fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dane gospodarcze

Eksplozja cen surowców odbije się na konsumentach

Niespotykany w ostatnich latach wzrost cen stali podbija wyniki firm hutniczych, ale jest poważnym problemem dla wielu branż przemysłu, w tym np. producentów AGD
Bloomberg
Drożejąca ropa, gaz czy rudy metali uderzają w polski przemysł. Firmy rosnące koszty będą próbowały przerzucić na klientów, co doprowadzi do wzrostu cen produktów w wielu branżach.

Po kryzysie związanym z pandemią koronawirusa przemysł się rozpędza. Rosnący popyt na surowce i półprodukty winduje w górę ich ceny. Zarząd chemicznej Grupy Azoty mówi wręcz o eksplozji cen surowców petrochemicznych, branża hutnicza o niespotykanym od lat wzroście popytu na stal, a producenci AGD o problemach z dostępnością kluczowych komponentów.

Rozgrzany rynek stali

Początek roku okazał się znakomity dla producentów i dystrybutorów stali. Szacunkowe wyniki za I kwartał pokazał już Stalprofil, specjalizujący się w handlu wyrobami hutniczymi. Zysk netto spółki sięgnął 12,7 mln zł, czyli o 306 proc. więcej niż przed rokiem. – Obserwowany od grudnia 2020 r. niespotykany w ostatnich latach wzrost cen rynkowych stali istotnie wpłynął na wzrost marż handlowych – poinformował zarząd Stalprofilu. Wskazał przy tym na indeks cen opublikowany przez Polską Unię Dystrybutorów Stali dla ostatniego tygodnia marca 2021 r. Przykładowo, niektóre profile stalowe w ciągu roku podrożały o 40 proc., a blachy – aż o 70 proc. Jak wskazują analitycy, cena kluczowego surowca, rudy żelaza, podskoczyła o 15 proc. od początku roku i o około 100 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Analitycy tłumaczą, że mocny wzrost cen stali od początku tego roku jest spowodowany dużą ilością mocy, jaka została wyłączona w stalowniach w ubiegłym roku. – Wiele pieców zostało trwale wyłączonych, wiele powracało do działania z opóźnieniem, bo to nie jest szybki proces. W efekcie na rynku mamy problem z dostępnością niektórych produktów stalowych. Dodatkowo na zmniejszenie dostępności asortymentu wpłynęły cła eksportowe, które na przełomie roku ogłosiła Rosja – wyjaśnia Jakub Szkopek, analityk BM mBanku.

Drożejąca stal i braki w asortymencie uderzają w producentów sprzętu domowego. – Stal jest dla nas kluczowym elementem do produkcji urządzeń AGD. W scenariuszu niedoborów trzeba się liczyć ze wzrostem cen produktów, co dla konsumentów na pewno nie będzie dobrą informacją – stwierdza Wojciech Konecki, prezes APPLiA Polska, organizacji producentów AGD.

Zapotrzebowanie na stal bardzo wzrosło też m.in. w branży motoryzacyjnej. – Huty przyjmują obecnie zamówienia z terminem dostawy w III, IV kwartale 2021 r., a w przypadku niektórych wyrobów mowa jest o I kwartale 2022 r. Z podobną sytuacją nie mieliśmy do czynienia od bardzo dawna – zauważa Andrzej Michalski-Stępkowski, prezes Stowarzyszenia Stal Nierdzewna.

Zdaniem części analityków świetlaną przyszłość w dłuższym terminie ma przed sobą miedź, z uwagi na prognozowany wzrost popytu wywołany transformacją energetyczną. Goldman Sachs określił ten metal mianem nowej ropy, podkreślając wszechstronność zastosowań. Oczekuje, że w 2025 r. cena miedzi może dobić do 15 tys. dolarów za tonę. W krótkim terminie wycena zależy m.in. od kondycji dolara i wieści z kluczowych gospodarek, szczególnie chińskiej, odpowiedzialnej za połowę globalnej konsumpcji. Ze wzrostu kursu miedzi wprost korzysta KGHM, bo o niego opiera się cena sprzedaży – przy czym kluczowe są notowania wyrażone w złotych i chilijskich peso, bo w tych walutach grupa głównie ponosi koszty.

Chemia pod presją

Drożeje też ropa naftowa. Na ten rok Międzynarodowa Agencja Energii prognozuje średnią cenę ropy Brent na 60,67 dolarów za baryłkę. W 2019 r. stawka była niższa o 20 dol. Oprócz ograniczeń wydobycia ropy przez kraje OPEC, wpływ na ceny tego surowca ma również sytuacja geopolityczna. – W tej chwili narasta konflikt między Ukrainą a Rosją, który zaczyna się przekładać na wzrost napięcia pomiędzy Unia Europejską i USA z jednej strony, a Rosją z drugiej. A każda sytuacja konfliktowa, zagrażająca destabilizacją geopolityki, zawsze wpływa w sposób istotny na wzrost cen ropy naftowej – komentuje Jarosław Wróbel, wiceprezes Grupy Lotos. Jako drugi czynnik prowzrostowy wymienia rosnący popyt, będący efektem wychodzenia z pandemii.

Na wzrost kosztów narzekają firmy chemiczne. – To, co się teraz dzieje na rynku surowcowym, to jest eksplozja wzrostu cen. Od 20 lat nie pamiętam takiej zmiany stawek w ciągu zaledwie jednego miesiąca – alarmuje Witold Szczypiński, wiceprezes Grupy Azoty. Odbija się to na marżach na produkcji nawozów czy tworzyw sztucznych. – Kluczowe surowce chemiczne w ostatnich kwartałach mocno drożeją i to jest naturalne w obliczu oczekiwanego ożywienia gospodarczego po pandemii. Notowania petrochemikaliów od początku tego roku wzrosły o ponad 20 proc., a gazu – o ok. 10 proc., choć ten surowiec rządzi się nieco innymi prawami – tłumaczy Krystian Brymora, analityk DM BDM. W porównaniu z ubiegłym rokiem podwyżka cen gazu przekracza aż 200 proc. Brymora dodaje, że dla niektórych firm chemicznych istotny jest też węgiel energetyczny i koks. Ten pierwszy na polskim rynku tanieje z uwagi na nadpodaż, mamy natomiast do czynienia z podwyżką cen koksu o 40–50 proc. rok do roku.

W zawrotnym tempie rosną też ceny drewna, co uderza też w wiele branż – od budownictwa po sektor meblarski. W ciągu ostatniego roku surowiec ten podrożał w Polsce aż o połowę. Zdaniem przedstawicieli branży drzewnej do światowych czynników wpływających na wzrost cen dołączyły rodzime uwarunkowania, jak choćby wyjątkowa koniunktura w budownictwie czy błędy w dystrybucji drewna pozyskiwanego w Lasach Państwowych.

Przemysł pod ciężarem cen prądu

Drożejące surowce to niejedyne zmartwienie krajowych wytwórców. Gwałtownie rosną też ceny energii elektrycznej i praw do emisji dwutlenku węgla. W środę na Towarowej Giełdzie Energii cena prądu w kontraktach na przyszły rok sięgnęła 307,53 zł/MWh. Tymczasem średnia stawka z kwietnia 2020 r. wynosiła 225,77 zł. To przede wszystkim efekt potężnego skoku notowań uprawnień do emisji CO2. Tylko od początku roku ceny uprawnień podskoczyły o 45 proc., sięgając w środę na niemieckiej giełdzie EEX 44,85 euro/t. Ceny uprawnień do emisji nie tylko przekładają się na ceny prądu, ale też uderzają w przemysł energochłonny bezpośrednio, bo płaci on za emisje z procesów produkcyjnych. – To spory koszt, którego nie da się przenieść w cenach produktów z uwagi na globalną konkurencję, która nie jest objęta systemem handlu emisjami. Zmieni się to po wprowadzeniu podatku granicznego (CBAM) w UE od 2023 r. – zauważa Krystian Brymora, analityk DM BDM.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA