówki miejscowych rolników. Tak samo jak polskie ciężarówki mogą spodziewać się szykan na francuskich czy niemieckich drogach

Sojusz polsko-hiszpański na rzecz obrony liberalnych regulacji jednolitego rynku, poparty przez kraje Europy Środkowej oraz Portugalię, która także przeprowadziła trudne reformy rynkowe, miałby wystarczającą liczbę głosów w Radzie UE, aby zablokować francuską szarżę.

Ale aby oba kraje doszły do takiego porozumienia, musiałyby wcześniej dużo lepiej się poznać, odsunąć na bok głęboko zakorzenione stereotypy. To niestety się na razie nie dzieje. Hiszpańska prasa opisuje Polskę PiS-u w karykaturalnych barwach, jako państwo autorytarne, klerykalne, rasistowskie, które ma gdzieś „wartości europejskie", choć sami Hiszpanie przyjęli w ramach unijnego programu relokacji ledwie 7 proc. liczby uchodźców, do których się zobowiązali.

Ale to jest swoista zapłata za lata kryzysu gospodarczego, gdy w Polsce bezkrytycznie przejęliśmy niemiecką narracje o „południu Europy", regionie, gdzie ludzie nie chcą pracować, nie są poważni, dobrze sprawdzają się tylko w zabawie. W tej wizji wrzucaliśmy do jednego worka Hiszpanię i Grecję tak, jak dziś Hiszpanie mają tendencję do zrównania Polski z Rumunią, a może nawet i Ukrainą.

To może się zacząć zmieniać. Choć doroczne szczyty polsko-hiszpańskie zostały zainicjowane już w 2003 r., od objęcia rządu przez PiS przywódcy obu krajów się nie spotkali, bo Rajoy prawie przez rok tworzył nowy rząd. Teraz hiszpański premier potraktował poważnie możliwość nawiązania kontaktu: do Warszawy przyjedzie z pięcioma kluczowymi ministrami, grupą najbliższych współpracowników, zespołem dziennikarzy. Nie powinniśmy tego zmarnować.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA