fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Covid-19

Prof. Andrzej Horban: Pojutrze możemy zamknąć Polskę

Prof. Andrzej Horban
Prof. Andrzej Horban: Niemcy zamknęli się w listopadzie. Mają godzinę policyjną. Kto wprowadzi w Polsce godzinę policyjną?
Rzeczpospolita, Krzysztof Skłodkowski
Epidemie dzielą się na: epidemie, duże epidemie, epidemie nadzwyczajne i katastrofalne. Jesteśmy blisko górnej granicy epidemii nadzwyczajnej – mówi prof. Andrzej Horban, główny doradca Rady Medycznej przy Premierze RP.

Czy rząd słucha się Rady Medycznej przy Premierze RP?

Rząd nie jest od słuchania się Rady Medycznej. Jest od podejmowania decyzji.

A czy pan i członkowie Rady Medycznej macie przekonanie, że wasza praca jest potrzebna?

A to już zupełnie inna kwestia. Jak najbardziej. Rada jest od radzenia. Nie jest organem konstytucyjnym i nie podejmuje wiążących decyzji.

Jak często rząd kieruje się waszymi rekomendacjami?

Często. Doradca rządu jest jak żona z mężem – szczegółów pożycia się nie zdradza.

W jakich przypadkach się nie słuchał?

O tym może kiedy indziej. Teraz nie czas na takie podsumowania. Mogę powiedzieć tylko tyle, że np. nie do końca mieliśmy wspólne zdanie w kwestii ferii zimowych i podziału ich na terminy.

Jak wygląda praca Rady Medycznej? Głosujecie nad wszystkim?

To zależy. Praca Rady jest na wielu polach. Jest to z pewnością zespół ludzi, którzy mają pojęcie o tym, co robią, i znają się na swoich dziedzinach medycyny. Permanentnie przez 24 godziny na dobę kontaktujemy się e-mailami. Uzgadniamy stanowiska, nowe kwestie poddajemy pod dyskusje, które kończą się stanowiskiem przekazywanym rządowi.

Bardzo często jest też tak, że zadawane nam są pytania – przez premiera lub ministra zdrowia. Wówczas możliwie szybko przygotowujemy odpowiedź.

Premier spotyka się też dosyć często z Radą Medyczną – czasami nawet kilka razy w tygodniu. To, co mogę zdradzić, to fakt, że pan premier jest człowiekiem bardzo pracowitym. Często zadaje mailowo pytania lub odpowiada na e-maile nawet w środku nocy.

Jeszcze niedawno mieliśmy błogie poczucie, że choroby zakaźne odeszły w zapomnienie. Taka sytuacja jak teraz wydaje się ważna dla zakaźników. Tymczasem bardzo często spada na was fala krytyki. Tak jak na piłce nożnej teraz każdy zna się na epidemii...

Tak, czasami jest ciężko. Na przykład ostatnio ktoś założył moje fałszywe profile w mediach społecznościowych. I wypisuje różne głupoty. Przykro jest też, kiedy media „prorządowe" publikują skandaliczne artykuły na temat członków Rady, zarzucając im np. nieetyczne zachowania. Był taki numer pewnego tygodnika, w którym znalazł się wywiad z premierem Morawieckim, a kilka stron dalej atak pewnego reżysera na wielu członków Rady, podający w wątpliwość ich kwalifikacje. Nie mówiąc o ataku na premiera, że jako konsultantów zatrudnia osoby niekompetentne, żeby wyrazić się delikatnie.

Ile zarabiacie jako członkowie Rady Medycznej?

Nic. Jest to praca społeczna na dwa etaty. Decydując się na to działanie, wziąłem urlop bezpłatny jako dyrektor medyczny szpitala zakaźnego. Wciąż leczę chorych, i to tych najciężej. Rano szpital, później e-maile, telekonferencje, w środku nocy znowu e-maile. Telefony. Nie narzekam. Na szczęście nie mam czasu czytać głupich komentarzy pod artykułami w wirtualnej rzeczywistości... Czasami mam wrażenie, że żyję w innym świecie. Nie wypowiadam się o czymś, na czym się nie znam – przynajmniej publicznie.

Jak udało się skompletować Radę?

Premier na początku powołał mnie na doradcę, ja zwróciłem się do swoich kolegów, specjalistów z różnych dziedzin medycyny, z prośbą o pomoc. Nikt nie odmówił. Nie jest to ciało stworzone według kryteriów politycznych. Czego się nie spodziewałem, to tego, że osoby dalekie od poglądów partii rządzącej, które zasiadają w Radzie, często dostają rykoszetem. Dziwny świat.

Potwierdza to słuszne spostrzeżenie, że każdy dobry uczynek zostanie słusznie ukarany.

Czy w ostatnich tygodniach można było zrobić coś inaczej, żebyśmy nie byli z epidemią tu, gdzie jesteśmy?

Przyjdzie czas na takie analizy. W każdej chwili staramy się robić wszystko zgodnie z najlepszą wiedzą. Zarzucono nam ostatnio, że niepotrzebnie wpuszczono do kraju osoby z Wielkiej Brytanii. Proszę sobie wyobrazić, co by się stało, gdybyśmy tych Polaków tam zostawili. Można byłoby wzorem Niemiec wprowadzić lockdown wraz z godziną policyjną. Można byłoby, a może nawet i powinno się. Ale wtedy hotelarze i przedstawiciele innych branż buntowaliby się jeszcze bardziej. Wszystko, co się zrobi, jest oceniane miesiąc czy dwa po tym zdarzeniu, kiedy już znamy jego skutki.

Jedni mówią: uwolnić wszystko – lockdown zabija. Drudzy: zamknijcie wszystko jak w wielu krajach świata.

Niemcy zamknęli się w listopadzie. Mają godzinę policyjną. Kto wprowadzi w Polsce godzinę policyjną?

Opowiada się pan za całkowitym lockdownem?

Przede wszystkim należy pilnować celu. Cel i sens podjętych bezprecedensowych działań jest jeden. Nie dopuścić do wielkiej liczby zgonów.

Zakażać się można – najgorsza jest oczywiście śmierć. Kto umiera? Umierają ludzie – zgodnie z metryką. Wśród zakażonych osób powyżej 80. roku życia umiera 20 proc. Wśród osób pomiędzy 60. a 70. rokiem życia – 10 proc. Jak popatrzymy na osoby młodsze z nowotworami, to umiera 25 proc. To są ludzie, którzy, jak zachorują, to będą leżeli w szpitalu. Większość przeżyje. Tysiące jednak umrą. W wieku powyżej 60 lat jest w Polsce ponad 10 mln osób, to prosto policzyć – 10 proc. zgonów to milion osób.

Oczywiście nie wszyscy powyżej 60. roku życia zachorują, ale jeśli zachoruje tylko połowa, to mówimy o 500 tys. zgonów – gdybyśmy nic nie zrobili. Ta myśl towarzyszy nam wszystkim codziennie. Jest to zdublowanie rocznej liczny zgonów. I są to bardzo ostrożne szacunki.

Zamykamy Polskę?

Jutro jeszcze nie, ale pojutrze może tak. Granicą jest 30 tys. zakażeń dziennie w rozliczeniu tygodniowym. Trzy dni z rzędu po 30 tys. i system staje się niewydolny. Powinniśmy wtedy pilnie zastosować rozwiązania z poprzedniej wiosny i Wielkanocy.

Kiedy nastąpi szczyt epidemii?

Trochę żartując, powiem tak: epidemie dzielą się na: epidemie, duże epidemie, epidemie nadzwyczajne i katastrofalne. Jesteśmy blisko górnej granicy epidemii nadzwyczajnej i należy zrobić wszystko, aby tej granicy nie przekroczyć. Trwa wyścig z czasem. Kluczem są oczywiście szczepienia.

A szczyt? To tak jak z burzą. Idzie burza, ale kiedy dokładnie uderzy piorun, jednak nie wiemy. Czasami zdarza się że uderzy z jasnego nieba.

Zamykamy kościoły?

Należy znacznie ograniczyć liczebność ludzi na mszach. Limit 1 osoba na 20 metr kwadratowy wydaje się rozsądny. Do tego święcenie – jeśli już, to na zewnątrz. Decyzje nie powinny być jednak w ręku władz kościelnych, ale państwowych. Pytanie, czy wierni tych zaleceń będą przestrzegać. Wiosną rok temu przestrzegali. Przypomnijmy sobie, jak było zeszłej Wielkanocy. Zwolnienie, jeśli idzie o liczbę osób na spotkaniach, nie powinno dotyczyć osoby zaszczepionej. Jest tu pewien problem. Pojawiły się ostatnio fałszywe zaświadczenia o zaszczepieniu.

Bać się szczepionki AstraZeneca?

Tu jesteśmy jednoznaczni. Nie, powiem ostrzej: niektórzy twierdza, że podawanie informacji o szkodliwości tej szczepionki to element wojny ekonomicznej pomiędzy producentami. Rada Medyczna przyjęła w tej kwestii na podstawie wielu badań międzynarodowych jednoznaczne stanowisko. Szczepić. I tu mogę zdradzić: jak państwo wiecie, rząd podzielił to stanowisko.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA