fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

Prawo sąsiedzkie: pilnuj kota, bo możesz dostać karę

Fotolia
Właścicielka dwóch futrzaków została ukarana naganą za to, że jej zwierzęta wylegują się i rysują samochody.

Fetor odchodów, podrapany brzuch sąsiada, zniszczony lakier na masce samochodu. Koty potrafią być także utrapieniem zarówno dla swoich właścicieli, jak i sąsiadów. Niektóre spory o koty trafiają do sądów powszechnych. A te orzekają różnie.

Kociak na samochodzie

Sąd Rejonowy w Wałbrzychu ukarał naganą mieszkankę tego miasta za to, że źle opiekowała się dwoma kotami. Sąsiad zarzucił jej, że jej koty podrapały maskę jego auta, na której przesiadywały w towarzystwie innych kotów. Ponadto wylegiwały się na innych parkujących na osiedlu samochodach, co groziło również ich uszkodzeniem.

Podsądna broniła się, że owszem opiekuje się dzikimi kotami na osiedlu, w tym tymi dwoma, za które ją ukarano. Co prawda, wspomniane koty bywają częściej u niej w domu aniżeli inne zwierzęta, ale to wciąż są dzikie koty, a nie jej domowe. Poza tym na samochodzie przesiadują inne koty, skąd więc wiadomo, że to akurat te dwa uszkodziły lakier? – pytała.

Sąd nie miał jednak wątpliwości. Właścicielka kotów złamała art. 77 kodeksu wykroczeń. Przepis mówi, że kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1000 zł albo karze nagany.

Przeciwko niej przemawiały bowiem zeznania świadków. Jasno wynikało z nich, że opiekowała się tymi dwoma kotami – choć nie tylko one przesiadywały na samochodach. Trudno więc stwierdzić, które kocie pazury porysowały lakier. Według sądu osoba, która ma domowe zwierzęta, musi o nie dbać i nie mogą one stwarzać uciążliwości dla innych – a tak tutaj było.

Prawnicy nie mają wątpliwości: kara się należała.

– Nie dziwię się sądowi, że ukarał właścicielkę kotów, bo skoro przebywały u niej w domu, troszczyła się o nie, dbała i udomowiła, to była za nie odpowiedzialna. Kara, jaką otrzymała, jest najniższa z możliwych. To ostrzeżenie dla niej, że ma pilnować swoich zwierząt – tłumaczy adwokat Katarzyna Topczewska.

W Kwidzynie kilkanaście kotów w małym mieszkaniu przeszkadzało sąsiadom. W bloku unosił się nieznośny fetor. Rozmowy nie pomagały. Wystąpili więc do sądu rejonowego o zakazanie immisji przykrych zapachów oraz przeniesienie kotów w inne miejsce. Nic nie wskórali.

Zgodnie z art. 144 kodeksu cywilnego powinni wykazać, że lokatorzy, którzy hodują koty, zakłócają korzystanie z ich mieszkań oraz części wspólnych nieruchomości ponad przeciętną miarę. A tego nie zrobili.

Sąd ustalił, że winne były nieszczelne drzwi, które w trakcie rozpatrywania sporu wymieniono. Problem sam się więc rozwiązał. Sąd okręgowy był podobnego zdania. Koty więc zostały.

Problem przetrzymywania zbyt wielu zwierząt w małych mieszkaniach doskonale znany jest Michałowi Dąbrowskiemu z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

– Występuje on przede wszystkim w dużych aglomeracjach. Nie ma przepisów, które mówiłyby, jakie warunki musi spełnić lokal, by mogła mieszkać w nim określona liczba zwierząt, czy 20 kotów na 30 mkw to dużo czy mało. Dlatego za każdym razem sprawdzamy, czy koty mogą swobodnie poruszać się po lokalu, czy są zadbane, karmione etc. Odebrać zwierzę można też tylko na podstawie decyzji sądu – dodaje Michał Dąbrowski.

– Wspólnota mieszkaniowa, która nie radzi sobie z uciążliwym sąsiadem, może wystąpić do sądu z pozwem o sprzedaż jego mieszkania na licytacji, ale to już ostateczność – mówi adwokat Rafał Dębowski.

– Zawsze też można wystąpić do sądu cywilnego, by w orzeczeniu zakazał hałasowania lub innych uciążliwych działań lub gdy w budynku unosi się przykry zapach z jednego z mieszkań, bo np. sąsiad w małym mieszkaniu trzyma osiem kotów – dodaje mecenas Dębowski.

Sąsiedzkie kłótnie o balkon

Okazuje się, że z sąsiadem można ostro pokłócić się również z powodu balkonu, a konkretnie niezapowiedzianej wizyty kota na balkonie sąsiada.

Tak było w jednej z wrocławskich kamienic. Właściciel lokalu chciał się pozbyć intruza, a ten go podrapał po brzuchu i rękach. Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego we Wrocławiu, a sąd uniewinnił właściciela kota. Sąsiad nie pogodził się z przegraną i odwołał się do Sądu Okręgowego we Wrocławiu. Powołał się na regulamin utrzymywania czystości i porządku na terenie tego miasta. Nakłada on na właścicieli zwierząt obowiązek dbałości o zabezpieczenie zwierząt w obrębie posesji, tak aby nie wydostawały się one poza jej teren i nie stwarzały zagrożenia dla osób postronnych.

Zdaniem sądu skarżący skupia się na podkreślaniu wyrządzonej mu krzywdy, całkowicie pomijając czynności podjęte przez obwinioną, a zmierzające do odseparowania należących do niej kotów od jego mieszkania. Wiedząc o tym, że w czasie remontu budynku kot łatwo może przejść na sąsiedni balkon, kobieta podjęła decyzję o konieczności wymiany okien w salonie, a następnie pozostawiała je wyłącznie w pozycji uchylonej. Nie mogła przypuszczać, że koty będą potrafiły przez nie wydostać się na balkon, tym bardziej że identyczne okna zamontowane w innej części jej mieszkania nie budziły wcześniej ich zainteresowania.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA