fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dane gospodarcze

Skok inflacji nie podniósł ciśnienia członkom RPP

Bloomberg
Grudniowy wystrzał inflacji do najwyższego od siedmiu lat poziomu nie zmienił nastawienia RPP. Nadal zapowiada ona stabilizację stóp procentowych nawet do 2022 r.

Silny wzrost inflacji, który rozpoczął się w grudniu, będzie przejściowy. W kolejnych kwartałach będzie ona wracała do celu NBP na poziomie 2,5 proc. – oceniła w środowym komunikacie Rada Polityki Pieniężnej.

Rada zgodnie z jednomyślnymi oczekiwaniami ekonomistów na pierwszym w 2020 r. posiedzeniu utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Stopa referencyjna NBP od marca 2015 r. wynosi 1,5 proc. „Obecny poziom stóp procentowych sprzyja utrzymaniu polskiej gospodarki na ścieżce zrównoważonego wzrostu oraz pozwala zachować równowagę makroekonomiczną" – napisała RPP. To stała formułka w komunikatach tego gremium.

Czytaj także: Marek Belka: Wysoka inflacja jest zawsze zła dla gospodarki i konsumentów

We wtorek GUS wstępnie oszacował, że indeks cen konsumpcyjnych (CPI), główna miara inflacji w Polsce, wzrósł w grudniu o 3,4 proc. rok do roku, po 2,6 proc. w listopadzie. To odczyt najwyższy od października 2012 r., bliski górnej granicy (3,5 proc.) pasma dopuszczalnych odchyleń od celu NBP. W reakcji na te dane wielu ekonomistów zrewidowało w górę swoje prognozy inflacji na 2020 r. z niespełna 3 proc. do nawet 3,9 proc. W samym I kwartale dynamika CPI może przewyższyć nawet 4,5 proc. rok do roku. Potem jednak inflacja powinna stopniowo hamować.

Przewodniczący RPP Adam Glapiński, prezes NBP, podkreślał na konferencji prasowej, że nie ma powodów, by zakładać, że inflacja utrzyma się na poziomie powyżej 4 proc. na dłuższą metę. Zwrócił też uwagę, że jej skok w grudniu i oczekiwane dalsze przyspieszenie na początku 2020 r. to głównie rezultat wzrostu cen administrowanych (np. energii i odbioru śmieci) oraz żywności i paliw, na które krajowa polityka pieniężna nie ma wpływu. W tym samym tonie wypowiadał się członek RPP Jerzy Żyżyński.

Glapiński powiedział, że nastawienie RPP może się zmienić, jeśli pojawią się tzw. efekty drugiej rundy, czyli wzrost cen zacznie się rozlewać na coraz to nowe kategorie towarów i usług. Podkreślił jednak, że w warunkach spowolnienia gospodarczego trudno tych efektów oczekiwać. Dlatego w jego ocenie stopy procentowe w Polsce prawdopodobnie zostaną na obecnym poziomie do końca jego kadencji w 2022 r., a najbliższą ich zmianą będzie raczej obniżka niż podwyżka.

- Jeśli RPP przetrwa garb inflacyjny w I kwartale bez podwyżki stóp, co sugerował dziś prezes NBP i co moim zdaniem będzie działaniem właściwym, będzie to oznaczać, że zdała test na "zorientowaną na przyszłość" (ang. forward-looking) politykę pieniężną - skomentował na Twitterze Jakub Borowski, główny ekonomista banku Credit Agricole w Polsce.

„Najważniejszym elementem konferencji było podkreślenie przez Prezesa NBP, że skutki ewentualnych bieżących zmian stóp objawiłyby się dopiero w połowie 2021 r., co oznacza, że podejmując decyzję o ich poziomie RPP musi patrzeć na scenariusz makroekonomiczny na przyszły rok, a ten podwyżkom stóp nie sprzyja. Takie jest również nasze zdanie – po przyspieszeniu inflacji (...) do 4,0-4,5 proc. w I kwartale oczekujemy jej stopniowego wyhamowywania w okolice celu NBP w 2021 r." – napisał w komentarzu po konferencji prasowej RPP Marcin Czaplicki, ekonomista z PKO BP. „Z tego powodu uważamy, że o kształcie polityki pieniężnej w Polsce decydować będą kwestie wzrostu gospodarczego (i ewentualnie nierównowag tworzących się na rynku nieruchomości). One przesądzą naszym zdaniem o stabilizacji stóp NBP w kolejnych kwartałach" – dodał.

Na konferencji prasowej RPP obecny był także Cezary Kochalski, powołany do tego gremium przez prezydenta Andrzeja Dudę na miejsce Jerzego Osiatyńskiego, którego kadencja zakończyła się w połowie grudnia. Część obserwatorów polskiej polityki pieniężnej oceniała, że nowy członek wzmocni skrzydło gołębi w RPP, jeszcze bardziej zmniejszając nikłe prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych w najbliższych latach. Kochalski w środę zapewniał jednak, że w sprawach polityki pieniężnej nie jest dogmatyczny i nie da się zaliczyć do obozu gołębi lub jastrzębi.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA