fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dane gospodarcze

Nasz ból jest mniejszy niż większości państw Unii

Fotorzepa, Robert Gardziński
Pandemia obeszła się z Polską i innymi gospodarkami Europy Środkowo-Wschodniej stosunkowo delikatnie. To wynik właściwej strategii walki z kryzysem, ale pomógł też przypadek.

Wstępny szacunek PKB w II kwartale br. GUS opublikuje w piątek. Jak oczekują przeciętnie ekonomiści ankietowani przez „Parkiet", ta podstawowa miara aktywności w polskiej gospodarce załamała się o 8,4 proc. rok do roku. To oznaczałoby spadek o 9–9,5 proc. w ujęciu kwartał do kwartału. Uwzględniając I kwartał br., gdy PKB Polski zmniejszył się o 0,4 proc. kwartał do kwartału, po pierwszym półroczu gospodarka była więc mniejsza o około 9,6 proc. niż pod koniec ub.r.

Na tle innych państw UE, z których wiele już przedstawiło dane za II kwartał, byłby to bardzo dobry wynik. Jeszcze płytszej recesji doświadczyły m.in. Litwa oraz Szwecja, ale gospodarka Niemiec skurczyła się w I półroczu o niemal 12 proc., Francji o 19 proc., a Hiszpanii o niemal 23 proc. Ten ostatni kraj pod względem głębi recesji równać się może jedynie z Wielką Brytanią, gdzie PKB załamał się o nieco ponad 20 proc.

Także poza Europą nie brak państw, w których gospodarki pandemia uderzyła słabiej niż w naszą. PKB Korei Południowej skurczył się np. w I połowie br. o niespełna 5 proc., a Australii – jak szacuje tamtejszy rząd – o niewiele ponad 7 proc. Chiny, które były pierwszym ogniskiem pandemii, zdołały nawet nieco urosnąć.

Paraliżujący strach

Z czego wynikają tak duże różnice w gospodarczych konsekwencjach pandemii? Próba odpowiedzi na to pytanie stanie się zapewne przedmiotem niejednej pracy naukowej. – Obecnie ekonomiści mogą to wyjaśnić tylko w ograniczonym stopniu – mówi „Rzeczpospolitej" Holger Schmieding, ekonomista z banku Berenberg. Jasne jest, że pewne znacznie miała restrykcyjność ograniczeń aktywności ekonomicznej, wprowadzanych w celu zahamowania rozwoju epidemii w marcu. Pod tym względem w Europie wyróżniała się Francja, z kolei USA – poza Nowym Jorkiem – zamroziły gospodarkę w znacznie mniejszym stopniu. W rezultacie tam PKB w I połowie roku spadł o niespełna 11 proc., w porównaniu z 15,3 proc. w strefie euro.

– Jednym z powodów załamania się aktywności na świecie były nie tyle same lockdowny, ile zmiany zachowań konsumentów i firm. W niektórych krajach, np. w Wielkiej Brytanii, istotne pogorszenie nastrojów nastąpiło jeszcze przed wprowadzeniem ograniczeń dotyczących działania przedsiębiorstw oraz mobilności – tłumaczy w rozmowie z „Rzeczpospolitą" Piotr Kalisz, główny ekonomista banku Citi Handlowy. – Dla gospodarki znaczenie ma to, czy konsumenci ograniczają interakcje, a nie to, czy jest to efekt administracyjnych nakazów czy też obaw – dodaje.

Obawy konsumentów w dużej mierze podyktowane były zaś przebiegiem epidemii w poszczególnych krajach, zwłaszcza zaś śmiertelnością Covid-19. Schmieding zwraca uwagę na to, że w Wielkiej Brytanii, gdzie na koronawirusa zmarło dotąd 608 osób na milion mieszkańców, ruch w sklepach pozostaje do dziś zdecydowanie dalej od normalności niż np. w Niemczech, gdzie zmarło 111 osób na milion. To samo dotyczy Szwecji oraz USA, gdzie ograniczenia aktywności ekonomicznej były łagodne, ale strach konsumentów większy i trwalszy.

Szczęśliwa struktura

Różnice w śmiertelności Covid-19 w pewnym stopniu zależały od reakcji władz na pandemię oraz od przygotowania służby zdrowia, ale znaczenie miały też inne czynniki, często zupełnie przypadkowe, np. to, czy obowiązkowe jest szczepienie przeciw gruźlicy. – W Londynie krzyżują się dziś szlaki handlowe i biznesowe. To oraz gęstość zaludnienia sprawia, że to idealne miejsce do rozprzestrzeniania się epidemii. Nasz region jest trochę na uboczu szlaków turystycznych i biznesowych, stąd Covid-19 mniej się tu rozsiał – zauważa Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista Banku Pekao.

Ekonomiści zgodnie wskazują, że wpływ Covid-19 na gospodarki był wyraźnie powiązany z ich strukturą i powiązaniami handlowymi. – Zróżnicowanie dotychczas publikowanych danych dotyczących PKB dość dobrze tłumaczy udział sektora hotelarskiego i gastronomicznego w tworzeniu PKB – tłumaczy Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku. W Polsce ten udział jest niewielki, bo relatywnie małą rolę odgrywa turystyka.

– Hiszpania wprowadziła jeden z najostrzejszych i najdłuższych lockdownów na świecie. Ale także struktura gospodarki tego kraju tłumaczy, dlaczego szok był tam tak dewastujący – podkreśla Angel Talavera, główny ekonomista ds. Europy w Oxford Economics. Jak wyjaśnia, chodzi nie tylko o rolę turystyki, ale i charakterystykę hiszpańskiego rynku pracy, gdzie powszechne są elastyczne formy zatrudnienia oraz rozdrobienie przedsiębiorstw.

Eksport towarów wrócił do poziomu sprzed kryzysu

Wartość polskiego eksportu towarów wzrosła w czerwcu o 3 proc. rok do roku, radykalnie przebijając prognozy ekonomistów. Import ciągle malał, wskutek czego Polska odnotowała rekordową nadwyżkę handlową.

W marcu, kwietniu i maju pandemia wyraźnie tłumiła obroty w handlu zagranicznym. Najgorszy był pod tym względem kwiecień, gdy wartość polskiego eksportu (w euro) załamała się o 29,1 proc. rok do roku. W maju spadła o ponad 19 proc. rok do roku, a ankietowani przez „Parkiet" ekonomiści przeciętnie szacowali, że w czerwcu zmalała o nieco ponad 4 proc.

Nieco głębszy od oczekiwań ekonomistów okazał się natomiast czerwcowy spadek importu, który wyniósł 10,7 proc. rok do roku, po 27–28 proc. w poprzednich dwóch miesiącach. Konsekwencją spadku importu i wzrostu eksportu było najwyższe od co najmniej 2004 r. saldo wymiany towarowej Polski. Nadwyżka sięgnęła niemal 2,7 mld euro, dwukrotnie bijąc dotychczasowy rekord – z maja.

Daleka od normalności wciąż jest sytuacja w międzynarodowej wymianie usług. Eksport Polski z tego tytułu był w czerwcu o 33,4 proc. mniejszy niż rok wcześniej, po spadku o 36,2 proc. w maju. Import usług zmalał o 28,7 proc. rok do roku po 43,2 proc. w maju.

„Kryzys wzmacnia bardzo ważny pozytywny trend w krajowej gospodarce. Wygląda na to, że stajemy się na dobre eksporterem netto ze znaczną nadwyżką na rachunku obrotów bieżących" – zauważył na Twitterze Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP. Poprawa salda obrotów bieżących to jednak czynnik wzmacniający złotego, a to – jak podkreślała w ostatnich komunikatach RPP – może tłumić ożywienie w polskiej gospodarce.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA