fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

#RZECZoPRAWIE - Marek Domagalski: konsekwencje prawne śmigusa-dyngusa

rp.pl
Czy w tradycyjnym polewaniu się wodą w Lany Poniedziałek trzeba zachować umiar? Na to pytanie odpowiadał w programie Anny Wojdy #RZECZoPRAWIE Marek Domagalski, dziennikarz "Rzeczpospolitej".

- Jest to dzień szczególny. Nie zawsze kończy się na tym, że wychodzimy z domu w suchym ubraniu, a wracamy w mokrym. Zabawa kończy się tam, gdzie zaczyna się niebezpieczeństwo np. wypadki samochodowe. Są skrajne przypadki zrzucania wody w workach np. z wiaduktów na drogami. To wykracza poza obyczaj, poza normę, pewien luz związany z zabawą - mówił dziennikarz działu prawa.

Jego zdaniem polanie wodą obcej osoby, nawet w większej ilości niż z plastikowego jajka, jest dopuszczalne.

- Chodzi o to, żeby wyczuć, na ile ta druga osoba pozwala. Pozwolenie, zgoda drugiej strony na jakieś zachowanie jest swego rodzaju immunitetem. Trudno wychodzić potem z pretensjami, jeśli godziło się na pewne zachowanie - tłumaczył Marek Domagalski.

Czy można dochodzić odszkodowania, gdyby w wyniku oblania doszło do zniszczenia odzieży czy innej rzeczy? - pytała Anna Wojda.

- Takie roszczenie miałoby spore szanse w sądzie, zwłaszcza, gdyby spór toczył się między osobami zupełnie obcymi, a szkoda była istotna. Jestem jednak pewien, że sąd brałby pod uwagę atmosferę dnia i jego wyjątkowość - powiedział dziennikarz.

Zaznaczył jednak, że osoby przed ukończeniem 13 lat nie odpowiedzą za szkodę wyrządzoną oblewaniem. Natomiast młodzież między 13. a 18. rokiem życia może odpowiadać, ale trzeba wykazać, że młody człowiek miał świadomość naganności swego zachowania. Nie będzie to łatwe.

- Będzie twierdził, że przecież cała ulica się tak bawiła, więc nie chciał być gorszy - mówił Marek Domagalski.

Za małe dzieci odpowiadają natomiast rodzice, o ile wykaże się im braki w nadzorze na dzieckiem. I to  także może nie być proste.

- Było orzeczenie Sądu Najwyższego, że nie można wymagać od rodziców - nawet jeśli dziecko lubi łobuzować - żeby pilnowali go na okrągło. Jeśli więc dziecko biega po ulicy z sikawką z kolegami, to o.k. Gorzej, jeśli z balkonu, z wysokiego piętra zrzuca worki z wodą, a rodzice w domu na to nie reagowali - twierdzi dziennikarz.

Poważne problemy zaczynają się tam, gdy wskutek lekkomyślnego zachowania podczas śmigusa-dyngusa dochodzi do okaleczenia, inwalidztwa. Wtedy poszkodowany ma prawo szukać odpowiedzialnego. Działają wspomniane już zasady:  dorosły odpowiada, dziecko - nie, ale w pewnych sytuacjach mogą odpowiadać jego rodzice.

- Ta odpowiedzialność jest daleko idąca, bo może obejmować  także wypłatę wysokiego zadośćuczynienia - mówił Marek Domagalski.

#RZECZoPRAWIE: Marek Domagalski - Konsekwencje prawne śmigusa-dyngusa

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA